sobota, 7 grudnia 2019

Gdzie jest moja mamusia?

Zostawiła Mi. w wannie i wyszłam z łazienki. Za chwile słyszę:
- Gdzie jest moja mamusia? Gdzie jest moja mamusia?
Krzyknęłam, że już idę i pospiesznie wróciłam do łazienki.
A tam...
... Mi. układa puzzle...

Puzzle to 5 zwierzątek morskich, które w brzuszku(a czasem głowie) maja otwór do którego pasują ich „dzieci”. A Mi. udaje co te małe zwierzątka mogą mówić, szukając swojej mamy.

czwartek, 21 listopada 2019

Mama chce poleżeć

        Jestem po dyżurze, wiec chciałam się trochę położyć. Oczywiście całe towarzystwo przypełzło do mnie do łóżka. W końcu mówię, żeby poszli pobawić się do salonu. I wtedy Mi.:
- Tato choć do zabawy.
M. nie reaguje, wiec Mi. kontynuuje:
-  Tato choć do zabawy.  Tato choć do zabawy. Tato choć do zabawy...
M. dalej nie reaguje. W końcu Mi. mówi.
-  Tato choć do zabawy, bo mama chce tu poleżeć spokojnie.

Mój obrońca <3 :*

poniedziałek, 11 listopada 2019

Widelec

        Ja do Mi.:
- Czy będziesz jeść łyżką czy widelcem?
- Widelcem.
- Może być ten metalowy?
- Nie.
- Wolisz ten z niebieskim uchwytem?
- Tak.
        Szukam. Nie mogę znaleźć.
- A co jak nie znajdę? - pytam.
- Będzie kara!


sobota, 9 listopada 2019

Mama vs. Tato

Każda z osób w otoczeniu dziecka pokazuje mu świat w inny sposób i uczy różnych rzeczy.
📌
Pamietam jak kiedyś Mateusz rozbierał Mikołaja. Mikołaj miał wtedy około roku. Mateusz powiedział „raczki do góry”, a ja pomyślałam: „akurat, przecież on nie rozumie takiego polecenia” i w tym momencie Mikołaj podniósł raczki, a Mateusz bez problemu zdjął mu koszulkę. 
Podobnie inne umiejętności. To Mateusz nauczył chłopaków wypluwać pastę do zębów po myciu i płukać buzie. 
A teraz okazało się, że przy Mateuszu Mikołaj nauczył się „czytać” tekst na kolejnych stronach książeczki.
📌
Powtórzę za klasykiem: „Mama to nie jest to samo co tato!”👨‍👩‍👦‍👦
📚
J.M. Brum, Jan Bajtlik, Auto



niedziela, 3 listopada 2019

Jak Mi. zagadał dziadka

        Rzecz działa się w Jabłonnie. Mi. chciał się bawić kierownicą. To taka kierownica, która ma stacyjkę, kierunkowskazy, wydaje dźwięk jakby jechało auto, a na środku jest samochodzik, który niby jedzie(tak naprawdę tło się porusza) i skręca jak się kręci tą kierownicą. Mi. chciał się bawić, ale kierownica nie działała. Wiec poszedł do dziadka.
- Dziadek, nie działa. Nie ma baterii. 
- Trzeba poprosić - Do rozmowy włączyła się  babcia. 
- Dziadek proszę.
- I skąd mam wziąć te baterie.
- Dziadek, z góry! - powiedział Mi. wskazując paluszkiem w górę, gdzie dziadek ma swój pokój ze skarbami. 

środa, 9 października 2019

Bystrzak

     3.10.19
     Mi. bawi się w sklep. Sprzedaje mi różne rzeczy i każe płacić karta, którą mam przykładać do terminala(pilot) i niektóre transakcje autoryzować panem.
      W pewnym momencie proszę, żeby sprzedał mi Pipi. Ale nie chce.  W sumie wiem, że jest dla niego bardzo cenna.
       Za kilka transakcji pytam znów. Obiecuje, że będę się dobrze Pipi opiekować. Udaje mi się namówić na sprzedaż.
*** 4 i 5.10.2019
     Przewalamy się z chłopakami na łożku. Nogi Mi. lądują na głowach mojej i GP. Zaczynam tłumaczyć, że nie ładnie jest komuś chodzić po głowie. 
     Mi. biegnie po obrazek, a tam: Michał Archanioł depcze głowę szatana...
      Nieco później, Mi. udaje, że przybija obrazek do ściany w salonie. Stoi na kanapie i przymierza obrazek nad tą kanapą i wkręca zabawkową śrubę. Zauważa to M. prosi Mi. żeby nie niszczył ściany i proponuje, że poszuka takiej „specjalnej plasteliny” i przyczepią razem obrazek. 
       Następnego dnia Mi. wziął swoją plastelinę i zaczął ją przyklęknąć do ściany, zapewne po to, żeby zawisł tam Archanioł Michał depczący szatana.

*** 4.10.19
     M. pyta Mi. czy idzie w poniedziałek do przedszkola. 
     Mi. odpowiada:
     - Nie. Chory.
     - Na co jesteś chory? - drąży M. 
     - Kaszel - i zaczyna ostentacyjnie kasłać.
*** 5.10.2019
     Zrobiłam dla Mi. śniadanie: minikanapeczki i warzywa ułożone w domek z dachem z papryki i dymem z komina z rzodkiewki. Człowiek chciałby być doceniony, wiec pytam Mi. co to jest. A ten zupełnie olał mój obrazek i mówi pokazując rzodkiewkę:
     - Tego nie lubię.


piątek, 4 października 2019

Postępy GP

     Zapytałam dziś GP czy chce się napić wody z kubka i podałam mu kubek. Pokręcił przecząco głową i powiedział „Nee”. 
     Także-ten-tego mamy nowe słowo! Bardzo ważne: Kolejny krok w komunikacji. I w autonomii. 

***
     GP lubi karmić inne osoby. Najczęściej mnie. Kilka dni temu karmił mnie i mówi do mnie „Am”. W wolnym tłumaczeniu: zjedz mamo. A kiedy zjadłam zaczął bić mi brawo.

***
     Coraz chętniej GP ogląda też książeczki. Na razie głównie takie z samymi lub prawie samymi obrazkami. Najbardziej podobają mu się pojazdy (mówi coś na kształt brrrr... kiedy je pokazuje) i zwierzęta (dźwięki wydawane przez GP, kiedy pokazuje zwierzę, czasem są całkiem zbliżone, np. muu na krowę, a czasem są czymś nieokreślonym, pomiędzy aaaa, a rykiem). 
     Szkoda, że Mi. na razie trudno podzielić się książkami. W sumie to może nie jest nawet dziwne, gdyż GP pozostawiony sam, na sam z książką z dużym prawdopodobieństwem zacznie ją gryźć lub wyginać.

***
     W ciągu ostatnich może 2 tygodni GP chętnie siada na nocnik. Nawet kilka razy udało mu się coś zrobić. Coś czyli troszkę siku.
      Na początku bardzo się napinaj przy tym i martwiłam się, żeby sobie złych nawyków nie przyswoił. Z czasem napina się dużo mniej. Raz coś zrobi, raz nie. Sam chce siadać, pewnie zachęcony przykładem Mi. W żłobku też mają już za chwilę wysadzać dzieci na nocniki, więc próbujemy. A nóż nauczy się...

czwartek, 26 września 2019

Z pamiętnika mamy przedszkolaka

        Zaczęło się prawdziwe życie w przedszkolu.

        Wczoraj na drzwiach przedszkola zawisła kartka, że wykryto w naszym przedszkolu 2 przypadki wszawicy. Oczywiście od razu zaczęło mnie wszystko swędzieć, jak tylko o tym usłyszałam. Wieczorem umyliśmy Mi. głowę i obejrzałam go na tyle dokładnie, na ile pozwolił się obejrzeć. Ciekawe czy te przypadki są w naszej grupie. Bo jeśli w innej, to może jestemy uratowani.

        Dziś pierwszy raz odprowadzałam chłopaków do przedszkola i żłobka sama. M. pojechał na targi do Gdańska i pociąg miał o 6:20, wiec jechał na dworzec autobusem o 5 coś. Brrr... nie zazdroszczę.

        6:15 chłopcy wstali. Dziś namawiałam Mi., że idziemy wszyscy do pracy. Tata już poszedł, a my zaraz też pójdziemy pracować. Dlatego Mi. wziął ze sobą teczkę z potrzebnymi rzeczami.
        7:13 wyszliśmy z domu.
        7:36 odstawiliśmy GP do żłobka.
        7:39 ruszyliśmy w kierunku przedszkola. Mieliśmy zawahanie przy szpitalu. Nie wiem tylko czy Mi. chciał iść pracować ze mną, czy... chciał mnie odprowadzić, a do przedszkola iść sam ;P.
        Przed 8 odstawiałm Mi. na salę. Jeszcze skoczyłam do p. Uli, żeby wyjaśnić, czemu nasza karta wstępu nie działa. Karta została, żeby mogła być dokładnie sprawdzona. Niestety dopiero w przedszkolu przypomniało mi się, że czapka Mi. została w wózku, który został w żłobku.
        Pobiegłam do kościoła na Mszę Św. na godzinę 8:00 już trochę spóźniona. Weszłam podczas psalmu.

       Po Mszy poszłam do żłobka po czapkę, w międzyczasie zbierając kasztany, o które prosiła p. Jola, nauczycielka Mi. Potem z powrotem do przedszkola, po drodze zbierając szyszki, żeby zostawić tę czapkę. W drodze do domu znalazłam jeszcze kilka żołędzi z czapeczkami i zerwałam trochę nosków z klonu. Udany połów!

       Trochę mam taki wyrzut sumienia, że może chociaż częściowo Mi. powinien to zbierać. Ale może trochę jeszcze uzbiera. A jakąś ilość po prostu mamy już zabezpieczoną.

środa, 25 września 2019

Pipi i brat Pipi - czyli o tym jak (celnie) strzelić sobie w kolano

     Pipi już dawno jest ulubionym pluszakiem Mi. Najpierw przypadła mu do gustu długa metka, idealna do miętoszenia w małej rączce podczas zasypiania.
     Podchwyciliśmy pomysł - Pipi jest niewielka, a dzięki temu poręczna, idealna jako przedmiot przywiązania. Zabieraliśmy ją na wyjazdy. Czasem Pipi opowiada o swoich problemach, w nadziei, że to pomoże Mi. uporać się z jego trudnościami. Ostatnio Pipi towarzyszy Mi. w przedszkolu. Kiedy pewnego dnia, w pierwszym tygodniu września, zapomnieliśmy ją wziąć, rozstanie było jeszcze bardziej dramatyczne niż codzień. 
     Wtedy zaczęliśmy zastanawiać się nad kupieniem drugiej Pipi. Niestety w sklepie, z którego ją mamy zmienił się już asortyment. W końcu jest już z nami ponad 2 lata. M. zaczął szukać w innych sklepach i tak znalazł maskotkę, która wydawała się podobna do Pipi. Zamówiliśmy. Nim do nas przyszła, opowiadaliśmy Mi., że przyjedzie do nas brat Pipi. 
     I przyjechał. Mi. od razu się spodobał. Zaczął chodzić wszędzie z dwoma maskotkami: po domu i na dworze. Pójście spać bez ułożenia obok siebie Pipi i brata Pipi stało się niemożliwe. A we mnie zaczęło narastać PRZERAŻENIE: czy to znaczy, że teraz będziemy musieli pamiętać o dwóch Pipi??? I co będzie jak do przedszkola Mi. zapragnie zabrać obie maskotki??? Ale strzał w kolano. Celny.
     Tak się złożyło, że akurat wtedy Mi. kilka dni był w domu (bostonka). Kiedy w poniedziałek przed wyjściem do przedszkola poprosiliśmy, żeby wybrał kogo chce wziąć: Pipi czy brata Pipi. Wziął brata Pipi. We wtorek wybrał Pipi. W środę znów brata...
     Wygląda więc, że jakoś damy radę.


 

wtorek, 24 września 2019

Po 3 tygodniach przedszkola

     W pierwszym tygodniu przedszkola Mi. nauczył się robić buzie w podkówkę. Nie powiem, żeby przypadki mi do gustu zgłaszanie dezaprobaty, w każdej najmniejszej sprawie, w ten właśnie sposób.
     Jednak w zeszłym tygodniu, kiedy chory na „bostonkę” był razem ze mną w domu zauważyłam również pozytywne zmiany. Po pierwsze je zupę. Siada i przez jakiś czas naprawdę wiosłuje łyżką z talerza do buzi. Może nie bardzo długi ten czas, ale istotna ilość zupy znika z talerza.
     Druga umiejetność cieszy mnie jeszcze bardziej. Nauczył się wymawiać słowo dzięki, a potem dziękuje i korzysta z niego adekwatnie. Często przyłącza się do mojego dziękowania w sklepie czy naszego wspólnego, jak wychodzimy od rodziców. A sposób w jaki skanduje dzię-ku-je-my, świadczy o tym, że w przedszkolu utrwala tę umiejetność.

***
     Wczoraj był piknik w przedszkolu, podczas którego Mi. został pasowany na przedszkolaka. To było wydarzenie! Czekamy na nowe umiejętności!


sobota, 14 września 2019

Tata, nie tu

     Jesteśmy na działce. Dziadek postanowił pójść z Mi. na spacer. Mi. chętnie przystał na propozycje. Koniecznie chciał wziąć grabie, wiec wziął.
     Weszli do lasu furtką z tylłu działki. Szybko się okazało, że Mi. bardzo precyzyjnie wie, gdzie chce iść - do mieszkania dziadków!
     W mieszkaniu dziadków bywa teraz dość rzadko. A tam tyle zabawek! Kiedy już zacznie się nimi bawić, ciężko go wywabić z mieszkania. Pojechał wiec po nich M. Plan był taki, że w związku z porą odpowiednią na drzemkę, zrobią jeszcze jakaś dodatkową trasę, żeby Mi. zasnął. Kiedy, przy „hotelu” skręcili w drugą drogą, niż ta, która prowadzi na działki Mi. przytomnie zauważył.
     - Tata, nie tu.

Zabawa zaproponowana przez Mi.

Mi. wymyślił wczoraj zabawę. Objaśnia zasady:
- Ty ucieka. Bobo goni.
:)

niedziela, 8 września 2019

Adaptacja

     Pierwszego dnia w przedszkolu Mi. został bez problemu. Poszedł do przedszkola radośnie, odprowadzany przez tatę. Z Relacji wynikało, ze Mi. w pierwszym momencie się zawstydził, a potem(kiedy M. rozmawiał z panią) pobiegł się bawić. Nawet nie chciał za bardzo żegnać się z M. Zrobili sobie pa, pa i M. wyszedł. Jednak kiedy go odebrał okazało się, że zjadł tylko śniadanie i widać było, że niedawno płakał. Potem jednak deklarował, że chce iść kolejnego dnia do przedszkola.

     Drugiego dnia było troszkę problemów przy ubieraniu, ale wyszliśmy wszyscy razem, duże chłopaki zostali, żeby pooglądać budowę metra, a ja z GP poszliśmy na adaptacje do żłobka.

     Wydawało mi się, że Jestem mentalnie przygotowana na adaptacje chlopakow w przedszkolu i żłobku. Drugi dzień w przedszkolu pokazał, ze nie. Kiedy dostałam smsa, że Mi. został z płaczem, myślałam, że sama się rozpłacze. Ale byłam na tej adaptacji z GP i musiałam trzymać fason. Dokładnie wyglądało to tak, że doszli pod sale i Mi. nie chciał wejść. M. Zapytał czy pokaże mu zabawki, a jak Mi. przekroczył próg przejęła go pani, pokazując jednoczesnie, że M. ma zostać poza salą.

     W drodze do domu kupiłam mu książeczkę z naklejkami. Mam nadzieję, że za kilka tygodni będzie się świetnie bawił w przedszkolu i chętnie tam chodził, ale tego dnia byłam w rozsypce.

     Trzeciego dnia Musielismy się nieźle napracować, żeby Mi. do przedszkola dotarł. Nie chciał się ubrać, ale chciał tyty, wiec powiedzieliśmy, że dostanie tyty jak się ubierze. Nie chciał wyjść z domu, wiec wyszliśmy całą ferajną, żeby nie mógł i nie chciał zostać w domu sam. Potem było jeszxze dużo kombinacji, żeby odciągnąć go od budowy metra, nie pozwolić mu na przystanek przy siłowni plenerowej i wiatrakach. Na koniec uciekał po szatni, żeby nie dać się ubrać w buty. Ostatecznie M. zaniósł go górę znów płaczącego.
Jak go odbierałam pani powiedziała, że nic nie jadł, ale jeszcze zaproponowała mu arbuza. Mi. się zgodził i pół drogi powrotnej jadł arbuza.

    Czwartego dnia dał się zanieść na rękach pod przedszkole. Samo wejście do budynku było trudne. W sztni trochę lepiej, ale dalej zakładanie butów nie było fajne. Zaniosłam go ma górę, tam się długo przytulaliany, ale na koniec pani musiała go ode mnie zabrać.

     Pierwszy raz coś zjadł na obiad w przedszkolu.

     Piątego dnia najpierw odprowadziliśmy GP. Potem Mi. dojechał na biegówce pod samo przedszkole. Dzięki temu, że szliśmy od drugiej strony, zorientował się, że znow jedziemy do przedszkola chyba dopiero pod samą bramą. Kiedy go zachęcaliśmy, żeby wszedł na teren przedszkol nadeszła Julka z mamą i ciut nam pomogły. Efekt nie był może spektakularny, ale istotny.

     Z GP póki co jest łatwiej. Najpierw 3 dni adaptacji, całkiem bezproblemowe, bo z mamą lub tatą. 

     W czwartek, pierwszego dnia, kiedy maila zostać bez nas, sam wmaszerował do sali. Potem panie mówiły, ze jadl(jako jedno z 5 dzieci, które w ogóle jadły), mało płakał, uciął sobie drzemke przed obiadem. Tyle, że smok był potrzebny.

     W piątek już nie był taki pewny czy chce zostać, ale nie było specjalnych spazmów. Tylko od razu pani poprosiła o smoka. W ciągu dnia zjadł sniadanie, nie zjadł obiadu, przespał się trochę i ogólnie był pogodny.

Wniosek:
Jak to nic nie wiadomo z góry! Mi. miał wejść w życie przedszkolne jak burza. A jest małą smutną burzową chmurką. Za to GP, o którego się tak bardzo martwiliśmy radzi sobie całkiem niezle, póki co.

Ciekawa jestem jak będzie w drugim tygodniu. Chociaż to ciekawość mocno zmieszana ze strachem. A to już jutro. 




piątek, 30 sierpnia 2019

Postepy

Mi. ostatnio coraz więcej mówi. Dużo częściej powtarza też zasłyszane słowa. Ma przy tym swoje ulubione obszary, w których rozwija słownictwo. Niekoniecznie typowe 😏Np. na kota niezmiennie mówi „jął” (miał), a poproszony, żeby powiedział kot mówi „kok”. 🐱Krowa to „mu”. 🐮Ale kiedy jedziemy autem sam nazywa: most, ciuchcia, rondo... a wśród swoich zabawek lub sprzętów w garażu wymieni: klucz, grabie czy śrubę...🌉🚂🔧⚙️

✂️
W poniedziałek (26.08) chciał nożyczki, na które mówi „ciap-ciap”. Dałam mu dla świetego spokoju, wiec kiedy zauważyłam, że je porzucił, zaczął się bawić innymi rzeczami, a na koniec wyszedł do drugiego pokoju, czym prędzej odłożyłam nożyczki na miejsce: do koszyczka, który stoi na lodowce. Nie umknęło to uwadze Mi. Kiedy tylko wrócił do pokoju zauważył czego brakuje. Od razu też wiedział, gdzie szukać zguby. Przystawił sobie krzesło do lodówki i... sięgnął po nożyczki. Potem przybiegł do mnie, pokazał mi swoją zdobycz i powiedział coś na kształt: „Dumny! Sam!”

Pierwszy raz zdjął coś z lodówki. Straciliśmy kolejne miejsce ukrywania nieodpowiednich dla niego przedmiotów. 

🎸
Z elementów warsztatu, listewek i śrub skręcił „gitarę”. Mi dał śrubokręt, który miał naśladować mikrofon i kazał śpiewać. Sam „grał”.
🍫
We wtorek (27.08) znów chciał czekoladę. Tak bardzo chciał, że namówiłam go, żeby powiedział „prosze czeko”. 

Chyba czekolada musi zmienić miejsce, a ja bardziej dyskretnie ją spożywać. 😕

💪
W środę rozsmakował się w słowie „Sam!” Sam sobie posmaruje chleb masłem, sam zdejmie koszulkę (ale już za chwilę woła, żebym pomogła 😜). Chyba nie polubimy tego nowego slowa. 🤔

✍🏻
Coraz bardziej się cieszę, że jeszcze kilka dni i pójdzie do przedszkola. Chociaż nasz stopień przygotowania rzeczowego nie jest do końca satysfakcjonujący. 🤪


wtorek, 27 sierpnia 2019

Co gada GP

Kiedy Mi. miał kilka miesięcy śmialiśmy się, że będzie inżynierem mechanikiem z dobrym słuchem, specjalność: otwieranie sejfów.
Teraz patrzymy na GP. On będzie piłkarzem. Piłka to jedna z jego ulubionych zabawek, co zdecydowanie różni go od brata. Uwielbia rzucać piłką, do niedawna za nią raczkował, teraz goni ją już na dwóch nogach. Jak rzuci piłkę (lub coś innego) każdorazowo mówi „ba”, co znaczy, że spadło, poleciało. To słodkie.

Jeśli GP bierze coś do buzi i krzyknie się „fuj” to nie tylko wyjmuje przedmiot z buzi, ale odrzuca go od siebie.

Mama mówi tylko, gdy płacze i chce być wzięty na rece i przytulony.

13 mc
Mówi:
Pa, pa i pokazuje
Wola na Belkę 
Próbuje szczekać
Ba - ze spadło coś
Mama jak płacze 
O - jak chce coś pokazać, albo zauważy coś ciekawego 
Brrr- udaje samochód 
2 dni temu zaczął robić cmok cmok buzią, że przesyła całuski na pożegnanie  

piątek, 2 sierpnia 2019

Tato oć!

A dziś rano było tak:
Przychodzi Mi. i wola do śpiącego M.:
- Tata oć!
Na to M.:
- Chce jeszcze trochę pospać. Wczoraj późno wróciłem.
Mi.:
- Tato dzień!

Kurtyna!

Karmię piersią z wygody, lenistwa, skąpstwa...

Karmię piersią z wygody. Posiłek gotowy w chwilę, pożywny, świeży, zdrowy, w odpowiedniej temperaturze. Szczególnie w nocy to atut: sekunda, ssak ssie, a ja mogę dalej spać. W ogóle najczęściej karmię na leżąco: dzięki temu oboje odpoczywamy: ja i mój kręgosłup.


Karmię piersią z lenistwa. Nie muszę pamiętać, żeby kupić mleko. Nie muszę go rozrabiać, a potem myć butelek. A kiedy pora spać przy piersi maluch zasypia w kilka chwil (o ile wcześniej zmęczył się odpowiednio).

Karmię piersią, bo nie chcę problemów z dziećmi. Te karmione piersią zarówno w dzieciństwie jak i w dorosłości, statystycznie rzadziej chorują na wiele chorób, mi. cukrzycę typu 2, otyłość, wady zgryzu, próchnicę (poniżej 12 miesiąca życia), infekcje (miedzy 16 a 30 miesiącem życia).

Karmię piersią dla własnego zdrowia. Kobiety, które karmiły piersią maja mniejsze ryzyko mi. następujących chorób: raka piersi, raka jajnika, cukrzycy tupu 2, chorób układu krążenia, nadciśnienia tętniczego, osteoporozy, reumatoidalnego zapalenia stawów.

Karmię piersią ze skąpstwa. Nie kupujemy butelek, smoczków do butelek. Nie myjemy tychże, zatem oszczędzamy na wodzie i płynie do naczyń. Przy okazji nie zaśmiecały tym wszystkim świata. Tylko ja potrzebuje trochę więcej kcal i czekolady. No dobra, sporo więcej, szczególnie czekolady ;P.

Karmię piersią, bo lubię.  Te maślane oczka wpatrzone we mnie. To już trwa tyle miesięcy, a ja się wciąż rozpływam na ten widok.

📌 Jednocześnie czasem po prostu nie można karmić - z powodu choroby dziecka lub mamy. Czasem trudności przerastają - znam osoby, które o kp walczyły, ale się nie udało. Po prostu warto nie odpuścić zbyt łatwo, aby potem korzystać z dobrodziejstw karmienia piersią.

Wczoraj zaczął się Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią 💙Jeśli karmisz - jest okazja do świętowania. 💙Jeśli nie - dowiedz się więcej, może przyda się któregoś dnia!

wtorek, 30 lipca 2019

Bop

Karmiłam GP w sypialni. Już w zasadzie skończyliśmy. Przybiega Mi.
-Mama bop, mama bop!
Chwile zajęło nim dotarło do mnie co mówi.
- Zrobiłeś kupę?
- Juju. Bop. Maly bop.
- Acha. Siusiu i mała kupa?
Wchodzę do salonu, a tam rzeczywiście w nocniku sporo moczu i bardzo mała kupa.

Chwile później Mi. Podszedł do GP i mówi:
- Bobo bop. Fu!
I rzeczywiście w pieluszce GP była kupa.
Wczoraj tez Mi. powiedział mi jak poczuł kupę u GP. Ja mam katar, wiec ostatnio przegapiłam takie różne rzeczy, do których potrzebny jest nos.

Poszliśmy zmienienia pieluchę. Położyłam GP na przewijak. Mi. przystawił sobie stołek przy głowie GP, wszedł na niego i złapał GP za raczki, tak jak robimy, kiedy zmieniamy pieluchę we dwoje, żeby małe raczki nie ubrudzimy się zawartością pieluchy.

wtorek, 23 lipca 2019

Dziń dziń nie

GP bawił się garnkiem.
Wpada Mi. i wola:
- Bobo, dziń dziń nie!
🤣
.
.
.
W wolnym tłumaczenie: GP, nie dzwoń tym garnkiem!

poniedziałek, 8 lipca 2019

Luźne przemyślenia nad michą owsianki

        Wiecie jaka owsianka jest najlepsza? Taka, do której owoce chwile wcześniej przyniosłeś z przydomowego ogródka. Ja w każdym razie taką lubię najbardziej. I ten spacer po te owoce też lubię.
        Tylko ostatnio rzadko mam okazje na tego rodzaju przechadzkę przed śniadaniem. Może kiedyś...
🥣
         Smacznym dodatkiem do owsianki są płatki migdałowe. Jeśli nigdy ich nie dorzuciłeś, koniecznie spróbuj!
🎰
         
Ostatnio owsianka u nas jest trochę jak ruletka - nigdy nie wiem ile dla mnie zostanie. Ale dziś zostało sporo, wiec z przyjemnością zjadłam najpierw swoją porcje, a jakiś czas później dokończyłam z dwóch innych miseczek 😋

#owianka #maliny #borowki #migdaly #sniadanko #dziecko #momlife

czwartek, 20 czerwca 2019

LunchBox

Co wziąć na wynos na drugie śniadanie zamiast kanapek?
Postanowiłam spróbować przygotowywać jakieś pyszności w formie lunchbox'a. Oto moje pomysły:

Mniejsza komora: owoce. Większa: sałatka makaronowa z suszonymi pomidorami, kabanosem i prażonym słonecznikiem - dobra na ciepło i na zimno.

Mniejsza komora: owoce. Większa: tarta z brokułem. Podobno na ciepło była lepsza.

Naleśniki z nadzieniem z pieczarek i żółtego sera. Papryka.




poniedziałek, 10 czerwca 2019

Dzień dziecka

        W dniu dziecka byliśmy na pikniku organizowanym dla pracowników firmy, w której pracuje M. W zeszłym roku nie udało mi się dostać do stoiska, w którym robiło się świeczki i bardzo wtedy było mi smutno z tego powodu. W związku z tym w tym roku M. bardzo mnie namawiał na korzystanie z atrakcji. Ja się trochę opierałam, bo jak tu go zostawić z dwójką dzieci. W którymś momencie jednak Mi. zasnął, a M. zaprowadził mnie na stoisko, gdzie malowało się torby i dopilnował, żebym nie wymknęła się.
        Zaczęłam wiec malować. Najpierw kontur markerem, potem farbą kolor w środku, wreszcie jeszcze raz kontur, tym razem farbą. Bardzo się spieszyłam. Żeby jak najszybciej skończyć. I zmienić M. w opiece nad dziećmi.
        Kiedy skończyłam i odnalazłam M. okazało się, ze GP tez śpi na rękach taty. W związku z tym zrobiłam jeszcze  dwa znaczki i pomalowałam wachlarz.
        Kilka dni później zaczęłam się zastanawiać czemu się tak spieszyłam. Przecież nie zostawiłam chłopaków samych. Zostali z M. Czemu nie potrafiłam skorzystać z chwili dla siebie?
        Potem zaczęłam się zastanawiać, ze tak jest ciagle: Tak rzadko zostaje bez chłopaków, ze nie umiem sobie znaleźć miejsca bez nich. A jeśli już ktoś się nimi zajmie, to mam tyle rzeczy do zrobienia, ze prawie każda wolna chwila musi być wykorzystana, żebym chociaż częściowo zdarzyła ogarnąć otoczenie. Kiedy M. zabiera ich na spacer wręcz mi nakazuje: poczytaj sobie książkę! I co wtedy czytam? O dzieciach najczęściej! Ewentualnie o karmieniu piersią. Chyba, ze mam do zrobienia coś z programu od #uBOGAcONA. O tak, kalendarium na platformie ubogacona.pl i program „Ubogacona na drodze do świętości” to moje jedyne odskocznie, na które regularnie znajduje czas.
        Mimo to czas oczekiwania na wrzesień, kiedy chłopcy pójdą do placówek i październik, kiedy ja wrócę do pracy jest słodko gorzki. Już potrzebuje wrócić do ludzi, być nie tylko mamą, a z drugiej strony pewnie będą różne momenty. Czytałam dziś informacje o adaptacji i... łzy stanęły mi w oczach.
        Jakieś wnioski? Idzie lato, jeśli chodzi o pogodę - już jest. Chcę  się nim cieszyć. I tym, ze mogę te piękne dni spędzać z moimi synami. I czerpać całymi garściami z tego czasu z nimi. Bo nigdy już nie będzie tak samo. Chociaż teraz już mnie to trochę uwiera.

czwartek, 6 czerwca 2019

Aparat fotograficzny

        Mi. skleił kilka klocków typu duże lego wokół okna z tych klocków. Postawił to na oparciu kanapy, sam usiadł, zaprosił mnie obok siebie i zaczął udawać, że robi nam zdjęcie. Migawkę włączał  pilotem do transmitera wyjętym z szafki, do której teoretycznie nie wolno mu zaglądać. Potem wziął „aparat” i schował go do szafki, na półkę, gdzie zwykle chowamy aparat.
        Potem robiliśmy zdjęcia jeszcze kilka razy. Niektóre też z GP.
        ***
       Pierwszy raz robienie aparatu z klocków pokazałam mu ja już dawno temu. Co jakiś czas wraca do tej zabawy. Jednak zwykle robiliśmy zdjęcia trzymając aparat w rękach. Dziś pierwszy raz używał do tego pilota (własny pomysł Mi.) i chowanie aparatu na miejsce.