czwartek, 27 września 2018

Ścieżka sensoryczna

        Na grupie „Zabawki, pomoce edukacyjne DIY” królują ostatnio ścieżki sensoryczne: zdjęcia i opisy. Grupowicze się zachwycają, wrzucają swoje produkcje, zapewniają, że też taka ścieżkę zrobią...
        W pierwszym momencie pomyślałam, fajne, do przemyślenia czy i my nie moglibyśmy takiej ścieżki zrobić. W drugim naszła mnie refleksja, że to dla nas całkiem nieprzydatne. Co ja miałabym umieścić w takiej ścieżce sensorycznej skoro na placu zabaw jest piasek, kamienie, trawa, ziemia, specjalna nawierzchnia na boisku. A Mi. uwielbia zaciągać buty i biegać tam na bosaka. Nauczył się na działce, gdzie na trawniku są gałązki, szyszko, żołędzie...
        Oczywiście nie każdy ma działkę, żeby bezpiecznie puścić dziecko. Nie każdy płac zabaw się nadaje do dreptania bosymi stopami, bo czasem szkiełko albo zwierzęce odchody... Podobnie nie każde dziecko od razu będzie takie chętne do biegania po kamieniach i szyszkach. W końcu trzeba też wziąć pod uwagę, ze za chwile lato się kończy i będzie za zimno, żeby biegać po dworze bez butów.
        Póki co korzystamy z wielkopowierzchniowej ścieżki sensorycznej tuż przed naszym blokiem! Ja również - pewnego dnia bolało mnie śródstopie od butów na obcasie i dreptanie po piasku było niezwykle przyjemne. 😜
 

poniedziałek, 24 września 2018

On nie jest zabawką!

   Spotkanie rodzinne. K. głaszcze GP po główce.
   Z. do K.:   
   - Nie ruszaj go, on nie jest do zabawy, jak S.!
   
(*S. to brat Z. i K.)

środa, 19 września 2018

Zegar

        Mi. Zapałał miłością do zegarów. Pokazuje na te ze wskazówkami i na te z wyświetlaczem, robi młynek rękami, żeby nam przekazać, ze zegary chodzą i kręcą się w nich wskazówki.
        Pewnego dnia nie mogliśmy odejść od zegara w sypialni, bo cały czas na niego pokazywał. Coś musiałam wymyślić. Wyciągnęłam przykrywkę od pudła w szafie i narysowałem zegar. A potem go wycięłam. Przygotowalam tez odpowiedniej wielkości wskazówki i przymocowalam śrubką, a M. ostry koniec zabezpieczył za pomocą glutownicy.
        Zegar zrobił furorę. Mi. kręcił wskazówkami i nosił go wszędzie. Zabawa, o dziwo, trwa wiele dni. Choć teraz już nie codziennie. A przecież jeszcze daleko nam do nauki cyfr, co dopiero mówić o nauce korzystania z zegara.

        A ja wciąż próbuje wymyślić jak inaczej można wykorzystać taki zegar do różnych zabaw z zacięciem edukacyjnym oczywiście! 😁
 
1 rok i 10 mc

niedziela, 16 września 2018

Obieraczka

        Mi. spodobało się jak babcia obiera obieraczką marchewki. 
        Babcia dała mu marchewkę i druga obieraczkę i Mi. zaczął obierać. Jeśli obrał niedokładnie babcia pokazywała gdzie poprawić. W ten sposób obrał cała marchewkę! A w zasadzie pociął na paski ;P

wtorek, 11 września 2018

Miesiąc z GP

        To był ciekawy miesiąc! Podsumowując: Nie było tak źle jak mnie wszyscy straszyli!

        Pierwsze 2 tygodnie po wyjściu ze szpitala spędził z nami M. - w teorii opiekował się mną. W praktyce mną, a jeszcze bardziej Mi. Dobrze jest spędzać czas razem. Wspaniale jeśli jest ktoś, kto poda Ci kanapkę, podgrzeje obiad /dania obiadowe mieliśmy chyba na każdy dzień od rodziców/.
        Plan dania był zawsze podobny: 2 spacery, żeby Mi. się zmęczył, wspólne posiłki, zaznajamianie Mi. i nas z GP. Próby wyspania się. Ja cieszyłam się GP: przytulaniem go, karmieniem. M. momentami irytował się na Mi., ale na koniec stwierdził, że mógłby tak nami dłużej się zajmować.

        ***
        Kiedy GP miał 2 tygodnie byliśmy na ślubie i weselu KiK. Na ślubie było trochę stresująco: czytaliśmy modlitwę wiernych i staraliśmy się, żeby dzieci nie zakłócały uroczystości - w praktyce okazało się, że jest konieczne wyjście z Mi. przed kościół, gdzie spędziłam z nim drugą połowę Mszy Św. Trudno, tak bywa. Wesele było dla mnie nietypowe, choć Tomek twierdzi, że tego typu przyjęcia weselne są teraz w modzie. Nietypowe, bo w stylu prywatkowym i w lokalu rodem z prl. Najpierw działo się głownie w ogrodzie, potem było dużo czasu na rozmowy. Dopiero po 22 przeniosło się do wnętrz, zaczęła się muzyka i tańce. My zajęliśmy przytulny kącik na patio i stworzyliśmy tam "żłobek", czyli enklawę z wózkami, w których docelowo miały spać dzieci. GP przespał większość imprezy. Mi. biegał do 12 czy 1 w nocy i kilka prób położenia go spać nie udało się, a potem padł. Ja większość imprezy przegadałam, głownie z moją siostrą, trochę z M. potańczyliśmy. Było całkiem. na luzie. Odpowiednia impreza dla kobiety w połogu.
        Zebraliśmy się po 4 nad ranem i pojechaliśmy pod św. Anne na Mszę Św., która rozpoczyna WAPM. W trakcie Mszy zaczęło padać. Wyruszyli w mżawce, a my razem z nim przeszliśmy na pl. Teatralny, gdzie stały nasze auta.

        ***
        Wraz ze zbliżającym się końcem zwolnienia M. zaczęłam odczuwać strach, jak to będzie jak zostanę z dziećmi sama. Jeszcze jeden dzień miał być nie taki zły /a może nawet jeszcze lepszy/, bo na pomoc przyjechała teściowa. A potem ostra jazda bez trzymanki, bo M. od razu pojechał w delegację. Ale okazało się, że dajemy radę! Udaje się wyjść na spacer i coś załatwić poza osiedlem jak trzeba, a nawet położyć chłopaków razem na drzemkę /prawie codziennie/.

Karmienie w tandemie
         Karmienie w tandemie zaczęliśmy od razu po powrocie ze szpitala. I od tamtej pory Mi. karmi się 3-5 razy dziennie, przeważnie 4-5 razy. Praktycznie zawsze przed drzemką i snem oraz w nocy, często rano, i czasem jeszcze w którymś momencie dnia. Mi. nie odpycha GP, chyba, że położę małego na dużym. Nie ma cyrków, że ten dostał, a ten nie. Mi. bardzo mi pomógł w czasie nawału. Waga pokazuje, że nie mam za mało mleka. GP ulewa jak niegdyś Mi. Mi. beka po mleku tak jak nigdy wcześniej.

Relacja Mi. - GP
        Mi przyjął GP z zaciekawieniem, próbował go głaskać, pokazywał książeczki. Potem trochę się popsuło - zaczął gryźć i kopać, przede wszystkim M., skakać po łóżku w odległości niebezpiecznie bliskiej małego. Teraz znów jest lepiej. Chyba Mi. przyzwyczaił się do brata - biegnie do niego, jak ten zaczyna płakać, głaszcze go /ale trzeba uważać, żeby nie włożył mu palca do buzi lub oka/, nawet puszcza mnie jak podczas karmienia go powiem, że GP płacze i idę go pocieszyć.

Noce, spanie, drzemki
        GP śpi w nocy jak dobrze śpiący noworodek - budzi się 2-3 razy, żeby zjeść, a potem najczęściej szybko idzie spać. Ale nie zawsze, czasem nie zasypia i tak patrzymy się na siebie. Bywa, że nie zasypia, bo boli go brzuszek i robi mu się lepiej dopiero po kilku bączkach.
        Odkąd pojawił się GP, Mi. przestał przesypiać noce. Budzi się co najmniej raz w nocy, żeby wypić mleko. Szczęśliwie przeważnie nie budzą się jednocześnie, a ja muszę tylko przemieścić się do łóżka Mi., żeby go ten jeden raz nakarmić. Czasem z nim zasypiam, a wracam do siebie, kiedy GP zaczyna kwilić.
        Najwygodniej jest usypiać Mi. na drzemkę, kiedy GP śpi. Często jednak jest to niemożliwe i wtedy karmię obu jednocześnie. Zwykle udaje się, że chociaż kawałek drzemki obu pokrywa się. Bywało, że ten kawałek to było ponad 1,5 godz. Wtedy naprawdę można odpocząć.

Inne
        GP jest bardziej wrażliwym brzuszkowo dzieckiem niż był Mi. Zdarzają się momenty, kiedy GP płacze i nic nie pomaga, piersi już nie chce, pielucha sucha, noszenie i przytulanie nie wystarcza, ułożenie na brzuchu czasem poprawia jego samopoczucie, ale nie zawsze. Przechodzi po kilku bąkach. Ciężko to nazwać kolką, bo nie jest to tak bardzo nasilone, ale to coś w ten deseń.

Inne 2
        Kiedy wychodzimy we trójkę - ja i dzieciaki - GP jedzie normalnie w gondoli, do której przyczepiona jest dostawka z krzesełkiem dla Mi. Trochę utrudnia to prowadzenie wózka, ale znakomicie ułatwia przewożenie Mi. Często jest tak, że tylko w drodze powrotnej Mi. korzysta ze swojego krzesełka.
        
A ja?
         Ja sobie radzę. Nie żeby było łatwo. Po prostu muszę wiedzieć jaki mamy plan dnia i konsekwentnie go realizować. Jeśli robią się przestoje - Mi. zaczyna mieć kreatywne pomysły - otwiera szafki, których do tej pory nie umiał otwierać i przystawia krzesło do komody, na której są nieprzeznaczone dla niego różności. Słowem - trzeba się wystrzegać takich momentów.
        Ciężko jest szczególnie jak M. jedzie w delegację i nie ma go w nocy. Wtedy kąpanie Mi. i położenie obu spać zwykle wiąże się z czyimś płaczem, bo niestety się nie rozdwoję. Choć bywało, że udawało się całkiem nieźle to wszystko skoordynować. Najgorzej jak M. wraca później niespodziewanie, bo coś wypadło, powrót się przedłużył. Wtedy ostatnie godziny absolutnie wyprowadzają mnie z równowagi. Lepiej jest jak się nastawię, że go nie ma i nie będzie danego dnia i musze ogarnąć chłopaków sama.

środa, 5 września 2018

O cierpliwości

        Ostatnio M. był w delegacji przez 3 noce i 4 popołudnia. Z jednej strony wiem dzięki temu, że jestem w stanie ogarnąć chłopaków przez tak długi czas sama. Z drugiej strony pozwoliło mi to na pewne obserwacje dotyczące mojej cierpliwości.
        Pierwszego wieczoru wybuchłam raz, drugiego dnia 2 razy... akurat jakoś wtedy rozmawiałam z BK i teściowa i obie chwaliły mnie za to, że mam tyle cierpliwości do Mi. A ja sobie myślałam, że może przy nich mam, ale po całym dniu z nim to już niekoniecznie...
        Wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak to ze mną jest. Zwykle mam dużo cierpliwości, aż nagle trach! Wrzask, krzyk i latające przedmioty! Doszłam do wniosku, że pozwalam robić rzeczy które mi nie odpowiadają i jak już się uzbiera tych rzeczy i dołączy się zmęczenie to dochodzi do eskalacji złości lub do płaczu z bezsilności.
        Trzeciego popołudnia wpadł teść, zabrał Mi. na dwór, pomógł przy kolacji i wykąpał go, wiec byłam tak wypoczęta, że po położeniu chłopaków spać zabrałam się za prasowanie. Prasowałam z godzinę, a nim wszystko poukładałam była już północ.
         Ostatniego dnia Mi. rozsypał tyle klocków i innych drobnych zabawek w salonie, że normalnie masakra. Ale nie dałam się sprowokować! Powiedziałam mu, że ja nie będę tego sprzątać i nie będzie mleka do drzemki, póki nie posprząta. Ze 2 godziny namawiałam go na sprzątanie, trochę zbieraliśmy razem, w końcu duża cześć sprzątnął, jednak nie wszystko i chyba sobie zdawał sprawę, ze w pewien sposób mleko mu się nie należy, wiec padł ze zmęczenia bez piersi.
         Wiem, szantaż. Ale nie nakrzyczałam i to jest sukces. Następnym razem muszę z tego zrobić zasadę ogólna: przed pójściem spać trzeba posprzątać zabawki. 
          Ale żeby nie było, że taka twarda jestem, to obudził się po 40’ z płaczem i już go piersią usypiałam.

poniedziałek, 3 września 2018

Ładnie wyglądasz

        - Ładnie wyglądasz - powiedział M. po powrocie z delegacji /a konkretnie kolejnego dnia po powrocie z delegacji/, a po chwili dodał
- chyba Cię dawno nie widziałem...
        To już mu nie mówiłam, że się pomalowałam. ;P
        I teraz nie wiem czy ładnie wyglądam czy ładnie wyglądam jak się pomaluje. 😝