Pipi już dawno jest ulubionym pluszakiem Mi. Najpierw przypadła mu do gustu długa metka, idealna do miętoszenia w małej rączce podczas zasypiania.
Podchwyciliśmy pomysł - Pipi jest niewielka, a dzięki temu poręczna, idealna jako przedmiot przywiązania. Zabieraliśmy ją na wyjazdy. Czasem Pipi opowiada o swoich problemach, w nadziei, że to pomoże Mi. uporać się z jego trudnościami. Ostatnio Pipi towarzyszy Mi. w przedszkolu. Kiedy pewnego dnia, w pierwszym tygodniu września, zapomnieliśmy ją wziąć, rozstanie było jeszcze bardziej dramatyczne niż codzień.
Wtedy zaczęliśmy zastanawiać się nad kupieniem drugiej Pipi. Niestety w sklepie, z którego ją mamy zmienił się już asortyment. W końcu jest już z nami ponad 2 lata. M. zaczął szukać w innych sklepach i tak znalazł maskotkę, która wydawała się podobna do Pipi. Zamówiliśmy. Nim do nas przyszła, opowiadaliśmy Mi., że przyjedzie do nas brat Pipi.
I przyjechał. Mi. od razu się spodobał. Zaczął chodzić wszędzie z dwoma maskotkami: po domu i na dworze. Pójście spać bez ułożenia obok siebie Pipi i brata Pipi stało się niemożliwe. A we mnie zaczęło narastać PRZERAŻENIE: czy to znaczy, że teraz będziemy musieli pamiętać o dwóch Pipi??? I co będzie jak do przedszkola Mi. zapragnie zabrać obie maskotki??? Ale strzał w kolano. Celny.
Tak się złożyło, że akurat wtedy Mi. kilka dni był w domu (bostonka). Kiedy w poniedziałek przed wyjściem do przedszkola poprosiliśmy, żeby wybrał kogo chce wziąć: Pipi czy brata Pipi. Wziął brata Pipi. We wtorek wybrał Pipi. W środę znów brata...
Wygląda więc, że jakoś damy radę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz