Przedwczoraj Mi. dostał prezent od dziadka: pilot od jakiegoś urządzenia. Mały - dobrze mieści się w rączce. Dużo guziczków. Idealny na potrzeby Mi., który raz udaje, że to telefon, innym razem, że to karta dostępu do bramy garażowej i generalnie prawie nie rozstaje się z nową zabawką.
Wczoraj podczas spaceru poszliśmy do piekarni. W drodze powrotnej z pilota wypadła zaślepka od baterii. Mi. podniósł alarm i na tyle skutecznie mi wytłumaczył na migi, że tu brakuje zaślepki, że się wróciliśmy i kilka metrów wcześniej zaślepkę znaleźliśmy.
Niedługo potem Mi. bawił się na placu zabaw. Oczywiście pilota nie chciał mi oddać. Ja stałam dalej i pilnowałam GP, poza tym zadzwonił telefon, wiec dokładnie nie widziałam co się w piaskownicy dzieje. W pewnym momencie wyszła ciocia z Agusią. Chwilę później przybiegł Mi. i znów na migi mi powiedział, że Agusia zabrała jego pilot. Trochę nie mogłam uwierzyć, że pani ciocia pozwoliła swojej podopiecznej zabrać coś Mi. i nie oddać przed wyjściem z placu zabaw. Zaproponowałam więc poszukiwania, ale ani w piaskownicy, ani dookoła niej nie było pilota. A Mi. koniecznie chciał opuścić plac zabaw, dając do zrozumienia, że chce iść po swoją własność. Wyszliśmy, kręciliśmy się po osiedlu, w końcu wyszliśmy przed bramę. Tam spotkałam znajomą. Zaczęłyśmy rozmawiać. Rozmawiałyśmy dość długo, kiedy nagle Mi. podniósł alarm. Okazało się, że Agusia z ciocią wracają na osiedle. Przeprosiłam znajomą i pobiegłam spytać o naszą zgubę. Okazało się, że Agusia pożyczyła od Mi. pilota, a teraz właśnie wracały, żeby nam go oddać.
Wieczorem Mi. usnął w dużym łóżku: późno wstał z drzemki i nie mogłam go położyć normalnie, w końcu wszyscy troje zasnęliśmy u nas. M. jest w delegacji, wiec też nie miał szansy mnie podnieść. Jak się obudziłam po północy, przeniosłam Mi. do jego łóżeczka. Obudził się w nocy i pokazuje, że "nie ma" w ten sam sposób, w który pokazywał w ciągu dnia, że nie ma pilota. Poszukałam chwilę tam gdzie usnął, znalazłam i oddałam zabawkę. Uspokojony zażądał cy-cy /bardzie brzmi jak ty-ty ;P/
Dziś również nie rozstaje się z pilotem.
Rowerek biegowy
Rowerek biegowy dostaliśmy już ze 3 mc temu. Wtedy Mi. spróbował na nim jeździć i na jednym przejeździe skończył zabawę. Oczywiście interesowały go bardzo rowerek jako taki, np. kręcące się kółka, ale przecież nie o to w rowerku chodzi. Po jakimś czasie rowerek schowaliśmy - po co ma się przewracać nieużywany. Ostatnio wyjęliśmy znowu, żeby zobaczyć czy Mi. już do niego dorósł. Mi. nie był szczególnie zainteresowany. Nawet zaczęliśmy się zastanawiać czy rowerek nie jest dla niego zbyt ciężki i czy nie kupić mu czegoś lżejszego...
Wczoraj Mi. sam wziął rowerek i zaczął na nim jeździć po salonie. Raz, drugi... Nagrałam filmik jak jedzie z salonu do kuchni i z powrotem. Dziś zabraliśmy rowerek na spacer. Mi. pojechał na nim do windy, wysiadł z windy w garażu, przejechał w garażu do bramy wyjazdowej i zaraz za bramą garażu oddał mi rowerek. Potem jeszcze chwilę przejechał na rowerku po osiedlu, a resztę spaceru ja dźwigałam rowerek. Naprawdę nie jest lekki!
Niemniej: pierwsze koty za płoty!
Traktor
Dotarliśmy dziś na spacerze do PGRu. Myślałam, że będziemy oglądać koniki. I w sumie oglądaliśmy, a nawet karmiliśmy chlebem, który wzięłam dla kaczek. Od koników udało nam się odejść całkiem łatwo. Niestety po drodze do kaczuszek Mi. wypatrzył garaż z trzema traktorami i jeszcze czwarty stał obok! Na dodatek przyszedł pan i jednym odjechał! Nie ma jak prawdziwa wieś w środku miasta!
Przewrót z brzucha na plecy
Dziś GP wykonał swój pierwszy przewrót z brzucha na plecy. Zaledwie jeden raz. Może przypadkiem. Ale i tak jest to wydarzenie tak samo przełomowe jak jeżdżenie Mi. na rowerku biegowym!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz