wtorek, 30 października 2018

3 miesiące z GP

Smok
         GP dostał smoka kiedy skończył 5 tygodni. Z jednej strony ułatwiło mi to opiekę nad nim - ssanie smoka pozwalało się wyciszyć i zasnąć, a także przetrwać krótszą lub dłuższą chwilę, aż mogłam się nim zająć. Z drugiej strony przyczyniło się do gorszego przyrostu masy ciała. Staram się wiec jak najwięcej przystawiać GP. Nie zawsze jest to łatwe.
         Niestety smok w buzi GP, a nawet leżący w łóżku czy wózku przypominał Mi., że on też by chciał. Pomogła zmiana rodzaju smoka u GP. Nowy smok ma nieco inny kształt i już nie jest tak atrakcyjny dla Mi.. Chociaż z raz zdarzyło się, że i tego zassał na długo.
        Mi. dostaje smoka coraz rzadziej, w sytuacjach na prawdę bardzo kryzysowych. M. czasem dałby mu smoka dla świętego spokoju i żeby przespać noc. Ja walczę. W końcu jęczenie i budzenie się kilka razy w nocy jest objawem czegoś, a smok to "leczenie" objawowe, a nie przyczynowe.

Uśmiech
        GP zaczął się uśmiechać jak miał około 1,5 miesiąca. Około końca 2 miesiąca życia zdarzały mu się dłuższe momenty uśmiechania się. Teraz uśmiecha się wiele razy w ciągu dnia. Kiedy budzę się w nocy z powodu znowu czyjegoś jęczenia i mam już dosyć tych pobudek uśmiech GP rozjaśnia mój świat. Jak się uśmiecha jest jeszcze śliczniejszy!

Najlepsza zabawka edukacyjna to...
... starszy brat. GP lubi patrzeć jak Mi. coś robi. Czasem zajmuje go to na całkiem długo. Ale dla Mi. GP też jest niezwykle interesujący. Lubi się obok niego kłaść, pokazuje mu różne rzeczy, dzieli się tym co akurat je, ale też wypróbowuje co będzie jak go klepnie lub się na nim położy.

Przewrót
        Pierwszy przewrót z brzucha na plecy GP wykonał w 11 tygodniu. Jeden raz. Co jakiś czas przypomina sobie o tej umiejętności i wykonuje kilka przewrotów, a potem znów kilka dni ciszy.

Celowe chwytanie
2,5 mc, 10 tygodni z hakiem. Pierwszy raz zauważyłam, że łapie mnie za bluzkę. Bluzka była taka dla niemowlaka - w czarno-białe paski. Jeszcze tego samego dnia chwytał też zabawkę wiszącą obok niego na pałąku maty. Coraz bardziej interesują go przedmioty dookoła.

Zazdrość
        Jeśli wydawało mi się, że Mi. będzie zazdrosny w pierwszych tygodniach po porodzie, a potem będzie tylko lepiej, to nieco się pomyliłam. Mi. czasem próbuje kopać i bić GP. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Mi. próbuje też wywalczyć mnie dla siebie pokazując, że mam GP odłożyć, a jego przytulić. Wciąż budzi się w nocy. Między 8, a 10 tygodniem życia GP nawet się to budzenie nasiliło do 2 razy każdej nocy /woła wtedy "ty-ty"(powinno być cy-cy) i trzeba go nakarmić/. Ostatnio ilość pobudek zależy od dnia. Zwykle są 2, ale bywa jedna, a zdarza się, że woła "ty-ty" dopiero około 6 lub 7 rano z okazji początku dnia.

Karmienie w tandemie
         Karmimy się, a i owszem! Raczej staram się karmić ich oddzielnie, bo ułożenie ich razem przy piersi i utrzymanie jest nie zawsze łatwe, szczególnie jeśli w wyniku tego karmienia Mi. ma usnąć.
        Liczba karmień jest bardziej zmienne niż na początku - czasem jest ich 3, czasem 7, jednak przeważnie Mi. domaga się piersi ok 4-5 razy na dobę.

Rowerek biegowy, hulajnoga, wózek
         Mi. zaczął jeździć na rowerku biegowym. Ot tak, wziął go i pojechał... Do 2 lat brakowało mu niespełna miesiąc. Póki co preferuje jednak krótkie dystanse - po domu, a jeśli na dworze to najwyżej kawałek, a potem ja muszę nieść rowerek. W sumie nie opłaca się zabierać go na dwór /rowerka, nie Mi. ;P/.
        Ostatnio hulajnoga poszła nieco w odstawkę - Mi. woli pchać wózek, swój lub z GP.

Jak daję radę
        Nie wiem jak daję radę. W weekend, kiedy M. jest w domu, albo kiedy jesteśmy u dziadków mam nieodparte wrażenie, że to niemożliwe, że ogarniam ich dwóch sam. A jednak ogarniam. Między 8 a 10 tygodniem życia GP miałam jednak kryzys. Do tego dołożyło się pogorszenie aury, a zatem konieczność ubierania kurtek na dwór. Nasze wybieranie się na spacer znacząco się wtedy wydłużyło, a atmosfera w tym czasie pogorszyła. Próbuję ubrać Mi., który ucieka i radośnie się śmieje. A ja wychodzę z siebie, bo nie mogę słuchać histerycznego płaczu GP...

        Ostatnie 2 tygodnie spędził z nami M. - wykorzystał w ostatniej chwili urlop ojcowski, który przysługiwał mu na Mi. Nie wiem czy łatwiej opiekować się nimi w dwie osoby. Z jednej strony w newralgicznych momentach każdy ogarnia jedno dziecko. Z drugiej jak nie przypomnę M., żeby umył rano zęby Mi., zapytał go czy chce skorzystać z nocnika, etc., to M. tego nie zrobi. Efekt: wydaje mi się, że mogę odpuścić, ale okazuje się, że wtedy omijamy różne ważne punkty programu. Ale co się pozajmowałam wyłącznie GP to jego i moje. I co spędziliśmy ze sobą więcej czasu to moje i M.

sobota, 27 października 2018

Kapcie

        Ostatnio Mi. chciał kapcie. Najpierw przymierzał moje, potem M. Chodził w nich nieporadnie po całym mieszkaniu.
        Kupiliśmy mu takie dla niego w typie skarpetka z podeszwą. To było przedwczoraj. Wieczorem mu założyłam. Chodził wyraźnie zadowolony.
        Wczoraj rano Mi. nie spodobała się nitka w kapciach. Więc ją wyciągnął. Pech chciał, że to była nitka łącząca skarpetkę z podeszwą. Rozpruł całość. Teraz ma jeden kapeć.

poniedziałek, 22 października 2018

Komunia Święta i Mi.

        Dwa tygodnie temu podczas Mszy Św. poszłam do Komunii Św. razem z Mi. Kiedy wracaliśmy na nasze miejsce Mi. zaczął mówić „am, am, am”. W związku z tym tydzień temu też zabrałam go ze sobą, a on znów mówił „am, am, am”.
 
        Wczoraj M. poszedł pierwszy do Komunii Św., ale też zabrał Mi. Kiedy wrócili Mi. podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i mówiąc „am, am, am” ciągnął mnie w kierunku księdza.

środa, 17 października 2018

Jak ćwiczę na siłowni

        Plotłam warkocza. M. spojrzał na mnie.
        - Wyglądasz jakbyś ćwiczyła na siłowni.
        Nie wyglądam, oj nie. Ale bicepsy mi się rysują.  Moja siłownia jest w domu, aktualnie korzystam z dwóch ciężarków. Jeden waży ok. 12 kg, drugi 6,6 kg. ;P
        Ale miło coś takiego usłyszeć od męża 3 miesiące po ciąży i urodzeniu dziecka.

czwartek, 11 października 2018

Modlitwa matki

        Kiedy Mi. był mały przydarzyła mi się taka sytuacja: ksiądz jako pokutę zadał mi część różańca. I polecił odmówić jeszcze tego samego dnia. Najpierw zastanawiałam się czy miał na myśli dziesiątkę czy 5 dzieciątek. Jednak po chwili doszłam do wniosku, że gdyby miał na myśli dziesiątkę, to tak właśnie by powiedział...

        Ale tak całą część różańca? Kiedy ja to zdążę odmówić? Kiedyś to ja odmawiałam różaniec dość regularnie! Ale dziś?!? I przy małym dziecku! Mały Mi. miał wtedy około 1,5 miesiąca...

        Postanowiłam jednak spróbować. Wtedy przyszła mi myśl, że przecież jeśli wracając z kościoła, trochę nadłożę drogi i pójdę jeszcze na spacer, to jest szansa, że Mały Mi prześpi, a ja spacerując odmówię różaniec. I wiecie co? Udało się!

        ***
        Przy małym dziecku trudniej się modlić. Już sobie nie zaplanuje, że rano poczytam Ewangelię, następnie koronkę o 15:00 razem z siostrami z Łagiewnik za pośrednictwem radia, potem może jeszcze dziesiątek różańca razem z M. ... A jednak często udaje mi się zorganizować. I wdzięczna jestem ks.Pawłowi, że dzięki jego sugestii odkryłam jakim dobrym momentem - na modlitwę, ale też lekturę duchową i nie tylko - jest spacer.
        Oczywiście nie zawsze mam możliwość się modlić. Czasem muszę przez większość spaceru zabawiać czy nieść na rękach Małego Mi., innym razem spacer ogranicza się do zakupów, wiec trudno skupić się na modlitwie. Jednak od tamtej spowiedzi częściej biorę do ręki różaniec, częściej czytam Słowo Boże, częściej dziękuję Bogu za wszystko czym mnie każdego dnia obdarza i proszę o łaski potrzebne dla mnie i moich bliskich.
        Od tego czasu za pokutę zwykle dostaję odmówienie część różańca. Czy księża w naszej parafii się zmówili?

        ***
        Czasem, zdecydowanie mniej regularnie niż bym chciała, modlę się razem z Mi. Póki co najlepiej wychodzi mu złożenie rąk na "Amen".

        ***
        Po Chrzcie Świętym Agnieszki na nowo ułożyłam sobie plan modlitwy w ciągu dnia: rano pacierz, modlitwa za M., rodziny, naszą rodzinę i dzieci. Do tego jeszcze Ewangelia z danego dnia. Potem dziesiątek różańca lub koronka. Przed narodzinami GP całkiem często ten plan udawało się realizować.
        Jego przyjście na świat trochę wywróciło mój dzień do góry nogami. Na szczęście po pewnym czasie okazało się, że jednak codziennie w pewnym sensie wszyscy razem się modlimy - śpiewając z płytą z nagraniami piosenek zespołu "Mały chór dużych serc". I tańczymy do tej muzyki! Mi. często prosi, żeby włączyć piosenki lub uruchamia sam ich odtwarzanie. GP wyraźnie uspokaja się przy muzyce. Czyż to nie wspaniałe chwalić Pana wspólnie śpiewem i tańcem?

        ***
        Trwa październik. I znów próbuję wygospodarować trochę czasu na różaniec. Często przegrywam ze zmęczeniem...

piątek, 5 października 2018

Rozmowa z Mi.

Mi.:
- Ty-ty!
Ja:
- Chcesz cycusia?
Mi.:
- Ta!
Ja:
- Lubisz cycusia?
Mi.:
- Ta!!!
Ja:
A co będziesz robił z cycusiem?
Mi. mlaszcze głośno.
Ja:
- Pyszne jest mleczko?
Mi.:
- Taaaaaaaa!!!!!!!!

***
Fajnie czasem pogadać. I zostać pochwalonym. Nawet za mleko ;P :)

wtorek, 2 października 2018

Prezent od dziadka i co poza tym u nas ciekawego

Pilot
        Przedwczoraj Mi. dostał prezent od dziadka: pilot od jakiegoś urządzenia. Mały - dobrze mieści się w rączce. Dużo guziczków. Idealny na potrzeby Mi., który raz udaje, że to telefon, innym razem, że to karta dostępu do bramy garażowej i generalnie prawie nie rozstaje się z nową zabawką.
        Wczoraj podczas spaceru poszliśmy do piekarni. W drodze powrotnej z pilota wypadła zaślepka od baterii. Mi. podniósł alarm i na tyle skutecznie mi wytłumaczył na migi, że tu brakuje zaślepki, że się wróciliśmy i kilka metrów wcześniej zaślepkę znaleźliśmy.
        Niedługo potem Mi. bawił się na placu zabaw. Oczywiście pilota nie chciał mi oddać. Ja stałam dalej i pilnowałam GP, poza tym zadzwonił telefon, wiec dokładnie nie widziałam co się w piaskownicy dzieje. W pewnym momencie wyszła ciocia z Agusią. Chwilę później przybiegł Mi. i znów na migi mi powiedział, że Agusia zabrała jego pilot. Trochę nie mogłam uwierzyć, że pani ciocia pozwoliła swojej podopiecznej zabrać coś Mi. i nie oddać przed wyjściem z placu zabaw. Zaproponowałam więc poszukiwania, ale ani w piaskownicy, ani dookoła niej nie było pilota. A Mi. koniecznie chciał opuścić plac zabaw, dając do zrozumienia, że chce iść po swoją własność. Wyszliśmy, kręciliśmy się po osiedlu, w końcu wyszliśmy przed bramę. Tam spotkałam znajomą. Zaczęłyśmy rozmawiać. Rozmawiałyśmy dość długo, kiedy nagle Mi. podniósł alarm. Okazało się, że Agusia z ciocią wracają na osiedle. Przeprosiłam znajomą i pobiegłam spytać o naszą zgubę. Okazało się, że Agusia pożyczyła od Mi. pilota, a teraz właśnie wracały, żeby nam go oddać.
         Wieczorem Mi. usnął w dużym łóżku: późno wstał z drzemki i nie mogłam go położyć normalnie, w końcu wszyscy troje zasnęliśmy u nas. M. jest w delegacji, wiec też nie miał szansy mnie podnieść. Jak się obudziłam po północy, przeniosłam Mi. do jego łóżeczka. Obudził się w nocy i pokazuje, że "nie ma" w ten sam sposób, w który pokazywał w ciągu dnia, że nie ma pilota. Poszukałam chwilę tam gdzie usnął, znalazłam i oddałam zabawkę. Uspokojony zażądał cy-cy /bardzie brzmi jak ty-ty ;P/
        Dziś również nie rozstaje się z pilotem.

Rowerek biegowy
        Rowerek biegowy dostaliśmy już ze 3 mc temu. Wtedy Mi. spróbował na nim jeździć i na jednym przejeździe skończył zabawę. Oczywiście interesowały go bardzo rowerek jako taki, np. kręcące się kółka, ale przecież nie o to w rowerku chodzi. Po jakimś czasie rowerek schowaliśmy - po co ma się przewracać nieużywany. Ostatnio wyjęliśmy znowu, żeby zobaczyć czy Mi. już do niego dorósł. Mi. nie był szczególnie zainteresowany. Nawet zaczęliśmy się zastanawiać czy rowerek nie jest dla niego zbyt ciężki i czy nie kupić mu czegoś lżejszego...
        Wczoraj Mi. sam wziął rowerek i zaczął na nim jeździć po salonie. Raz, drugi... Nagrałam filmik jak jedzie z salonu do kuchni i z powrotem.
        Dziś zabraliśmy rowerek na spacer. Mi. pojechał na nim do windy, wysiadł z windy w garażu, przejechał w garażu do bramy wyjazdowej i zaraz za bramą garażu oddał mi rowerek. Potem jeszcze chwilę przejechał na rowerku po osiedlu, a resztę spaceru ja dźwigałam rowerek. Naprawdę nie jest lekki!
        Niemniej: pierwsze koty za płoty!

Traktor
        Dotarliśmy dziś na spacerze do PGRu. Myślałam, że będziemy oglądać koniki. I w sumie oglądaliśmy, a nawet karmiliśmy chlebem, który wzięłam dla kaczek. Od koników udało nam się odejść całkiem łatwo. Niestety po drodze do kaczuszek Mi. wypatrzył garaż z trzema traktorami i jeszcze czwarty stał obok! Na dodatek przyszedł pan i jednym odjechał! Nie ma jak prawdziwa wieś w środku miasta!

Przewrót z brzucha na plecy
        Dziś GP wykonał swój pierwszy przewrót z brzucha na plecy. Zaledwie jeden raz. Może przypadkiem. Ale i tak jest to wydarzenie tak samo przełomowe jak jeżdżenie Mi. na rowerku biegowym!