czwartek, 28 grudnia 2017

Książki przeczytane w 2017 r

W tym roku trochę mi trudniej czytać. Muszę się do tego mobilizować, wyrywać wolne chwile... Ale dla takiej przyjemności warto czasem wygospodarować chwilę!

Książki przeczytane w 2017 r.
- Wilki dwa, Robert "Litza" Friedrich, Adam Szustak OP - skończyłam,
- Tajemnica Graala - skończyłam,
- Dzienniczek św s. Faustyny - w trakcie czytania,
- Poradnik żywienia niemowląt, krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin, praca zbiorowa, medyczyna praktyczna, 1000dni.pl,
-Poradnik żywienia dzieci 1-3, też ze strony 1000dni.pl,
- Rozpal wiarę, a będą się działy cuda, Marcin Zieliński,
- Nie tylko chusta. Rodzicielstwo bliskości w praktyce, Mayim Bialik,
- Chata, Young William P.,
- Kretowisko, Wojciech Kwiatek - nie skończyłam.

sobota, 23 grudnia 2017

Święta z bobasem

        Znalazłam parę dni temu fenomenalny film! Niestety nie umiem znaleźć go nigdzie więcej niż na fb, wiec nie potrafię zrobić tak, żeby z tej strony dało się go odtworzyć. Zamieszczam więc ten link, który mam:

https://www.facebook.com/ArtCraftArchitecture/videos/931636363569187/

        Dla tych, którzy nie mogą otworzyć linku po krótce opowiem co w tym filmie się dzieje:


3 dni do Świąt:
Mała ledwo co chodząca dziewczynka jest zafascynowana Bożonarodzeniową choinką, zdejmuje bombki, wczołguje się pod drzewko, zaplątuje się w światełka.
Mama przewiesza wszystkie świecidełka wyżej, jednak powoduje to tylko, że uwaga dziecka skupia się na igłach zciąganych z drzewka.
Rodzina próbuje sobie zrobić okolicznościowe zdjęcie, ale  dziecko nie chce patrzeć w obiektyw, mimo zabawiania jest zniecierpliwione, płacze. Efekt - na zdjęciach dziecka nie widać lub ma skwaszoną minę, rodzicom zresztą również trudno ukryć zniecierpliwienie.
Pod choinką pojawia się mnóstwo prezentów, tak dużo, że zakrywają pół choinki.
Dziewczynka na kolanach św. Mikołaja - nie rozumie o co chodzi - płacze. Zdjęcie zrobione przy tej okazji również skrzywione.
2 dni do Świąt:
Dziewczynka rozpracowuje szopkę: rozsypała i całkiem upaćkała się w sztucznym śniegu, powyrywała elementy szopki. Mama robi pierniczki, dziecko siedzi obok na blacie: rozsypuje mąkę, depcze ciasto.
Mama zauważyła w necie, że gwiazda betlejemska jest trująca - wyrzuca ją.
Tata zagląda do swojej malutkiej skarpetki z malutkim prezentem. Obok równie mała skarpetka dla mamy i wielgaśna, wypchana skarpetka z prezentem dla dziecka.
1 dzień do Świąt:
Nastaje wieczór. Dziecko położone spać. Mama siada z ciastkami i mlekiem, żeby chwilę odpocząć. Ale dziecko się budzi, wiec idzie ją uspokoić, a potem jeszcze raz, i kolejny... po drodze nadeptuje  na twardą zabawkę i z bólu odskakuje.
W poranek świąteczny całą rodzina śpi razem w łóżku. Wszyscy są ubrani tak samo - jak krasnale św. Mikołaja. Pierwsze budzi się dziecko. Idzie do salonu. Zjada ciastka, rozlewa mleko, które poprzedniego wieczoru przygotowała sobie mama. Wdrapuje się na prezenty, jeden otwiera.
Kiedy przychodzą rodzice choinka leży, a prezenty są porozrzucane. Dziewczynka zdejmuje kolejną bombkę z gałązki.
Ale co tam, są święta, rodzice rozpakowują prezent dla dziecka, ale dziewczynka jest bardziej zainteresowana pudłem po nim. Rodzice próbują ją zachęcić do zabawy prezentem, ale dziecko woli pudło. Rodzice wyglądają na bardzo zrezygnowanych.
Koniec.

        Czemu zainteresował mnie ten film?


1. Rozśmieszył mnie bardzo. Pobiegłam więc pokazać go M. Pośmialiśmy się razem.

2. Mam wrażenie, że to kwintesencja tego czego można spodziewać się po dziecku około rocznym lub nieco starszym i na co nie powinni nastawiać się rodzice takiego dziecka.

3. Nasza cywilizacja jest w tej chwili nastawiona na konsumpcję - w filmie symbolizują to nadmiernie liczne prezenty pod choinką. Od małego przyzwyczajamy dzieci do wielgaśnych, drogich prezentów. Dzieci, które nie oczekują nic, nawet nie mają świadomości, że oto z okazji świąt takich czy innych daje się prezenty. Co to powoduje? Że nasze mieszkania stają się zagracone ogromną ilością zabawek, z których dzieci prawie nie korzystają, bo jest ich za dużo. A my na kolejne święta, urodziny, inne okazje wymyślamy coraz to nowe prezenty. Aż strach pomyśleć jaką wartość będzie musiał mieć prezent dla 10 czy 18 latka. Zresztą każdy chyba przed Świętami Bożego Narodzenia co roku staje przed dylematem co kupić poszczególnym osobom w rodzinie, żeby byli zadowoleni. A wystarczyłoby pudło! A może warto zamiast prezentu dać swój czas, zainteresowanie, tylko dla naszego dziecka. Może Święta to wspaniała okazja, żeby zatrzymać się i pobyć z ludźmi, których kochamy, a nie zastępować swoją obecność rzeczami.

        I jakoś śmiesznie kontrastuje mi to z prezentami, które Mi. dostał od nas na swoje pierwsze urodziny. Ode mnie - wiatraczek (kosztował 5 zł), taki co jak się dmuchnie to się obraca. Od tamtej pory wiatraczek stoi przymocowany za oknem balkonowym i porusza się jak wiatr zawieje, bo gdyby Mi. mógł się nim sam bawić to na pewno nie przetrwałby kilku dni, a może i kilku godzin.
Od M. dostał pudło po jakiejś przesyłce (koszt - 0 zł). Do pudła może wejść, zmieści się w nim nawet dwoje dzieci, np. Mi. razem z K. - córką mojej siostry - podczas imprezy urodzinowej siedzieli w pudle i K. prowadziła sklep. Do pudła można coś włożyć. Po pudle można rysować. Myślę, że z czasem ilość zastosowań wzrośnie.


Z okazji Bożego Narodzenia życzę nam wszystkim,
aby przygotowania nie wyczerpały nas i nie zezłościły.
Żebyśmy siadając do wigilijnej wieczerzy przede wszystkim skupili się
na Jezusie, solenizancie, którego urodziny obchodzimy
i na ludziach, których kochamy,
a czasem zapominamy im to okazywać.

środa, 20 grudnia 2017

"Wielka wyprawa"

        Spełniłam wczoraj swoje marzenie: zabrałam Mi. na sztukę teatralna! 
        Akurat w tym roku klerycy z naszego, Warszawsko-Praskiego Seminarium Duchownego przygotowali sztukę dla dzieci. Jak tylko się o tym dowiedziałam zaczęłam się zastanawiać jak na przedstawienie zareagowałby Mi. Ale dopiero wczoraj udało nam się z nim pojechać, a grali po raz ostatni!
        Po wejściu na sale zaczęłam się zastanawiać czy nie przestraszy się jak światło zgaśnie lub głośnych dźwięków. Zawsze w takich momentach patrzyłam na niego, ale moje obawy okazały się nieuzasadnione. Najpierw obserwowal wszystko co dzieje się na scenie z widoczna rezerwa, wtulony w M. Jednak z czasem zaczął wychylać się do przodu coraz bardziej zaciekawiony. Po jakimś czasie M. dał go mi na kolana, wiec, korzystając z okazji, przenieśliśmy się bardziej do przodu, na pierwszy rząd krzeseł, tuż za materacami, na których siedziały inne dzieci, w większości starsze od Mi. Materace buły pod sama scena, żeby dzieci widziały wszystko z bliska.
        Sztuka trwała ponad godzinę. Była bardzo dynamiczna, z duża ilością piosenek. Kolorowe stroje aktorów przyciągały uwagę. Dopiero na sam koniec Mikołaj zażyczył sobie spaceru po sali. Jestem pod wrażeniem, ze tak długo pozostawal w skupieniu. Cieszę się też, że udało nam się wyjść we trójkę!
        A "Wielka wyprawa” to tytuł sztuki, chociaż również dla nas to wyjście było w pewien sposób wielkim przeżyciem ;)

        ***
        Już jakiś czas temu przeglądałam propozycje warszawskich teatrów dziecięcych. Wtedy bardziej pod kątem córek mojej siostry. Przy okazji wypatrzyłam też wiele pozycji nawet dla niemowlaków. Jednak wtedy Mi. jeszcze nie siadał, wiec stwierdziłam, że chyba jest za wcześnie.
        Minęło nieco ponad pół roku i już widać, że może być wdzięcznym odbiorcom sztuki!