sobota, 30 czerwca 2018

Chrzest bojowy

        W dniu, w którym Mi. skończył 20 miesięcy, M. po raz pierwszy SAM zmienił pieluchę, w której była kupa.
        Mnie nie było w domu. Siku nieco przeciekło. Trzeba było zmienić koniecznie. Dał radę.
        Teraz mogę iść rodzić, bo wiem, że jak trzeba to zmieni i następny razem ;P

środa, 27 czerwca 2018

Pożegnanie ze smokiem

        Dwa tygodnie temu zgubiliśmy smoka. Spadł z balkonu (wypadł z buzi Mi. 😂) na taras sąsiadów. Mi. był niepocieszony, ale co miałam zrobić? Sąsiedzi poza domem. Ja fruwać nie umiem. Co Mi. podnosił lament o smoka pokazywałam mu, że spadł i na razie nie ma...
        Zadzwoniłam do M., żeby poszedł po zgubę, jak będzie wracał z pracy, ale i wtedy sąsiedzi byli nieobecni. Mi. musiał dać rade bez do wieczora bez przyjaciela. 
        Jak poszedł spać, to M. wyłowił smoka z balkonu poniżej za pomocą sznurka i haczyka.
        W międzyczasie przemyślałam sprawę i postanowiliśmy skorzystać z okazji, żeby pozbyć się smoczka.
        Do weekendu Mi. był marudny i upominał się. W weekend było dużo spotkań, zabaw i emocji. W poniedziałek się chyba jeszcze trochę upominał... a teraz to już tylko muszę się bardziej wysilić jak ma zły humor. Z piersi chce ssać 2 x częściej. No i wcześniej budzi się w nocy, a potem nie zawsze tak łatwo go położyć jak ze smokiem.
 
        Tydzień później byliśmy w drogerii. Mi. od razu wypatrzył półkę z wyborem smoków, wiec szybko zmieniliśmy alejkę. Czyli na razie nie zapomniał...
 
        ***
        A teraz reakcja otoczenia.
 
        Teściowa przerażona. Bo to zły moment, bo za chwilę urodzi się mały i jak będę chciała jemu dać smoka, to Mi. sobie przypomni i będzie też chciał smoka, a z całego odstawiania nic nie będzie.
        Mnie to bardziej martwi, że jak już będzie ich dwóch, to mi byłoby łatwiej, gdyby Mi. używał smoka. A tak to będzie krzyczał, jak będzie chciał wzbudzić zainteresowanie i może być tak, że będzie mi trudno uspokoić obydwu na raz.
        A z drugiej strony nie było dobrego momentu od wielu miesięcy /a to zęby, a to choroba, a to ciąża.../. Żeby jeszcze korzystał z niego głównie w nocy, ale od ponad miesiąca Mi. wołał o smoka wielokrotnie w ciągu dnia. Jak poczekamy na narodziny bobasa, to również nie będzie dobrego momentu przez kolejne kilka miesięcy /jeśli młodszy nie będzie używał smoka/, a może nawet rok /jeśli będzie używał - bo tym razem muszę pamiętać, żeby ewentualnego smoka pozbyć się prze końcem 1. roku życia!/. Prawie 3 latek ze smokiem to już słaby pomysł... Na samoodstawienie smoka nie chcę czekać! Mimo, że teściowa przekonuje, że M. sam zrezygnował i nic złego się z tym nie wiązało, że tak późno, podobnie jego siostra ssała kciuka do ponad  4. roku życia i ma super proste zęby i w ogóle wszystko z jej mową i zgryzem jest w porządku.
        Trochę jestem zawiedziona postawą teściowej. Zawsze wydawało mi się, że jest rozsądna kobietka, ale widzę, że dobre samopoczucie dziecka stawia ponad wszystko, a już w tej sytuacji zdecydowanie wyżej niż ja.
        
         Moja siostra uważa, że to zły moment. Ale rozmawiał z nią o tym M. wiec nie wiem więcej. I chyba nie chcę wiedzieć.
 
        Moja mama jak się dowiedziała, to trochę ją zatkało. Ale jak jej powiedziałam, że on już jest duży, zaraz będzie 2 lata/dokładniej prawie 20 mc/ i kiedyś trzeba ten smok odstawić to przełknęła bez zbędnych komentarzy, mimo, że podawanie smoka to jedyna rzecz w moim zajmowaniu się Mi., którą pochwala.
 

wtorek, 19 czerwca 2018

Tacierzyński

        Ostatnio zapytałam M. czy chciałby pójść trochę na urlop tacierzyński. Zastanawiał się dłuższą chwilę, a potem stwierdził, że on nie da rady z dwójką dzieci.












        Niby bardzo mnie to nie zaskoczyło. Z drugiej strony ja muszą dać radę to czemu on z góry zakłada, że nie poradzi sobie?

czwartek, 14 czerwca 2018

Głodny

        Miałam dziś słabą noc. Poszłam spać ok 23:00, a obudziłam już przed 4:00 i nie mogłam usnąć. Kiedy ponownie zachciało mi się spać, Mi. właśnie się obudził i był gotowy do działania. Kręcił się i trudno było mi się od niego uwolnić. M. też nie pomagał, bo chciał w spokoju zjeść śniadanie i przygotować się do pracy.
        A jak już M. poszedł, Mi. stwierdził, że jest głodny. Ja już wtedy byłam bardzo śpiąca i zupełnie nie dawałam się wyciągnąć z łóżka. Jednak Mi. sobie poradził. Wyjął chrupaki z torby wózkowej. Są tam schowane jako przekąska na spacer lub w podróży. Przyniósł je do łóżka i zaczął jeść, a nawet mnie nimi karmił. A jak już zjedliśmy wszystkie /było ich może 3 lub 4/ położył się obok i poszedł spać.
        Chyba już duży ten Mi. skoro potrafi sobie jedzenie zorganizować!

środa, 13 czerwca 2018

Na placu zabaw

       Byliśmy wczoraj na innym niż zwykle placu zabaw. Tym za Rossmannem. Mimo godzin popołudniowych, kiedy to na naszym podwórku jest tłum, tam było tylko kilkoro dzieci, co minimalizowało ilość konfliktów, dzięki czemu mogłam posiedzieć na ławeczce więcej niż zwykle. Do tego plac zabaw jest w cieniu - zasłaniają go wysokie okoliczne bloki. Muszę o nim pamiętać w upały.


        Jest tam taka karuzela, gdzie ławka jest dookoła koła, którym się kręci, żeby tę ławkę wprawić w ruch. Takiej u nas nie ma, a Mi. bardzo ją lubi. Za pierwszym podejściem weszliśmy na karuzelę razem i kręciliśmy nią oboje, głównie ja, dbając, żeby było raz w jedną, raz w drugą stronę. Chciałam wejść za Mi., kiedy poszedł na karuzelę ponownie, ale zaczął machać rękami i krzyczeć "ne-ne-ne...". No dobra, jak chce sam, to niech sobie radzi! Mi. z pewnym wysiłkiem ruszył ławkę i kręcił się bez mojej pomocy.
        Jakiś czas później poszedł na karuzelę po raz trzeci. Siedziało tam dwóch chłopców starszych od niego, a karuzelą kręciła babcia jednego z nich. Mi. się dosiadł, a babcia kręciła dalej, chociaż Mi. próbował jej pomagać. Chwilę później jeden z chłopców zszedł, za kolejną chwilę karuzelę opuścił drugi. Pani dalej kręciła karuzelą, wiec jej powiedziałam, że może już nie kręcić, bo Mi. sobie poradzi. Była szczerze zdziwiona moją prośbą, a jeszcze bardziej zadziwiła się, kiedy Mi. rzeczywiście sam wprawił ławkę w ruch.
        Po niedługim czasie Mi. znudził się karuzelą i poszedł na konika na sprężynie. Zaczął wdrapywać się, a pani babcia znów zwróciła na niego uwagę, martwiąc się czy da rade. W sumie nie wiedziałam, bo na naszym placu zabaw konik jest nieco niższy, ale jak nie poczekam to się nie dowiem... Mi. wdrapał się i zaczął się bujać. Pani babcia znów zdziwiona. Pozostało mi tylko skomentować, że upominają mnie, żebym dziecka nie dźwigała, to sobie musi radzić sam.
        Jakiś czas potem Mi. postanowił wdrapać się na zjeżdżalnię. Jedno wejście było z uchwytami jak na ściance wspinaczkowej, wiec na razie za trudne dla niego. Drugie wyglądało w ten sposób, że na pochyłej rampie zostały przybite poprzeczne żerdzie. I tędy, znów ku zdziwieniu pani babci, Mi. z powodzeniem się wdrapywał. Ładnie siadał, a potem podawał mi dłoń i asekurując się tą moją ręką zjeżdżał w dół.
       Na koniec Mi. zainteresował się rowerami starszych chłopców. Chłopcy /obaj po 4,5 roku/. Szybko przybiegli mówiąc, że to ich. Powiedziałam, że my tylko pooglądamy i spytałam się czy możemy. Wyrazili zgodę. Potem bawili się obok w piaskownicy - udawali, że pływają w basenie, następnie w naszym wiaderku gotowali rosół i robili ciasto, w końcu powiedzieli, że idą do pracy - bo są policjantami i pojechali na rowerach za krzaki na komendę. Fajnie, że jakoś tak chcieli się bawić z Mi., chociaż nie do końca dało się z nim dogadać i czasem robił coś całkiem inaczej niż ich zabawa zakładała.

        ***
        I tylko taka moja refleksja odnośnie achów i ochów pani babci - może to nie jest tak, że Mi. jest wyjątkowo sprawny i samodzielny - myślę, że zachowanie dorosłych czasem dzieci samodzielności pozbawia. Najpierw wyręczamy, bo spadnie, potem, bo będzie szybciej jak ja coś tam zrobię, a na koniec dziwimy się, że dziecko jest fajtłapa i nie chce robić różnych rzeczy.
       A może jednak Mi. jest dość ostrożnym dzieckiem, a ja w tej chwili akurat w coraz gorszej dyspozycji /i moja dyspozycyjność się nie poprawi, jak się młodszy narodzi/, więc zależy mi na tym, żeby promować samodzielność starszaka.

wtorek, 5 czerwca 2018

Słodki

- Nie chlap na mnie - powiedział M., kiedy spadło na niego kilka kropel wody przy okazji mojego spłukiwania
się po kąpieli, a on stał tuż obok i mył butelki po piwie.
- Nie roztopisz się, w końcu nie jesteś z cukru.
- A może jestem?
Żeby udowodnić, że jednak nie jest znów strzepnęłam kilka kropli wody na niego.
- To nie jest śmieszne! - podsumował udając focha

A po chwili zastanowienia dodał:
- Jestem słodki, to muszę być z cukru!

piątek, 1 czerwca 2018

Dziecko ma prawo

Dziecko ma prawo ssać z piersi tak często jak potrzebuje, nie zwracając uwagi na to ile już dni, miesięcy, lat mama nie przespała ani jednej nocy w całości...

Dziecko ma prawo budzić się w nocy po 6 tygodniach życia, po 6 miesiącu życia, po skończeniu roku, 2, 3, ... lat. Mój znajomy często się chwali, że i jego 12-latek co jakiś czas przychodzi w sobotni poranek do łóżka rodziców, żeby się z nimi poprzytulać.

Dziecko ma prawo do uczuć. Również do okazywania uczuć. To Ty, rodzicu, powinieneś nauczyć je w jaki sposób można okazywać uczucia, żeby nie ranić innych i nie robić im krzywdy.

Dziecko ma prawo płakać, jeśli czuje się z jakiegokolwiek powodu nieszczęśliwe, nieważne, że obiektywnie i dla dorosłych to nie jest bardzo poważny problem.

Dziecko ma prawo być traktowane z szacunkiem. Nigdy nie jest za małe, aby szacunku od drugiego człowieka oczekiwać.

Dziecko ma prawo do czułości.

Dziecko ma prawo, żeby mówić mu prawdę, oczywiście dostosowaną do wieku.

Dziecko ma prawo do własnego zdania.

Dziecko ma prawo do popełniania błędów. Na własnych nauczy się najlepiej.



Ty, rodzicu, też masz prawo:
do tego, żeby czasem nie mieć siły,
cierpliwości,
masz prawo do chwil czasu tylko dla siebie,
postawienia swoich granic,
masz prawo popełniać błędy,
przepraszać,
...



Szanujmy się nawzajem: my nasze dzieci, żeby wiedziały jak szanować innych.
I jest szansa, że kiedy z tych małych ludzi wyrosną, pełni szacunku dla innych, duzi ludzie.
Wtedy świat stanie się lepszy.