Niedawno trafiłam na audycję radiową, w której rozmawiano o przygotowywaniu narzeczonych do małżeństwa. Jeden z gości, zdaje się ksiądz, opowiadał, że pyta podczas kursu przedmałżeńskiego, kto z narzeczonych rozmawiał na modlitwie z Bogiem czy wybrana osoba jest tą odpowiednią. 90% osób nie radziło się Boga w tej sprawie.
Zaczęłam się zastanawiać o co ja się modliłam. Na pewno o dobre przygotowanie do małżeństwa (ale to już po zaręczynach). Ale żeby pytać się czy M. jest właściwym kandydatem na mojego męża? Chyba nie...
Przy okazji przypomniało mi się, że zanim M. ostatecznie zdecydował się na zaręczyny był ze znajomym księdzem na jakiejś konferencji w Lublinie i w drodze rozmawiali o planach M. względem mnie.
***

Kiedy byłam w LO, nieżyjący już dziś, ks. Wojciech namawiał nas do modlitwy o dobrego męża/żonę. Mówił, że już na pewno chodzi po świecie ta osoba, z którą kiedyś wejdziemy w związek małżeński.
Niezbyt często korzystałam z tej rady. Czasem nawet wydawało mi się, że nie wypada się modlić o męża, bo przecież Bóg ma jakiś plan dla mnie i on najlepiej wie co w tym planie ma być, bez mojego koncertu życzeń.
Kiedy ja kończyłam LO, M. miał... 10 lat.
***
Właśnie mija 8 lat odkąd się poznaliśmy. 5 lat temu zaręczyliśmy się i wspólnie planujemy naszą przyszłość.
Ostatnie 7,5 lat (od czasu kiedy spotykam się z M.) to niewątpliwie najlepszy czas w moim życiu. Dzięki M. moje życie nabrało kolorów.