Razem z M. poszliśmy na spacer. Był już wieczór, tak po godzinie 20:00, ale jeszcze jasno, ciepło - jak to powinno być w czerwcu. Plan jak zwykle (od kilku spacerów): najpierw lody w pobliskim sklepie, potem dreptanie wzdłuż kanałku, który płynie za naszym osiedlem.
Szliśmy już właśnie nad tym kanałkiem, kiedy to M. wypatrzył, że przy przeciwległym brzegu coś się szamocze. Po chwili przyglądania się stwierdziliśmy, że to ptak, który wpadł do wody, a teraz nie może wyleźć na brzeg. Pewnie młody, uczący się latać... Kiedy zastanawialiśmy się co robić do naszego topielca podpłynęło stado kaczek. Podpłynęły i też się bezradnie przyglądały.