
To był ciekawy miesiąc! Podsumowując: Nie było tak źle jak mnie wszyscy straszyli!
Pierwsze 2 tygodnie po wyjściu ze szpitala spędził z nami M. - w teorii opiekował się mną. W praktyce mną, a jeszcze bardziej Mi. Dobrze jest spędzać czas razem. Wspaniale jeśli jest ktoś, kto poda Ci kanapkę, podgrzeje obiad /dania obiadowe mieliśmy chyba na każdy dzień od rodziców/.
Plan dania był zawsze podobny: 2 spacery, żeby Mi. się zmęczył, wspólne posiłki, zaznajamianie Mi. i nas z GP. Próby wyspania się. Ja cieszyłam się GP: przytulaniem go, karmieniem. M. momentami irytował się na Mi., ale na koniec stwierdził, że mógłby tak nami dłużej się zajmować.
***
Kiedy GP miał 2 tygodnie byliśmy na ślubie i weselu KiK. Na ślubie było trochę stresująco: czytaliśmy modlitwę wiernych i staraliśmy się, żeby dzieci nie zakłócały uroczystości - w praktyce okazało się, że jest konieczne wyjście z Mi. przed kościół, gdzie spędziłam z nim drugą połowę Mszy Św. Trudno, tak bywa. Wesele było dla mnie nietypowe, choć Tomek twierdzi, że tego typu przyjęcia weselne są teraz w modzie. Nietypowe, bo w stylu prywatkowym i w lokalu rodem z prl. Najpierw działo się głownie w ogrodzie, potem było dużo czasu na rozmowy. Dopiero po 22 przeniosło się do wnętrz, zaczęła się muzyka i tańce. My zajęliśmy przytulny kącik na patio i stworzyliśmy tam "żłobek", czyli enklawę z wózkami, w których docelowo miały spać dzieci. GP przespał większość imprezy. Mi. biegał do 12 czy 1 w nocy i kilka prób położenia go spać nie udało się, a potem padł. Ja większość imprezy przegadałam, głownie z moją siostrą, trochę z M. potańczyliśmy. Było całkiem. na luzie. Odpowiednia impreza dla kobiety w połogu.
Zebraliśmy się po 4 nad ranem i pojechaliśmy pod św. Anne na Mszę Św., która rozpoczyna WAPM. W trakcie Mszy zaczęło padać. Wyruszyli w mżawce, a my razem z nim przeszliśmy na pl. Teatralny, gdzie stały nasze auta.
***
Wraz ze zbliżającym się końcem zwolnienia M. zaczęłam odczuwać strach, jak to będzie jak zostanę z dziećmi sama. Jeszcze jeden dzień miał być nie taki zły /a może nawet jeszcze lepszy/, bo na pomoc przyjechała teściowa. A potem ostra jazda bez trzymanki, bo M. od razu pojechał w delegację. Ale okazało się, że dajemy radę! Udaje się wyjść na spacer i coś załatwić poza osiedlem jak trzeba, a nawet położyć chłopaków razem na drzemkę /prawie codziennie/.
Karmienie w tandemie
Karmienie w tandemie zaczęliśmy od razu po powrocie ze szpitala. I od tamtej pory Mi. karmi się 3-5 razy dziennie, przeważnie 4-5 razy. Praktycznie zawsze przed drzemką i snem oraz w nocy, często rano, i czasem jeszcze w którymś momencie dnia. Mi. nie odpycha GP, chyba, że położę małego na dużym. Nie ma cyrków, że ten dostał, a ten nie. Mi. bardzo mi pomógł w czasie nawału. Waga pokazuje, że nie mam za mało mleka. GP ulewa jak niegdyś Mi. Mi. beka po mleku tak jak nigdy wcześniej.

Relacja Mi. - GP
Mi przyjął GP z zaciekawieniem, próbował go głaskać, pokazywał książeczki. Potem trochę się popsuło - zaczął gryźć i kopać, przede wszystkim M., skakać po łóżku w odległości niebezpiecznie bliskiej małego. Teraz znów jest lepiej. Chyba Mi. przyzwyczaił się do brata - biegnie do niego, jak ten zaczyna płakać, głaszcze go /ale trzeba uważać, żeby nie włożył mu palca do buzi lub oka/, nawet puszcza mnie jak podczas karmienia go powiem, że GP płacze i idę go pocieszyć.
Noce, spanie, drzemki
GP śpi w nocy jak dobrze śpiący noworodek - budzi się 2-3 razy, żeby zjeść, a potem najczęściej szybko idzie spać. Ale nie zawsze, czasem nie zasypia i tak patrzymy się na siebie. Bywa, że nie zasypia, bo boli go brzuszek i robi mu się lepiej dopiero po kilku bączkach.
Odkąd pojawił się GP, Mi. przestał przesypiać noce. Budzi się co najmniej raz w nocy, żeby wypić mleko. Szczęśliwie przeważnie nie budzą się jednocześnie, a ja muszę tylko przemieścić się do łóżka Mi., żeby go ten jeden raz nakarmić. Czasem z nim zasypiam, a wracam do siebie, kiedy GP zaczyna kwilić.
Najwygodniej jest usypiać Mi. na drzemkę, kiedy GP śpi. Często jednak jest to niemożliwe i wtedy karmię obu jednocześnie. Zwykle udaje się, że chociaż kawałek drzemki obu pokrywa się. Bywało, że ten kawałek to było ponad 1,5 godz. Wtedy naprawdę można odpocząć.
Inne
GP jest bardziej wrażliwym brzuszkowo dzieckiem niż był Mi. Zdarzają się momenty, kiedy GP płacze i nic nie pomaga, piersi już nie chce, pielucha sucha, noszenie i przytulanie nie wystarcza, ułożenie na brzuchu czasem poprawia jego samopoczucie, ale nie zawsze. Przechodzi po kilku bąkach. Ciężko to nazwać kolką, bo nie jest to tak bardzo nasilone, ale to coś w ten deseń.

Inne 2
Kiedy wychodzimy we trójkę - ja i dzieciaki - GP jedzie normalnie w gondoli, do której przyczepiona jest dostawka z krzesełkiem dla Mi. Trochę utrudnia to prowadzenie wózka, ale znakomicie ułatwia przewożenie Mi. Często jest tak, że tylko w drodze powrotnej Mi. korzysta ze swojego krzesełka.
A ja?
Ja sobie radzę. Nie żeby było łatwo. Po prostu muszę wiedzieć jaki mamy plan dnia i konsekwentnie go realizować. Jeśli robią się przestoje - Mi. zaczyna mieć kreatywne pomysły - otwiera szafki, których do tej pory nie umiał otwierać i przystawia krzesło do komody, na której są nieprzeznaczone dla niego różności. Słowem - trzeba się wystrzegać takich momentów.
Ciężko jest szczególnie jak M. jedzie w delegację i nie ma go w nocy. Wtedy kąpanie Mi. i położenie obu spać zwykle wiąże się z czyimś płaczem, bo niestety się nie rozdwoję. Choć bywało, że udawało się całkiem nieźle to wszystko skoordynować. Najgorzej jak M. wraca później niespodziewanie, bo coś wypadło, powrót się przedłużył. Wtedy ostatnie godziny absolutnie wyprowadzają mnie z równowagi. Lepiej jest jak się nastawię, że go nie ma i nie będzie danego dnia i musze ogarnąć chłopaków sama.