piątek, 28 grudnia 2018

Metoda zmiany pieluchy "na misia"

        Rodzicielstwo to dziedzina, w której sztukę negocjacji trzeba doprowadzić do perfekcji!

        Od dłuższego już czasu mamy problem kiedy chcemy zmienić pieluchę Mi.: Dziecko stawia opór. Ja, że idziemy zmienić pieluchę - on, że nie. Ja, że jest już pełna - on, że nie. Ja, że kupa odparzy mu pupę - on, że nie. W końcu, po długich namowach, często kończy się tym, że zmieniałam pieluchę wbrew woli zainteresowanego.
        Ale od wczoraj mam metodę! Zaproponowałam Mi., że zmienimy pieluchę misiowi. Mi. z chęcią pobiegł do łazienki niosąc pluszaka. Założyłam pieluchę misiowi i posadziłam go w wanience, żeby "widział" jak zmieniam pieluchę Mi., który już bez problemu dał się posadzić na przewijaku i poddał koniecznym zabiegom higienicznym.
        Dziś znów zadziałało! Mam nadzieję, że to nie ostatni sukces! ;P

piątek, 21 grudnia 2018

Roraty

        Poszłam dziś na roraty. M. wrócił wczoraj późno, wiec dziś szedł do pracy na 9:00. Dzięki temu mogłam rano wyjść z domu bez dzieci. GP jeszcze po 6:00 zjadł, a potem cichuteńko się ubrałam i poszłam. Pierwszy raz w tym roku. Pierwszy raz odkąd urodził się Mi.
       Marzę o tym, że kiedyś będę chodzić na roraty z nimi. Albo nawet całą rodziną. Zobaczymy.
       Na razie mam nadzieję, że może dam radę jeszcze jutro.
       Pochwaliłam się P.S., że byłam. Ona chwaliła się mi tym samym na początku adwentu. Była z córką L. i za jej namową. Dziś przyznała, że to był jedyny raz, kiedy się zmotywowała. Umówiłyśmy się, że idziemy jutro obie. Takie wyzwanie. W internetach wyzwania są modne. Trzymam za nas kciuki! Mam nadzieję, że nam się uda! Pan blisko jest!

wtorek, 18 grudnia 2018

Świece z wieńca adwentowego - opowiastka

        W audycji "Księga" ks. Stańczuk opowiadał taką przypowieść:

        Na wieńcu adwentowym paliły się 4 świece. Nagle jedna zgasła.
        - Czemu zgasłaś? - pytają pozostałe.
        - Nazywam się Pokój. Ale ludzie nie chcą pokoju. Wiec po co będę się palić?
        Wtedy zgasła druga świece.
        - Ja nazywał się Wiara. Ludzie stracili wiarę. Nie będę się wygłupiać.
        Wtedy zgasła trzecia świeca.
        - Ja nazywam się Miłość. Ludzie pomylili mnie z westchnieniami, ubrali w różowe serduszka. Nie ma sensu, żebym się paliła.
        Trzy zgasłe świece patrzą na czwartą. Ale ona się dalej pali.
        - Nie gaśniesz?
        - Nie.
        - Czemu?
        - Ja nazywam się Nadzieja. I nie mogę zgasnąć. Póki jest Nadzieja wszystko jest możliwe!
    
       

sobota, 15 grudnia 2018

Maryja oczekująca

      W tym roku przeżywam Adwent bardziej na modlitwie i rozważaniu tekstów Pisma Świętego, szczególnie rozważaniu słów Maryi. Zachwycam się obrazami, które to oczekiwanie pokazują.


      Maryja brzemienna, oczekująca narodzin Jezusa, jest jak Tabernakulum lub Monstrancja. Ukrywa dla nas Jezusa. Niebawem urodzi Go, żeby nam Go dać!


Niepokalanów, kaplica adoracji.

      Już jutro niedziela radości! Gaudete!


poniedziałek, 10 grudnia 2018

Kalendarz adwentowy

        Postanowiłam przygotować kalendarz adwentowy dla Z. i K. Taki z zadaniami, tematami do przemyśleń, elementami modlitwy, który czegoś je nauczy w adwencie i uprzyjemni oczekiwanie na urodziny Pana Jezusa.
       Myślałam o nim z dużym wyprzedzeniem, obmyślałam zadania już od początku listopada, a może nawet w październiku. Był nawet moment, że wybierałam cytaty z Ewangelii na dany dzień, ale w końcu stwierdziłam, że dla 4 i 6 latki, to może trochę przesada. Ostatecznie zdecydowałam się na choinkę, z której każdego dnia dziewczyny miały odrywać okrągłe okienko, za którym na kolorowym papierze napisałam zadanie lub pytanie na dany dzień. Wycinanie kalendarza i okienek okazało się dość pracochłonne, ale uważam, że było warto!
        Kiedy skończyłam, zaczęłam żałować, że nie zrobiłam kalendarza dla Mi.


Potrzebne artykuły:
  • brystol 100x70 cm
  • blok kolorowego papieru
  • wstążki do dekoracji
  • kolorowe pisaki

Treść kalendarza:

2.12 I NIEDZIALA ADWENTU
Co to jest adwent?

Jakie są Twoje postanowienia adwentowe?
3.12 poniedziałek
Zrób wieniec adwentowy.
4.12 wtorek
Co to są roraty? Zaplanuj kiedy pójdziesz na roraty? Przygotuj lampion lub świece.
5.12 środa
Zrób kartkę świąteczna.
6.12 czwartek - mikołajki
Kim był św. Mikołaj?
7.12 piątek
Posłuchaj pieśni adwentowych.
8.12 sobota - Niepokalane Poczęcie NMP
Spytaj mamę/tatę w czym możesz pomoc.
9.12 II NIEDZIALA ADWENTU
Narysuj list do św. Mikołaja.
10.12 poniedziałek
Zrób ozdobę na choinkę.
11.12 wtorek
Za co dziś jesteś wdzięczny? Podziękuj za to Jezusowi.
12.12 środa - NMP z Guadalupe
Zrób łańcuch na choinkę.
13.12 czwartek
Opowiedz siostrze/bratu bajkę.
14.12 piątek
Jakie znasz kolędy? Wybierz jedna, przypomnij sobie jej tekst i melodie.
15.12 sobota
Posprzątaj swój pokój.
16.12 III NIEDZIALA ADWENTU
Dlaczego ksiądz jest dziś ubrany w różowy ornat?
17.12 poniedziałek
Narysuj drzewo genealogiczne. Pomódl się za zmarłych z Twojej rodziny.
18.12 wtorek
Powiedz coś miłego 2 osobom.
19.12 środa
Przygotuj dla kogoś prezent z okazji urodzin Pana Jezusa.
20.12 czwartek
Rozejrzyj się dookoła siebie. Może ktoś potrzebuje Twojej pomocy?
21.12 piątek
Naucz się składać życzenia w języku obcym.
22.12 sobota
Wspólnie ubierzcie choinkę.
23.12 IV NIEDZIALA ADWENTU
Upieczenie/udekorujcie pierniki.
24.12 WIGILIA - poniedziałek
Zapytaj bliskich jakie są ich ulubione kolędy. Zaśpiewacie wspólnie.

czwartek, 6 grudnia 2018

Bajka na dobranoc

        Ja do Mi.:
        - Może położysz szczurka do łóżeczka?
        Położył.
        - Ale przykryj go kołderka, żeby nie było mu zimno w nóżki.
        Przykrył całego.
        - Odkryj mu nosek, żeby mógł oddychać.
        Odkrył.
        - Może się do niego przytulisz i dasz mu cycusia.
        Położył się do łóżeczka ze szczurkiem.
        - To my z GP wyjdziemy, żeby szczurek mógł spokojnie zjeść...
        Wyszliśmy.

        Mi. dłuższa chwile leżał, ale niestety potem wstał... A myślałam, ze jestem sprytna...

czwartek, 29 listopada 2018

Data Chrztu Świętego

        Za każdym razem, kiedy ktoś pyta mnie o datę mojego Chrztu Świętego (zwykle ksiądz w kościele), czuje zakłopotanie. Znowu nie pamiętam! Mimo, że próbowałam nie zapomnieć! W końcu to dzień od kiedy jestem we wspólnocie wierzących, od tego dnia mogę nazywać się Dzieckiem Bożym!

        Jednocześnie znam datę Chrztu niektórych osób z mojej rodziny - została zapisana w ich numerze pesel. Tak jest w przypadku mojej mamy. W przypadku babci nawet nie wiemy kiedy dokładnie się urodziła. Moją mamę ochrzcili szybko, bo dużo płakała i bali się, że jest chora i umrze.

        Ostatnio okazało się, że datę Chrztu M. od daty naszego ślubu dzieli zaledwie 1 dzień. W pewnym sensie prorocze. Mam nadzieje, ze przepowiada jemu, i całej naszej rodzinie niebo. Przede wszystkim to wieczne.

        Mi. został ochrzczony w dniu, w którym było też inne święto Kościelne. Żebym pamiętała i żeby on pamiętał. Dlatego też dłuższy czas rozmyślam nad data chrztu dla naszej drugiej latorośli. Niestety nie udało mi się znaleźć takiej daty, żeby wszyscy najważniejsi goście mogli być, a jednocześnie, żeby tego dnia było jakieś święto. Nie chcieliśmy też Chrztu Świętego odwlekać w czasie i właśnie dlatego był na jesieni.

niedziela, 25 listopada 2018

Kiedy człowiek zaczyna rozumieć

        GP ma 4 miesiące. Wydaje się, że to takie małe, nic jeszcze nie rozumie... Może wiele nie rozumie, ale niektóre rzeczy kojarzy bardzo dobrze!
        Już dawno (nie wiem kiedy dokładnie, ale może miał wtedy ze 2 mc) zauważyłam, że GP uspokaja się jak idziemy na spacer. Odłożony do wózka od razu zaczyna płakać. (W ogóle odłożony zaczyna płakać! Łóżko, wózek, mata edukacyjna parzy bowiem w plecki, jakby ktoś nie wiedział!) Jeśli jednak zaczniemy tym wózkiem wyjeżdżać z mieszkania, dziecię me nie tylko momentalnie się uspokaja, ale chwile później, jak już upewni się, że jedzie windą, znaczy się do garażu, równa się na spacer, zapada w sen i przeważnie przesypia całą wycieczkę na dwór.
        Ostatnio zauważyłam też, że GP cieszy się na kąpiel. Kiedy widzi, że kładę go na przewijaku i  przygotowuję wanienkę do kąpieli zaczyna śmiać się w głos. Jest wtedy wyjątkowo uroczy. W kąpieli jest już raczej skupiony na przeżywaniu doznań, powiedziałabym sensorycznych.
        Kiedy GP miał około 3,5 miesiąca znalazł kciuk. (To była taka czarna noc z 3 na 4 listopada.) Od tamtej pory wyjmuję mu rączkę z buzi jak widzę, że ssie palce i prawdopodobnie tego nieszczęsnego kciuka. On już wie, że ssanie rączki nie jest dobrze widziane, wiec jak się tylko do niego zbliżam albo zaczynam mówić... wyjmuje rączkę z buzi! Ot, taki spryciarz!

wtorek, 20 listopada 2018

Kto jest moim grubaskiem

        Wzięłam gołego Mi. ma ręce. Trochę mu się zgniotły pośladki, tak że wyglądało trochę jak cellulit.
        Ja:
        - Masz cellulit!
        Mi.:
        - Nie...
        Ja:
        - Ależ masz! Kto jest moim grubaskiem?
       Mi.:
       - Tata!

piątek, 16 listopada 2018

2 lata Mi.

        Drugi rok życia Mi. upłynął nam na oczekiwaniu na GP i aklimatyzacji w naszej nowej, czteroosobowej rodzinie. Minęły drugie urodziny. Zgasły świeczki na torcie, a ja znowu widzę, że moje maleństwo z każdym dniem jest doroślejsze. Tuż po drugich urodzinach zauważyliśmy szczególnie dużo zmian.

       1.
       Mi. z powrotem zaczął przesypiać noce. Albo lepiej przesypiać. Było kilka takich co nie budził się wcale. Teraz od kilku dni budzi się raz. Ale wziąwszy pod uwagę fakt, że przez pierwsze 3 miesiące życia GP nie przespał w zasadzie żadnej nocy - stan obecny to duży krok naprzód.
        Z mniejszą ilością pobudek w nocy wiąże się to, że mniej je w nocy. I w ten sposób z karmienia się z piersi 4-8 razy na dzień całkiem nagle zrobiło się 3-5 karmień.

       2.
       Mi. zaczął słuchać czytania książeczek. Czasem można prawie za jednym zamachem przeczytać całą książeczkę z wierszykami. Często też książeczka pomaga w trudnych, histerycznych momentach. W końcu pierwszy raz udało się przeczytać od początku do końca przygody pingwina.
       Już od dawna interesują go też cyfry i liczby. Dopasowuje cyferki na klockach do tych na zegarze. Pokazuje w książeczce literki i cieszy się jak je czytam.

       3.
       Zaczął mówić "mamo", "mamu", wcześniej mówił mama.
       Zaczęliśmy używać książeczek logopedycznych zgodnie z przeznaczeniem. Np. w książeczce stoi, że rybka robi "bul, bul", wiec pytam Mi. jak robi rybka, a on próbuje powtórzyć.
       Z jednej strony nie mówi z byt dużo, z drugiej jest w stanie przekazać bardzo wiele. Czego nie powie to pokaże.

       Mi. wciąż nas zaskakuje.  Generalnie jest bardzo żywym i energicznym dzieckiem, jego zainteresowanie przyciągają przede wszystkim maszyny.
       Na różne tematy ma własne zdanie, ale jakby nieco łatwiej się dogadać niż kilka miesięcy temu. Często wychodzimy we trójkę: Mi., GP i ja poza osiedle (ja pcham wózek z GP, a Mi. biegnie lub jedzie hulajnogą obok) i wiem, że jak zawołam "Mi. stój" to się zatrzyma. Nie robi też żadnych numerów typu wbieganie na jezdnię, bo zauważył koparkę po drugiej stronie. Mogę liczyć, że mnie posłucha i bezpiecznie dojdziemy do celu. Czuję, że ogarniam ich obu.

sobota, 10 listopada 2018

Klocki

        Niedługo przed drugimi urodzinami Mi. zaczął się interesować klockami typu duże lego. Budowanie z nich naprawdę potrafi go zaabsorbować, a mi dać parę chwil wytchnienia. 
 
Oto jego budowle:

 
 

 

poniedziałek, 5 listopada 2018

O świętowaniu rocznic

        Pokazałam M. zdjęcia, które przysłała mi B. Miedzy innymi było tam zdjęcie całej ich rodziny na Kasprowym Wierchu.
        - B. i M. co roku z okazji rocznicy ślubu gdzieś wyjeżdżają. Zwykle w góry - wyjaśniłam.
        M. zamyślił się chwile. 
        - Może my też powinniśmy wyjeżdżać z okazji rocznicy ślubu...

sobota, 3 listopada 2018

Babeczki dyniowe, bez cukru

Oto moje autorskie połączenie babeczek klasycznych z dyniowymi, którego celem było usunięci z przepisu cukru. Dzięki temu takie ciastko nadaje się nawet dla najmłodszych dzieci, a dla tych starszych, a także osób dorosłych może być pożywnym drugim śniadaniem lub podwieczorkiem.

 
Składniki:
  • dynia około 400 g
  • 1 szklanka mleka, prawie pełna (powiedzmy 4/5 szklanki)
  • olej, żeby dopełnić szklankę mleka do pełna (powiedzmy 1/5 szklanki)
  • 1 jajo
  • 1,5-2 szklanki mąki
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • zapach (u mnie zwykle pomarańczowy)
  • dodatki (owoce, bakalie, kawałki czekolady, orzechy, etc.)
Wykonanie:
  • Dynię kroimy na kostki i gotujemy w niewielkiej ilości wody, odcedzamy, chłodzimy, blendujemy lub w inny sposób rozdrabniamy.
  • W misce lub garnku mieszamy wszystkie składnik i dokładnie mieszamy.
  • Dodajemy ulubione dodatki. Jeśli chcesz, żeby babeczki były słodsze rozważ dodanie dojrzałego owocu (banana, jabłka, gruszki) lub daktyli.
  • Wypełniamy foremki do muffinków.
  • Pieczemy około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.


wtorek, 30 października 2018

3 miesiące z GP

Smok
         GP dostał smoka kiedy skończył 5 tygodni. Z jednej strony ułatwiło mi to opiekę nad nim - ssanie smoka pozwalało się wyciszyć i zasnąć, a także przetrwać krótszą lub dłuższą chwilę, aż mogłam się nim zająć. Z drugiej strony przyczyniło się do gorszego przyrostu masy ciała. Staram się wiec jak najwięcej przystawiać GP. Nie zawsze jest to łatwe.
         Niestety smok w buzi GP, a nawet leżący w łóżku czy wózku przypominał Mi., że on też by chciał. Pomogła zmiana rodzaju smoka u GP. Nowy smok ma nieco inny kształt i już nie jest tak atrakcyjny dla Mi.. Chociaż z raz zdarzyło się, że i tego zassał na długo.
        Mi. dostaje smoka coraz rzadziej, w sytuacjach na prawdę bardzo kryzysowych. M. czasem dałby mu smoka dla świętego spokoju i żeby przespać noc. Ja walczę. W końcu jęczenie i budzenie się kilka razy w nocy jest objawem czegoś, a smok to "leczenie" objawowe, a nie przyczynowe.

Uśmiech
        GP zaczął się uśmiechać jak miał około 1,5 miesiąca. Około końca 2 miesiąca życia zdarzały mu się dłuższe momenty uśmiechania się. Teraz uśmiecha się wiele razy w ciągu dnia. Kiedy budzę się w nocy z powodu znowu czyjegoś jęczenia i mam już dosyć tych pobudek uśmiech GP rozjaśnia mój świat. Jak się uśmiecha jest jeszcze śliczniejszy!

Najlepsza zabawka edukacyjna to...
... starszy brat. GP lubi patrzeć jak Mi. coś robi. Czasem zajmuje go to na całkiem długo. Ale dla Mi. GP też jest niezwykle interesujący. Lubi się obok niego kłaść, pokazuje mu różne rzeczy, dzieli się tym co akurat je, ale też wypróbowuje co będzie jak go klepnie lub się na nim położy.

Przewrót
        Pierwszy przewrót z brzucha na plecy GP wykonał w 11 tygodniu. Jeden raz. Co jakiś czas przypomina sobie o tej umiejętności i wykonuje kilka przewrotów, a potem znów kilka dni ciszy.

Celowe chwytanie
2,5 mc, 10 tygodni z hakiem. Pierwszy raz zauważyłam, że łapie mnie za bluzkę. Bluzka była taka dla niemowlaka - w czarno-białe paski. Jeszcze tego samego dnia chwytał też zabawkę wiszącą obok niego na pałąku maty. Coraz bardziej interesują go przedmioty dookoła.

Zazdrość
        Jeśli wydawało mi się, że Mi. będzie zazdrosny w pierwszych tygodniach po porodzie, a potem będzie tylko lepiej, to nieco się pomyliłam. Mi. czasem próbuje kopać i bić GP. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Mi. próbuje też wywalczyć mnie dla siebie pokazując, że mam GP odłożyć, a jego przytulić. Wciąż budzi się w nocy. Między 8, a 10 tygodniem życia GP nawet się to budzenie nasiliło do 2 razy każdej nocy /woła wtedy "ty-ty"(powinno być cy-cy) i trzeba go nakarmić/. Ostatnio ilość pobudek zależy od dnia. Zwykle są 2, ale bywa jedna, a zdarza się, że woła "ty-ty" dopiero około 6 lub 7 rano z okazji początku dnia.

Karmienie w tandemie
         Karmimy się, a i owszem! Raczej staram się karmić ich oddzielnie, bo ułożenie ich razem przy piersi i utrzymanie jest nie zawsze łatwe, szczególnie jeśli w wyniku tego karmienia Mi. ma usnąć.
        Liczba karmień jest bardziej zmienne niż na początku - czasem jest ich 3, czasem 7, jednak przeważnie Mi. domaga się piersi ok 4-5 razy na dobę.

Rowerek biegowy, hulajnoga, wózek
         Mi. zaczął jeździć na rowerku biegowym. Ot tak, wziął go i pojechał... Do 2 lat brakowało mu niespełna miesiąc. Póki co preferuje jednak krótkie dystanse - po domu, a jeśli na dworze to najwyżej kawałek, a potem ja muszę nieść rowerek. W sumie nie opłaca się zabierać go na dwór /rowerka, nie Mi. ;P/.
        Ostatnio hulajnoga poszła nieco w odstawkę - Mi. woli pchać wózek, swój lub z GP.

Jak daję radę
        Nie wiem jak daję radę. W weekend, kiedy M. jest w domu, albo kiedy jesteśmy u dziadków mam nieodparte wrażenie, że to niemożliwe, że ogarniam ich dwóch sam. A jednak ogarniam. Między 8 a 10 tygodniem życia GP miałam jednak kryzys. Do tego dołożyło się pogorszenie aury, a zatem konieczność ubierania kurtek na dwór. Nasze wybieranie się na spacer znacząco się wtedy wydłużyło, a atmosfera w tym czasie pogorszyła. Próbuję ubrać Mi., który ucieka i radośnie się śmieje. A ja wychodzę z siebie, bo nie mogę słuchać histerycznego płaczu GP...

        Ostatnie 2 tygodnie spędził z nami M. - wykorzystał w ostatniej chwili urlop ojcowski, który przysługiwał mu na Mi. Nie wiem czy łatwiej opiekować się nimi w dwie osoby. Z jednej strony w newralgicznych momentach każdy ogarnia jedno dziecko. Z drugiej jak nie przypomnę M., żeby umył rano zęby Mi., zapytał go czy chce skorzystać z nocnika, etc., to M. tego nie zrobi. Efekt: wydaje mi się, że mogę odpuścić, ale okazuje się, że wtedy omijamy różne ważne punkty programu. Ale co się pozajmowałam wyłącznie GP to jego i moje. I co spędziliśmy ze sobą więcej czasu to moje i M.

sobota, 27 października 2018

Kapcie

        Ostatnio Mi. chciał kapcie. Najpierw przymierzał moje, potem M. Chodził w nich nieporadnie po całym mieszkaniu.
        Kupiliśmy mu takie dla niego w typie skarpetka z podeszwą. To było przedwczoraj. Wieczorem mu założyłam. Chodził wyraźnie zadowolony.
        Wczoraj rano Mi. nie spodobała się nitka w kapciach. Więc ją wyciągnął. Pech chciał, że to była nitka łącząca skarpetkę z podeszwą. Rozpruł całość. Teraz ma jeden kapeć.

poniedziałek, 22 października 2018

Komunia Święta i Mi.

        Dwa tygodnie temu podczas Mszy Św. poszłam do Komunii Św. razem z Mi. Kiedy wracaliśmy na nasze miejsce Mi. zaczął mówić „am, am, am”. W związku z tym tydzień temu też zabrałam go ze sobą, a on znów mówił „am, am, am”.
 
        Wczoraj M. poszedł pierwszy do Komunii Św., ale też zabrał Mi. Kiedy wrócili Mi. podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i mówiąc „am, am, am” ciągnął mnie w kierunku księdza.

środa, 17 października 2018

Jak ćwiczę na siłowni

        Plotłam warkocza. M. spojrzał na mnie.
        - Wyglądasz jakbyś ćwiczyła na siłowni.
        Nie wyglądam, oj nie. Ale bicepsy mi się rysują.  Moja siłownia jest w domu, aktualnie korzystam z dwóch ciężarków. Jeden waży ok. 12 kg, drugi 6,6 kg. ;P
        Ale miło coś takiego usłyszeć od męża 3 miesiące po ciąży i urodzeniu dziecka.

czwartek, 11 października 2018

Modlitwa matki

        Kiedy Mi. był mały przydarzyła mi się taka sytuacja: ksiądz jako pokutę zadał mi część różańca. I polecił odmówić jeszcze tego samego dnia. Najpierw zastanawiałam się czy miał na myśli dziesiątkę czy 5 dzieciątek. Jednak po chwili doszłam do wniosku, że gdyby miał na myśli dziesiątkę, to tak właśnie by powiedział...

        Ale tak całą część różańca? Kiedy ja to zdążę odmówić? Kiedyś to ja odmawiałam różaniec dość regularnie! Ale dziś?!? I przy małym dziecku! Mały Mi. miał wtedy około 1,5 miesiąca...

        Postanowiłam jednak spróbować. Wtedy przyszła mi myśl, że przecież jeśli wracając z kościoła, trochę nadłożę drogi i pójdę jeszcze na spacer, to jest szansa, że Mały Mi prześpi, a ja spacerując odmówię różaniec. I wiecie co? Udało się!

        ***
        Przy małym dziecku trudniej się modlić. Już sobie nie zaplanuje, że rano poczytam Ewangelię, następnie koronkę o 15:00 razem z siostrami z Łagiewnik za pośrednictwem radia, potem może jeszcze dziesiątek różańca razem z M. ... A jednak często udaje mi się zorganizować. I wdzięczna jestem ks.Pawłowi, że dzięki jego sugestii odkryłam jakim dobrym momentem - na modlitwę, ale też lekturę duchową i nie tylko - jest spacer.
        Oczywiście nie zawsze mam możliwość się modlić. Czasem muszę przez większość spaceru zabawiać czy nieść na rękach Małego Mi., innym razem spacer ogranicza się do zakupów, wiec trudno skupić się na modlitwie. Jednak od tamtej spowiedzi częściej biorę do ręki różaniec, częściej czytam Słowo Boże, częściej dziękuję Bogu za wszystko czym mnie każdego dnia obdarza i proszę o łaski potrzebne dla mnie i moich bliskich.
        Od tego czasu za pokutę zwykle dostaję odmówienie część różańca. Czy księża w naszej parafii się zmówili?

        ***
        Czasem, zdecydowanie mniej regularnie niż bym chciała, modlę się razem z Mi. Póki co najlepiej wychodzi mu złożenie rąk na "Amen".

        ***
        Po Chrzcie Świętym Agnieszki na nowo ułożyłam sobie plan modlitwy w ciągu dnia: rano pacierz, modlitwa za M., rodziny, naszą rodzinę i dzieci. Do tego jeszcze Ewangelia z danego dnia. Potem dziesiątek różańca lub koronka. Przed narodzinami GP całkiem często ten plan udawało się realizować.
        Jego przyjście na świat trochę wywróciło mój dzień do góry nogami. Na szczęście po pewnym czasie okazało się, że jednak codziennie w pewnym sensie wszyscy razem się modlimy - śpiewając z płytą z nagraniami piosenek zespołu "Mały chór dużych serc". I tańczymy do tej muzyki! Mi. często prosi, żeby włączyć piosenki lub uruchamia sam ich odtwarzanie. GP wyraźnie uspokaja się przy muzyce. Czyż to nie wspaniałe chwalić Pana wspólnie śpiewem i tańcem?

        ***
        Trwa październik. I znów próbuję wygospodarować trochę czasu na różaniec. Często przegrywam ze zmęczeniem...

piątek, 5 października 2018

Rozmowa z Mi.

Mi.:
- Ty-ty!
Ja:
- Chcesz cycusia?
Mi.:
- Ta!
Ja:
- Lubisz cycusia?
Mi.:
- Ta!!!
Ja:
A co będziesz robił z cycusiem?
Mi. mlaszcze głośno.
Ja:
- Pyszne jest mleczko?
Mi.:
- Taaaaaaaa!!!!!!!!

***
Fajnie czasem pogadać. I zostać pochwalonym. Nawet za mleko ;P :)

wtorek, 2 października 2018

Prezent od dziadka i co poza tym u nas ciekawego

Pilot
        Przedwczoraj Mi. dostał prezent od dziadka: pilot od jakiegoś urządzenia. Mały - dobrze mieści się w rączce. Dużo guziczków. Idealny na potrzeby Mi., który raz udaje, że to telefon, innym razem, że to karta dostępu do bramy garażowej i generalnie prawie nie rozstaje się z nową zabawką.
        Wczoraj podczas spaceru poszliśmy do piekarni. W drodze powrotnej z pilota wypadła zaślepka od baterii. Mi. podniósł alarm i na tyle skutecznie mi wytłumaczył na migi, że tu brakuje zaślepki, że się wróciliśmy i kilka metrów wcześniej zaślepkę znaleźliśmy.
        Niedługo potem Mi. bawił się na placu zabaw. Oczywiście pilota nie chciał mi oddać. Ja stałam dalej i pilnowałam GP, poza tym zadzwonił telefon, wiec dokładnie nie widziałam co się w piaskownicy dzieje. W pewnym momencie wyszła ciocia z Agusią. Chwilę później przybiegł Mi. i znów na migi mi powiedział, że Agusia zabrała jego pilot. Trochę nie mogłam uwierzyć, że pani ciocia pozwoliła swojej podopiecznej zabrać coś Mi. i nie oddać przed wyjściem z placu zabaw. Zaproponowałam więc poszukiwania, ale ani w piaskownicy, ani dookoła niej nie było pilota. A Mi. koniecznie chciał opuścić plac zabaw, dając do zrozumienia, że chce iść po swoją własność. Wyszliśmy, kręciliśmy się po osiedlu, w końcu wyszliśmy przed bramę. Tam spotkałam znajomą. Zaczęłyśmy rozmawiać. Rozmawiałyśmy dość długo, kiedy nagle Mi. podniósł alarm. Okazało się, że Agusia z ciocią wracają na osiedle. Przeprosiłam znajomą i pobiegłam spytać o naszą zgubę. Okazało się, że Agusia pożyczyła od Mi. pilota, a teraz właśnie wracały, żeby nam go oddać.
         Wieczorem Mi. usnął w dużym łóżku: późno wstał z drzemki i nie mogłam go położyć normalnie, w końcu wszyscy troje zasnęliśmy u nas. M. jest w delegacji, wiec też nie miał szansy mnie podnieść. Jak się obudziłam po północy, przeniosłam Mi. do jego łóżeczka. Obudził się w nocy i pokazuje, że "nie ma" w ten sam sposób, w który pokazywał w ciągu dnia, że nie ma pilota. Poszukałam chwilę tam gdzie usnął, znalazłam i oddałam zabawkę. Uspokojony zażądał cy-cy /bardzie brzmi jak ty-ty ;P/
        Dziś również nie rozstaje się z pilotem.

Rowerek biegowy
        Rowerek biegowy dostaliśmy już ze 3 mc temu. Wtedy Mi. spróbował na nim jeździć i na jednym przejeździe skończył zabawę. Oczywiście interesowały go bardzo rowerek jako taki, np. kręcące się kółka, ale przecież nie o to w rowerku chodzi. Po jakimś czasie rowerek schowaliśmy - po co ma się przewracać nieużywany. Ostatnio wyjęliśmy znowu, żeby zobaczyć czy Mi. już do niego dorósł. Mi. nie był szczególnie zainteresowany. Nawet zaczęliśmy się zastanawiać czy rowerek nie jest dla niego zbyt ciężki i czy nie kupić mu czegoś lżejszego...
        Wczoraj Mi. sam wziął rowerek i zaczął na nim jeździć po salonie. Raz, drugi... Nagrałam filmik jak jedzie z salonu do kuchni i z powrotem.
        Dziś zabraliśmy rowerek na spacer. Mi. pojechał na nim do windy, wysiadł z windy w garażu, przejechał w garażu do bramy wyjazdowej i zaraz za bramą garażu oddał mi rowerek. Potem jeszcze chwilę przejechał na rowerku po osiedlu, a resztę spaceru ja dźwigałam rowerek. Naprawdę nie jest lekki!
        Niemniej: pierwsze koty za płoty!

Traktor
        Dotarliśmy dziś na spacerze do PGRu. Myślałam, że będziemy oglądać koniki. I w sumie oglądaliśmy, a nawet karmiliśmy chlebem, który wzięłam dla kaczek. Od koników udało nam się odejść całkiem łatwo. Niestety po drodze do kaczuszek Mi. wypatrzył garaż z trzema traktorami i jeszcze czwarty stał obok! Na dodatek przyszedł pan i jednym odjechał! Nie ma jak prawdziwa wieś w środku miasta!

Przewrót z brzucha na plecy
        Dziś GP wykonał swój pierwszy przewrót z brzucha na plecy. Zaledwie jeden raz. Może przypadkiem. Ale i tak jest to wydarzenie tak samo przełomowe jak jeżdżenie Mi. na rowerku biegowym!

czwartek, 27 września 2018

Ścieżka sensoryczna

        Na grupie „Zabawki, pomoce edukacyjne DIY” królują ostatnio ścieżki sensoryczne: zdjęcia i opisy. Grupowicze się zachwycają, wrzucają swoje produkcje, zapewniają, że też taka ścieżkę zrobią...
        W pierwszym momencie pomyślałam, fajne, do przemyślenia czy i my nie moglibyśmy takiej ścieżki zrobić. W drugim naszła mnie refleksja, że to dla nas całkiem nieprzydatne. Co ja miałabym umieścić w takiej ścieżce sensorycznej skoro na placu zabaw jest piasek, kamienie, trawa, ziemia, specjalna nawierzchnia na boisku. A Mi. uwielbia zaciągać buty i biegać tam na bosaka. Nauczył się na działce, gdzie na trawniku są gałązki, szyszko, żołędzie...
        Oczywiście nie każdy ma działkę, żeby bezpiecznie puścić dziecko. Nie każdy płac zabaw się nadaje do dreptania bosymi stopami, bo czasem szkiełko albo zwierzęce odchody... Podobnie nie każde dziecko od razu będzie takie chętne do biegania po kamieniach i szyszkach. W końcu trzeba też wziąć pod uwagę, ze za chwile lato się kończy i będzie za zimno, żeby biegać po dworze bez butów.
        Póki co korzystamy z wielkopowierzchniowej ścieżki sensorycznej tuż przed naszym blokiem! Ja również - pewnego dnia bolało mnie śródstopie od butów na obcasie i dreptanie po piasku było niezwykle przyjemne. 😜
 

poniedziałek, 24 września 2018

On nie jest zabawką!

   Spotkanie rodzinne. K. głaszcze GP po główce.
   Z. do K.:   
   - Nie ruszaj go, on nie jest do zabawy, jak S.!
   
(*S. to brat Z. i K.)

środa, 19 września 2018

Zegar

        Mi. Zapałał miłością do zegarów. Pokazuje na te ze wskazówkami i na te z wyświetlaczem, robi młynek rękami, żeby nam przekazać, ze zegary chodzą i kręcą się w nich wskazówki.
        Pewnego dnia nie mogliśmy odejść od zegara w sypialni, bo cały czas na niego pokazywał. Coś musiałam wymyślić. Wyciągnęłam przykrywkę od pudła w szafie i narysowałem zegar. A potem go wycięłam. Przygotowalam tez odpowiedniej wielkości wskazówki i przymocowalam śrubką, a M. ostry koniec zabezpieczył za pomocą glutownicy.
        Zegar zrobił furorę. Mi. kręcił wskazówkami i nosił go wszędzie. Zabawa, o dziwo, trwa wiele dni. Choć teraz już nie codziennie. A przecież jeszcze daleko nam do nauki cyfr, co dopiero mówić o nauce korzystania z zegara.

        A ja wciąż próbuje wymyślić jak inaczej można wykorzystać taki zegar do różnych zabaw z zacięciem edukacyjnym oczywiście! 😁
 
1 rok i 10 mc

niedziela, 16 września 2018

Obieraczka

        Mi. spodobało się jak babcia obiera obieraczką marchewki. 
        Babcia dała mu marchewkę i druga obieraczkę i Mi. zaczął obierać. Jeśli obrał niedokładnie babcia pokazywała gdzie poprawić. W ten sposób obrał cała marchewkę! A w zasadzie pociął na paski ;P

wtorek, 11 września 2018

Miesiąc z GP

        To był ciekawy miesiąc! Podsumowując: Nie było tak źle jak mnie wszyscy straszyli!

        Pierwsze 2 tygodnie po wyjściu ze szpitala spędził z nami M. - w teorii opiekował się mną. W praktyce mną, a jeszcze bardziej Mi. Dobrze jest spędzać czas razem. Wspaniale jeśli jest ktoś, kto poda Ci kanapkę, podgrzeje obiad /dania obiadowe mieliśmy chyba na każdy dzień od rodziców/.
        Plan dania był zawsze podobny: 2 spacery, żeby Mi. się zmęczył, wspólne posiłki, zaznajamianie Mi. i nas z GP. Próby wyspania się. Ja cieszyłam się GP: przytulaniem go, karmieniem. M. momentami irytował się na Mi., ale na koniec stwierdził, że mógłby tak nami dłużej się zajmować.

        ***
        Kiedy GP miał 2 tygodnie byliśmy na ślubie i weselu KiK. Na ślubie było trochę stresująco: czytaliśmy modlitwę wiernych i staraliśmy się, żeby dzieci nie zakłócały uroczystości - w praktyce okazało się, że jest konieczne wyjście z Mi. przed kościół, gdzie spędziłam z nim drugą połowę Mszy Św. Trudno, tak bywa. Wesele było dla mnie nietypowe, choć Tomek twierdzi, że tego typu przyjęcia weselne są teraz w modzie. Nietypowe, bo w stylu prywatkowym i w lokalu rodem z prl. Najpierw działo się głownie w ogrodzie, potem było dużo czasu na rozmowy. Dopiero po 22 przeniosło się do wnętrz, zaczęła się muzyka i tańce. My zajęliśmy przytulny kącik na patio i stworzyliśmy tam "żłobek", czyli enklawę z wózkami, w których docelowo miały spać dzieci. GP przespał większość imprezy. Mi. biegał do 12 czy 1 w nocy i kilka prób położenia go spać nie udało się, a potem padł. Ja większość imprezy przegadałam, głownie z moją siostrą, trochę z M. potańczyliśmy. Było całkiem. na luzie. Odpowiednia impreza dla kobiety w połogu.
        Zebraliśmy się po 4 nad ranem i pojechaliśmy pod św. Anne na Mszę Św., która rozpoczyna WAPM. W trakcie Mszy zaczęło padać. Wyruszyli w mżawce, a my razem z nim przeszliśmy na pl. Teatralny, gdzie stały nasze auta.

        ***
        Wraz ze zbliżającym się końcem zwolnienia M. zaczęłam odczuwać strach, jak to będzie jak zostanę z dziećmi sama. Jeszcze jeden dzień miał być nie taki zły /a może nawet jeszcze lepszy/, bo na pomoc przyjechała teściowa. A potem ostra jazda bez trzymanki, bo M. od razu pojechał w delegację. Ale okazało się, że dajemy radę! Udaje się wyjść na spacer i coś załatwić poza osiedlem jak trzeba, a nawet położyć chłopaków razem na drzemkę /prawie codziennie/.

Karmienie w tandemie
         Karmienie w tandemie zaczęliśmy od razu po powrocie ze szpitala. I od tamtej pory Mi. karmi się 3-5 razy dziennie, przeważnie 4-5 razy. Praktycznie zawsze przed drzemką i snem oraz w nocy, często rano, i czasem jeszcze w którymś momencie dnia. Mi. nie odpycha GP, chyba, że położę małego na dużym. Nie ma cyrków, że ten dostał, a ten nie. Mi. bardzo mi pomógł w czasie nawału. Waga pokazuje, że nie mam za mało mleka. GP ulewa jak niegdyś Mi. Mi. beka po mleku tak jak nigdy wcześniej.

Relacja Mi. - GP
        Mi przyjął GP z zaciekawieniem, próbował go głaskać, pokazywał książeczki. Potem trochę się popsuło - zaczął gryźć i kopać, przede wszystkim M., skakać po łóżku w odległości niebezpiecznie bliskiej małego. Teraz znów jest lepiej. Chyba Mi. przyzwyczaił się do brata - biegnie do niego, jak ten zaczyna płakać, głaszcze go /ale trzeba uważać, żeby nie włożył mu palca do buzi lub oka/, nawet puszcza mnie jak podczas karmienia go powiem, że GP płacze i idę go pocieszyć.

Noce, spanie, drzemki
        GP śpi w nocy jak dobrze śpiący noworodek - budzi się 2-3 razy, żeby zjeść, a potem najczęściej szybko idzie spać. Ale nie zawsze, czasem nie zasypia i tak patrzymy się na siebie. Bywa, że nie zasypia, bo boli go brzuszek i robi mu się lepiej dopiero po kilku bączkach.
        Odkąd pojawił się GP, Mi. przestał przesypiać noce. Budzi się co najmniej raz w nocy, żeby wypić mleko. Szczęśliwie przeważnie nie budzą się jednocześnie, a ja muszę tylko przemieścić się do łóżka Mi., żeby go ten jeden raz nakarmić. Czasem z nim zasypiam, a wracam do siebie, kiedy GP zaczyna kwilić.
        Najwygodniej jest usypiać Mi. na drzemkę, kiedy GP śpi. Często jednak jest to niemożliwe i wtedy karmię obu jednocześnie. Zwykle udaje się, że chociaż kawałek drzemki obu pokrywa się. Bywało, że ten kawałek to było ponad 1,5 godz. Wtedy naprawdę można odpocząć.

Inne
        GP jest bardziej wrażliwym brzuszkowo dzieckiem niż był Mi. Zdarzają się momenty, kiedy GP płacze i nic nie pomaga, piersi już nie chce, pielucha sucha, noszenie i przytulanie nie wystarcza, ułożenie na brzuchu czasem poprawia jego samopoczucie, ale nie zawsze. Przechodzi po kilku bąkach. Ciężko to nazwać kolką, bo nie jest to tak bardzo nasilone, ale to coś w ten deseń.

Inne 2
        Kiedy wychodzimy we trójkę - ja i dzieciaki - GP jedzie normalnie w gondoli, do której przyczepiona jest dostawka z krzesełkiem dla Mi. Trochę utrudnia to prowadzenie wózka, ale znakomicie ułatwia przewożenie Mi. Często jest tak, że tylko w drodze powrotnej Mi. korzysta ze swojego krzesełka.
        
A ja?
         Ja sobie radzę. Nie żeby było łatwo. Po prostu muszę wiedzieć jaki mamy plan dnia i konsekwentnie go realizować. Jeśli robią się przestoje - Mi. zaczyna mieć kreatywne pomysły - otwiera szafki, których do tej pory nie umiał otwierać i przystawia krzesło do komody, na której są nieprzeznaczone dla niego różności. Słowem - trzeba się wystrzegać takich momentów.
        Ciężko jest szczególnie jak M. jedzie w delegację i nie ma go w nocy. Wtedy kąpanie Mi. i położenie obu spać zwykle wiąże się z czyimś płaczem, bo niestety się nie rozdwoję. Choć bywało, że udawało się całkiem nieźle to wszystko skoordynować. Najgorzej jak M. wraca później niespodziewanie, bo coś wypadło, powrót się przedłużył. Wtedy ostatnie godziny absolutnie wyprowadzają mnie z równowagi. Lepiej jest jak się nastawię, że go nie ma i nie będzie danego dnia i musze ogarnąć chłopaków sama.

środa, 5 września 2018

O cierpliwości

        Ostatnio M. był w delegacji przez 3 noce i 4 popołudnia. Z jednej strony wiem dzięki temu, że jestem w stanie ogarnąć chłopaków przez tak długi czas sama. Z drugiej strony pozwoliło mi to na pewne obserwacje dotyczące mojej cierpliwości.
        Pierwszego wieczoru wybuchłam raz, drugiego dnia 2 razy... akurat jakoś wtedy rozmawiałam z BK i teściowa i obie chwaliły mnie za to, że mam tyle cierpliwości do Mi. A ja sobie myślałam, że może przy nich mam, ale po całym dniu z nim to już niekoniecznie...
        Wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak to ze mną jest. Zwykle mam dużo cierpliwości, aż nagle trach! Wrzask, krzyk i latające przedmioty! Doszłam do wniosku, że pozwalam robić rzeczy które mi nie odpowiadają i jak już się uzbiera tych rzeczy i dołączy się zmęczenie to dochodzi do eskalacji złości lub do płaczu z bezsilności.
        Trzeciego popołudnia wpadł teść, zabrał Mi. na dwór, pomógł przy kolacji i wykąpał go, wiec byłam tak wypoczęta, że po położeniu chłopaków spać zabrałam się za prasowanie. Prasowałam z godzinę, a nim wszystko poukładałam była już północ.
         Ostatniego dnia Mi. rozsypał tyle klocków i innych drobnych zabawek w salonie, że normalnie masakra. Ale nie dałam się sprowokować! Powiedziałam mu, że ja nie będę tego sprzątać i nie będzie mleka do drzemki, póki nie posprząta. Ze 2 godziny namawiałam go na sprzątanie, trochę zbieraliśmy razem, w końcu duża cześć sprzątnął, jednak nie wszystko i chyba sobie zdawał sprawę, ze w pewien sposób mleko mu się nie należy, wiec padł ze zmęczenia bez piersi.
         Wiem, szantaż. Ale nie nakrzyczałam i to jest sukces. Następnym razem muszę z tego zrobić zasadę ogólna: przed pójściem spać trzeba posprzątać zabawki. 
          Ale żeby nie było, że taka twarda jestem, to obudził się po 40’ z płaczem i już go piersią usypiałam.

poniedziałek, 3 września 2018

Ładnie wyglądasz

        - Ładnie wyglądasz - powiedział M. po powrocie z delegacji /a konkretnie kolejnego dnia po powrocie z delegacji/, a po chwili dodał
- chyba Cię dawno nie widziałem...
        To już mu nie mówiłam, że się pomalowałam. ;P
        I teraz nie wiem czy ładnie wyglądam czy ładnie wyglądam jak się pomaluje. 😝

czwartek, 30 sierpnia 2018

Macierzyństwo po raz drugi jest inne.

W moim wydaniu macierzyństwo po raz drugi jest:
- spokojniejsze
- bardziej pewne siebie
- pełne miłości i radości 

        Przy Mi. Wszystko się udało. Wiedziałam jak przewijać, kapać, pielęgnować. Nawet karmienie piersią, po kilku dniach niepewności i jednej nocy nawału, przebiegało bez przeszkód. Jednak w pewnym sensie było to na pokaz. Chciałam się wzorowo nim zajmować, miałam przekonanie, że MUSZĘ karmić piersią.
        Teraz nie ma we mnie tego napięcia. Nic nie muszę. Po prostu opiekuje się moim najmłodszym skarbem.

        Pamiętam opowieści moich koleżanek o tym jak zobaczyły swoje dziecko i zalała je fala miłości. Mnie nic nie zalało. Nawet kręciłam nosem, że Mi. taki blady, blondyn, niebieskooki... Musiało minąć kilka miesięcy nim uświadomiłam sobie, że jest najpiękniejszy na świecie. 
 
        Teraz tez nic mnie nie zalało. Ale od początku GP jest moim uroczym syneczkiem, patrzę na niego z uwielbieniem, głaszcze atłasowa główkę i delikatne policzki i napawam się tym jego urokiem. Zapach dalej mnie nie powala, choć wiem, że wiele osób uwielbia wąchać dziecięce główki. Nie wiem co oni mają na myśli.

        Wtedy chodziłam w euforii przez jakieś dwa tygodnie po porodzie. Teraz jestem zmęczona, ale wypełnia mnie radość. 

piątek, 17 sierpnia 2018

Sposób na Mi.

Jak to zrobić, żeby namówić dziecko do tego co chcę, żeby zrobiło?

Sposobem!

Sprzątanie
        Zaproponowałam Mi. /i pokazałam/, żeby klocki zbierał łyżką koparki lub na pakę wywrotki, a potem zawoził je do pudła, gdzie ich miejsce. 

Wyjście z placu zabaw
        Zależnie od okoliczności udawało się Mi. wywabić z placu zabaw następującymi sposobami:
1. Zaprosiłam innego chłopca, żeby usiadł na krzesełko na dostawce i woziłam go po placu zabaw. Mi. szybko zapragnął skorzystać ze swojego krzesełka.
2. Babcia zaproponowała Mi., że warto pokazać strąki /zerwane z drzewa/ mamie. W tym celu trzeba było te strąki zanieść z placu zabaw do domu.
3. Wyszłam z placu zabaw. Mi został z babcią. Ale jak zobaczył, że wychodzę to się zaniepokoił i dał się zabrać do domu.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Karmię piersią w ciąży - III trymestr

Przespane noce i nocowanie u dziadków
        Na przełomie II i III trymestru Mi. zaczęły się zdarzać przespane noce. Na początku podchodziłam do tego sceptycznie - ile to już razy zdarzyło mu się przespać przyzwoicie 2 noce pod rząd, a potem klapa. Ale mijał jeden tydzień, drugi... i korzystna tendencja utrzymywała się.
        Na początku III trymestru pojechaliśmy na kilka dni na działkę. Dzięki temu mieliśmy szansę i możliwość codziennie spędzać na dworze dużo czasu i to w super towarzystwie taty i dziadków. Do tego zaplanowaliśmy imprezy towarzyskie. Od tamtej pory ilość przespanych nocy znowu wzrosła. Zaczęłam czuć się wyspana!
        Około miesiąc później postanowiliśmy zrobić próbę sprzedania dziecka dziadkom na noc. Próba była bardzo udana - po kolacji i kąpieli dał się położyć do łóżka ze smokiem i ulubioną podusią. Co prawda zasypianie trwało 3 h, ale w domu zasypianie bez piersi też tak się przeciąga. Rano zjadł śniadanie, a potem świetnie się bawił i wcale nie wydawał się stęskniony jak po niego przyjechaliśmy. Nawet nie chciał mi dać buziaka! A może to dlatego, że on taki mało wylewny...
         Jednak od tego czasu mam wrażenie, że jak zostaje z dziadkami to nie cieszy go to, że my wychodzimy, jakby się jednak obawiał, że go zostawimy. M. twierdzi, że przesadzam.

Nowe łóżeczko Mi.
        Długo zastanawiałam się czy kupować nowe łóżeczko dla Mi. czy pożyczać kołyskę dla młodszego. Na tę drugą opcję namawiała mnie siostra - nawet oferowała pożyczenie łóżeczka turystycznego, a większe łóżko proponowała zamówić sobie w prezencie np. z okazji Chrztu Św.
        Podczas majówki zdarzyło się tak, że położyłam Mi. na drzemkę na dworze, na /nieużywanym/ posłaniu dla psa. I wtedy przyszła refleksja, że jeśli kupimy łóżeczko już teraz to jest szansa, że Mi. się do niego przyzwyczai i jak zdarzy mu się przespać całą noc to już tam. Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby to łóżeczko było wystarczająco duże, żebym mogła w nim się położyć i nakarmić go do snu lub drzemki, wiec kupiliśmy takie o długości 160 cm. Wybraliśmy model z poręczą zabezpieczającą przed wypadnięciem dziecka, ale taką, którą można wyjmować i wkładać z powrotem. Dzięki temu kładę się z Mi., karmię go, a on usypia. Wtedy ja wstaję i zakładam poręcz.
       Mi. polubił nowe łóżeczko od razu. Chętnie sam się układa do usypiania, a jeśli w nocy do nas przyczłapie, to często już rano idzie do swojego łóżeczka jeszcze trochę powtulać się w podusię.
       Miałam nadzieję, że w nowym łóżeczku zmienimy wieczorny rytuał usypiania na czytanie (na razie bardziej oglądanie) książeczek. Miało to być przygotowanie do mojej kilkudniowej /i kilkunocnej/ nieobecności przy okazji porodu, żeby M. miał łatwiej jak zostanie sam. Niestety póki co zasypianie z książką trwa dużo dłużej i najczęściej kończy się piersią. W związku z tym nie opłaca mi się taki rytuał. Mam pierś i nie zawaham się jej użyć! A tata niech się sam martwi jak będzie usypiał dziecko beze mnie.
        Niestety tata od książeczek woli puszczać z komórki "Maszę i niedźwiedzia". Pierwszy i drugi raz zadziałało rewelacyjnie, ale potem tolerancja dziecka się rozwinęła i po kilku odcinkach okazuje się, że z tego spania nic nie będzie. Jako plan B. tata stosuje metodę "pokażę na własnym przykładzie jak się śpi". Polega ona na tym, że M. kładzie się do łóżka w nadziei, że Mi. się przytuli i też zaśnie. Póki jestem w domu, metoda ta nie działa zupełnie. Po 10 minutach M. śpi, a Mi. przychodzi bawić się ze mną.
       
Smok
        W czasie majówki na działce przez kilka dni udało się nie podawać Mi. smoczka. Jednak ostatniego dnia mieliśmy dużo stresujących dla Mi. planów - daleka podróż, 2 spotkania z moją rodziną, którą widzi bardzo rzadko. Efekt - smok przez dużą część dnia w buzi.
        Efekt długotrwały - Mi. nauczył się prosić o smoka w ciągu dnia. I robił to bardzo często. A ja zastanawiam się czy nie trzeba było jednak odstawić go wcześniej...
        Aż pewnego dnia nadarzyła się okazja, żeby ze smokiem się pożegnać. Mi. upuścił go na balkon sąsiadów z dołu. Było to w godzinach pracy, wiec nikogo tam nie było. Jak Mi. się upominał, zaprowadzałam go na balkon i pokazywałam mu, że tam smok leży i tata odbierze go jak wróci z pracy. Ale jak M. wrócił z pracy sąsiadów z dołu dalej nie było. Wiec jak Mi. się upominał, szliśmy na balkon, pokazywałam mu smoka i mówiłam, że nie możemy go odebrać, bo nie ma sąsiadów. A jednocześnie kiełkowała mi myśl, że może po prostu nie "uda" nam się odebrać smoka i to też nie byłoby takie złe... Że to okazja, żeby się go pozbyć.
       W końcu Mi. poszedł spać. A M. jak już nie raz wykazał się zaradnością i wyłowił smoka za pomocą sznurka i haczyka. Jednak ustaliliśmy, że go chowamy. Najwyżej wrócimy do niego jak będę w szpitalu.
       Musiałam się spodziewać, że Mi. będzie teraz wisiał na piersi. Ale tym się nie martwiłam, gdyż dzień wcześniej byłam w poradni K i nic nie zapowiadało, żebym rozwiązanie miało nastąpić niebawem. A z drugiej strony to już przecież kończył się 35 tydzień, wiec nawet jakby, to powinno być ok. Rzeczywiście dwie pierwsze noce domagał się piersi częściej. Potem był niezwykle ciekawy weekend i zaczął spać lepiej. Co prawda za dnia i później chciał ssać częściej, ale tylko jak byliśmy w domu, wiec pewnie trochę z nudów. Żeby było ciekawiej M. nauczył Mi. mówić "cycy", co spowodowało, że nie można było mieć wątpliwości czego się domaga. (Tata zawsze uczy przydatnych życiowo umiejętności! ;P ) I tak do końca ciąży zostało nam 4-6 karmień dziennie w przeciętnym nieciekawym dniu.

Nocnik
        Nocnik dostaliśmy w prezencie od kuzyna. Oni potrzebowali się pozbyć. Nam niby bardzo nie było potrzebny, ale im pomogliśmy. Jednak ich nocnik okazał się magiczny /a może to dlatego, że go dostał w prezencie?/ i od razu Mi. zechciał na nim siedzieć i od tej pory codziennie przy zmianie pieluchy wysadzaliśmy się, oglądaliśmy książeczki /dla uprzyjemnienia czasu/ i coś łapaliśmy. Albo kilka cosiów. Niestety tylko przy wysadzaniu - jeśli Mi. poszedł się bawić, to było pewne, że w którymś momencie zrobi siku na podłogę. Tylko kwestia, czy koniecznie chcemy wymagać, żeby nie było wpadek od dziecka zaledwie nieco ponad półtorarocznego...
        W miarę upływu czasu zaczęło być widoczne, że bardzo mokra pielucha, a tym bardziej pielucha z grubszą zawartością sprawiają Mi. dyskomfort. Z drugiej strony po jakimś miesiącu zabrakło mu cierpliwości, żeby tak siedzieć nie wiadomo ile na nocniku. Ale zaczęło się zdarzać, że chciał żeby mu zdjąć pieluchę, a jak ją zdjęłam - robił siusiu na nocnik. A pod koniec ciąży również siadając na nakładce na sedes. Jeszcze to trochę potrwa nim pożegnamy się z pieluchą, ale zawsze to jakieś drobne sukcesy!

Ja (34/35 tydz. ciąży) i Mi. (84/85 tydz. życia)
        A ja trafiłam na coś takiego jak majtki treningowe. Ale cały czas nie mogę wybrać i kupić. Chyba to zabawka na nieco późniejszy okres. I dobrze by było jakbym była dyspozycyjna, co po narodzinach młodszego może być problematyczne.

        Pewnego dnia zdarzyła się też bardziej sucha pieluszka po nocy? Ale tylko 1 raz. Może nie dopił?

Karmienie piersią, a ciąża
        Około końca 32 tyg. ciąży pojawiły się skurcze, zaczęłam je czuć nad ranem, przy karmieniu. Trochę martwiło mnie to, że działo się tak kolejny dzień. Odstawiałam wtedy Mi. od piersi, żeby macica nie kurczyła się za bardzo. Ale przez to, że zwykle miało to miejsce tylko raz dziennie nie poszłam nigdzie, żeby się skontrolować. Dopiero po prawie 3 tygodniach miałam wizytę u ginekologa i nic nie wskazywało na to, żeby te skurcze miały jakiś wpływ na przygotowywanie się do porodu. Intuicja mnie nie zawiodła.
        Od około końca 35 tygodnia ciąży zaczęłam pić napar z liści malin, a Mi. zaczął więcej razy przystawiać się do piersi /odstawienie smoka/, ale jakoś szczególnie nie spowodowało to nasilenia się skurczy. Suszone liście malin skończyły się w trakcie 39 tygodnia ciąży...
        Po skończonym 38 tygodniu ciąży zaczęłam odczuwać więcej skurczy, niekoniecznie związanych z karmieniem, ale wciąż niebolesnych.
        Pod koniec 38 tygodnia w USG młody ważył około 3,4 kg, równo w 39 tygodniu - około 3,7 kg... Siedzi w brzuchu dłużej... Wygląda, że będzie większy od Mi. Niby to nie zaskoczenie, bo zwykle kolejne dzieci są większe... Tylko, żeby za bardzo nie urósł...
        W zasadzie coś zaczęło się dziać dopiero w dniu terminu porodu... Ale o tym może następnym razem...

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Długie karmienie piersią

        Najciekawsza dyskusja na temat mojego karmienia piersią miała miejsce całkiem niedawno, na chrzcinach Oli. Mi. miał dopiero co skończone 1,5 roku, a ja byłam w III trymestrze ciąży i nie dało się tego nie zauważyć. W trakcie imprezy przyszła pora na drzemkę Mi., wiec zaczął sięgać mi rączką za dekolt. Oznajmiłam, że idę go nakarmić i zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy. I wtedy moja mam, obok której siedziałam przy stole powiedziała do swojej siostry, że jeszcze karmię piersią. Na to ciocia wzruszyła ramionami i odpowiedziała, że jej córka też w ciąży z drugim dzieckiem karmiła starszą córkę. I na tym temat się skończył.
        W zasadzie zaskoczył mnie ten brak zainteresowania i to bardzo pozytywnie. Trochę bałam się tej imprezy, bo nie wiedziałam jak rodzina mojej mamy zareaguje na to, że karmię 1,5 roczne dziecko i to jeszcze będąc w ciąży. A znając moją mamę i jej zdanie, na każdy temat całkiem odmienne od mojego spodziewałam się, że zdań może być tyle co osób na imprezie.
        A potem sobie przypomniałam, że rodzina została już uodporniona na długie karmienie piersią dzieci znacznie starszych niż Mi. - jedna z kuzynek była karmiona przez swoją mamę (drugą siostrę mojej mamy) do około 3 roku życia. Ona tego nie pamięta (jest jedną z najmłodszych moich kuzynek), ale wszyscy inni tak, włącznie ze mną. Mam taki obrazek w głowie, jak dobrze już biegająca B. wskoczyła na kolana cioci, która siedziała na krześle w kuchni u babci, wyciągnęła sobie pierś swojej mamy i się przyssała.

        ***
        Jedyną osobą, która mówiła mi, że karmienie dziecka po roku jest niekonieczne, a może nawet nic nie daje była moja Przyjaciółka - zawodowo lekarz rodzinny. Po wysłuchaniu raz i drugi, że karmienie piersią po roku jest niepotrzebne/z czym się nie zgadzam/ i nic dziecku nie daje/z tym nie zgadzam się jeszcze bardziej/, za którymś razem powiedziałam, że ja po prostu chcę go karmić. I od tej pory o tym nie rozmawiamy.
        Chociaż z niecierpliwością czekam, jak będzie z jej karmieniem piersią, a szczególnie wtedy, gdy jej córka skończy rok.

ZALETY DŁUGIEGO KARMIENIA PIERSIĄ:
- najlepszy pokarm, przefiltrowany przez organizm matki
- zawsze dostępny, zawsze świeży, zawsze w odpowiedniej temperaturze
- lek na całe zło świata
- możliwość karmienie dziecka w czasie choroby - kiedy ogranicza lub przestaje mieć ochotę na normalne posiłki + przeciwciała - do końca drugiego roku życia w trakcie choroby pokarm kobiecy może na kilka dni zastąpić inne pokarmy i napoje

sobota, 4 sierpnia 2018

Wskaźniki skutecznego karmienia piersią

        Na początku mlecznej drogi wiele mam martwi się o ilość mleka w piersiach. Nie pomagają "życzliwe" komentarze otoczenia: ja miałam chudy pokarm, twój może też jest chudy... szuka piersi co pół godziny - pewnie nie masz pokarmu, ja cię karmiłam co 3 godziny i w nocy to przesypiałaś 6..., nie noś, bo przyzwyczaisz...
        Przydają się pewne zobiektywizowane drogowskazy, które pomogą sprawdzić czy noworodek zjada wystarczająco dużo. Są to WSKAŹNIKI SKUTECZNEGO KARMIENIA:

pytanie o wskaźnik skutecznego kramienia odpowiedź prawidłowa postępowanie w przypadku odpowiedzi nieprawidłowej
Jak często karmi Pani piersią w ciągu doby?8–12 razyzwiększyć częstość karmień
Czy karmi Pani w nocy?tak, 1–2 razyprzynajmniej 1 raz karmić w nocy
Czy dziecko jest prawidłowo przystawione do piersi?tak, chwyta brodawkę wraz z otoczką, nie bolą mnie brodawki, dziecko regularnie i miarowo połyka pokarm (dla pewności przeczytaj: Jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi)skorygować pozycję i sposób przystawiania, najlepiej pod okiem konsultanta laktacyjnego
Czy słychać odgłos połykania pokarmu przynajmniej 10 minut z każdej piersi?tak, słychać serie połknięć składające się z 10–30 zassań, ze słyszalnym odgłosem połykania (dla pewności obejrzyj film: Czy moje dziecko się najada)jw.
jeśli nie ma efektu – podjąć stymulację laktacji, monitorując przyrost masy ciała dziecka
Ile kupek dziennie robi dziecko?3–4 papkowate stolce (do 6. tygodnia*)kontrola masy ciała, jeśli słaby przyrost – stymulacja laktacji
Ile pieluszek dziennie moczy dziecko? 3–5 (3.–5. doba)
4–6 (5.–7. doba)
6–8 (od. 8 doby)
5–6 (od 6. tygodnia)
kontrola masy ciała, jeśli słaby przyrost – stymulacja laktacji
Ile gramów dziennie przybiera dziecko, licząc od najmniejszej masy spadkowej? (żeby dowiedzieć się, jak to policzyć, przeczytaj: Tempo wzrastania dzieci karmionych piersią)26–30 g/d w 0.–3. mies.
17–18 g/d w 3.–6. mies.
12–13 g/d w 6.–9. mies.
9 g/d w 9.–12. mies.
jeśli słaby przyrost, ale ≥16 g/d – stymulacja laktacji
12–16 g/d – stymulacja laktacji, dokarmianie czasowe
jeśli niedożywienie – stymulacja laktacji, dokarmianie, ewentualnie nawadnianie dożylne
*Po 6. tygodniu niemowlę karmione piersią może oddawać stolec co kilka dni.

źródło:https://pediatria.mp.pl/karmienie-piersia/91038,wskazniki-skutecznego-karmienia

Pamiętaj jednak: jeśli mimo wszystko coś Cię niepokoi skonsultuj się z lekarzem, położną lub doradcą laktacyjnym.

        A jak było z Mi. w jego pierwszych dobach życia?
        Udało się go przystawić do piersi dopiero po kilku godzinach po porodzie - w ciągu pierwszych dwóch godzin był chyba zbyt zmęczony. Pierwszą dobę przespał prawie w całości, ale wiedziałam, że tak może być, wiec się tym nie martwiłam. W drugiej dobie życia udawało się go przystawiać co 6 godzin i bardzo mnie to martwiło, że tak rzadko. Na domiar złego sporo spadł na wadze, chociaż daleko mu było do magicznych 10%.
        Trzecia doba okazała się być przełomowa. Mi. zaczął jeść regularnie, a mi podczas karmienia go z jednej piersi, do muszli laktacyjnej po drugiej stronie spłynęło samoistnie dużo pokarmu. Pobiegłam po strzykawkę do pań pielęgniarek, żeby zmierzyć ile go jest i było chyba 4 ml. Od tej pory wiedziałam, że pokarmu jest dużo. W nocy z 3. na 4. dobę przed każdym karmieniem musiałam odciągnąć trochę pokarmu /nawał/, żeby w ogóle dało się przystawić Mi. do piersi.
        Z każdym dniem pokarmu było więcej, a Mi. świetnie radził sobie z jego zjadaniem i wkrótce naszym problemem stały się ulewania z jego nadmiaru ;)