- Wiesz Mi., dziś jest Dzień Matki. Dasz mi buziaka? - nadstawiam policzek.
Mi. zaczął się zastanawiać. Po chwili dostałam buziaka.
- A ja mogę Ci dać buziaka? - spytałam po chwili.
Chwile poczekałam i cmoknęłam go w policzek. Zaczął protestować wymachując rączka i mówi:
- Dudy!
- Jesteś za duży, żeby dostawać buziaki od mamy? - upewniam się.
- Tak!
niedziela, 26 maja 2019
piątek, 24 maja 2019
O oglądaniu traktorów
Wrócę jeszcze do filmiku z parady traktorów, którą Mi. oglądał z youtube'a jak byliśmy w Rewie.
Jak to wyglądało: drogą w jakiejś wsi jechały traktory, jeden za drugim. A Mikołaj siedział i wydawał z siebie 3 słowa: wrrrr.... /że silnik pracuje, w wolnym tłumaczeniu "traktor"/, miga /jak traktor miał światełko, które migało/, dym /jak z komina leciał dym/. Wydaje mi się, że było jeszcze jakieś czwarte słowo, ale nie mogę sobie przypomnieć.
I tak pół godziny. Cały czas pełne skupienie i zainteresowanie.
Jak to wyglądało: drogą w jakiejś wsi jechały traktory, jeden za drugim. A Mikołaj siedział i wydawał z siebie 3 słowa: wrrrr.... /że silnik pracuje, w wolnym tłumaczeniu "traktor"/, miga /jak traktor miał światełko, które migało/, dym /jak z komina leciał dym/. Wydaje mi się, że było jeszcze jakieś czwarte słowo, ale nie mogę sobie przypomnieć.
I tak pół godziny. Cały czas pełne skupienie i zainteresowanie.
wtorek, 21 maja 2019
Mi. pokazowy
Każdy dzień przynosi coś innego. Po tym wczorajszym to szczególnie cenne.
Wyszliśmy na plac zabaw. Było tam jeszcze dwoje dzieci: chłopiec(prawie 4 lata) i dziewczynka. Chłopiec trzymał w rękach samochodzik "pożyczony" od dziewczynki. A mama namawiała go do oddania tego samochodziku. Niebawem zainteresował się naszą koparką, ale Mi. nie miał nic przeciwko. Mama chłopca zaproponowała Mi., żeby wybrał sobie któreś z aut chłopca.
Za kolejną chwilę już naprawdę musiał oddać samochodzik dziewczynce, która razem z babcią zbierała się z placu zabaw. Skończyło się płaczem. Zaczęłam wiec wystawiać nasze traktory i auta, żeby coś sobie wybrał i nie rozpaczał po straconym aucie dziewczynki. Dał się udobruchać. Mi. wyraził zgodę na pożyczenie dźwigu.
Chłopcy zajęli się zabawą, a mama chłopca zaczęła się zachwycać Mi., że się podzielił, że nie bierze cudzych zabawek. Potem Mi., na moją prośbę, żeby usiadł ładnie z siadu "W" wyprostował nogi(pierwszy raz od nie wiem kiedy). Mama chłopca znów pod wrażeniem. Wyjaśniłam, że to różnie bywa. Niech kobietka nie ma przekonania, że ten nasz to takie cud.
Potem chłopiec z mamą poszli do domu. My jeszcze bawiliśmy się kamieniami na zaimprowizowanym parkingu i na boisku. Potem ruszyliśmy poza osiedle. Zaproponowałam Mi., że pójdziemy oglądać koniki, żeby dojść do straganu z warzywami i owocami. A kiedy się okazało, że na straganie są truskawki, ale żeby je zjeść, trzeba wrócić do domu i je umyć. Konieczne jest też zdjęcie butów i umycie rąk. Dzięki temu bez problemu wróciliśmy do domu i wykonaliśmy wszystkie czynności ostatecznie prowadzące do zjedzenia truskawek.
Miło wyjść na spacer, kiedy współpraca się udaje!
Wyszliśmy na plac zabaw. Było tam jeszcze dwoje dzieci: chłopiec(prawie 4 lata) i dziewczynka. Chłopiec trzymał w rękach samochodzik "pożyczony" od dziewczynki. A mama namawiała go do oddania tego samochodziku. Niebawem zainteresował się naszą koparką, ale Mi. nie miał nic przeciwko. Mama chłopca zaproponowała Mi., żeby wybrał sobie któreś z aut chłopca.
Za kolejną chwilę już naprawdę musiał oddać samochodzik dziewczynce, która razem z babcią zbierała się z placu zabaw. Skończyło się płaczem. Zaczęłam wiec wystawiać nasze traktory i auta, żeby coś sobie wybrał i nie rozpaczał po straconym aucie dziewczynki. Dał się udobruchać. Mi. wyraził zgodę na pożyczenie dźwigu.
Chłopcy zajęli się zabawą, a mama chłopca zaczęła się zachwycać Mi., że się podzielił, że nie bierze cudzych zabawek. Potem Mi., na moją prośbę, żeby usiadł ładnie z siadu "W" wyprostował nogi(pierwszy raz od nie wiem kiedy). Mama chłopca znów pod wrażeniem. Wyjaśniłam, że to różnie bywa. Niech kobietka nie ma przekonania, że ten nasz to takie cud.
Potem chłopiec z mamą poszli do domu. My jeszcze bawiliśmy się kamieniami na zaimprowizowanym parkingu i na boisku. Potem ruszyliśmy poza osiedle. Zaproponowałam Mi., że pójdziemy oglądać koniki, żeby dojść do straganu z warzywami i owocami. A kiedy się okazało, że na straganie są truskawki, ale żeby je zjeść, trzeba wrócić do domu i je umyć. Konieczne jest też zdjęcie butów i umycie rąk. Dzięki temu bez problemu wróciliśmy do domu i wykonaliśmy wszystkie czynności ostatecznie prowadzące do zjedzenia truskawek.
Miło wyjść na spacer, kiedy współpraca się udaje!
poniedziałek, 20 maja 2019
Zabawa na balkonie
Zadzwonił telefon. Rozmawiałam długo, jednocześnie zabawiając młodszego. W tym czasie starszy biegał i wynosił zabawki na balkon. Co tam, niech wynosi, dzięki temu mam szanse w miarę spokojnie porozmawiać. Spokojnie, poza tymi momentami, kiedy starszy młodszemu zabiera zabawkę i młodszy zaczyna płakać. Pocieszam, wiec młodszego, podsuwam mu kolejne przedmioty.
Mój rozmówczyni opowiada miedzy innymi o jakiś dzieciach, od których dziadka słyszała, ze zawsze po zabawie sprzątają. Wiecie, troje dzieci, najstarsze 6 lub 7 lat i ZAWSZE po zabawie sprzątają zabawki. Tak ich mama wychowała!
W którymś momencie, zaniepokojona przedłużająca się cisza, wychodzę na balkon. Moim oczom ukazuje się następujący widok:
Po zakończeniu rozmowy pozwoliłam się starszemu bawić dalej. Czy będzie trochę więcej ziemi poza doniczkami czy trochę mniej to już mała różnica. Jakiś czas później zaniosłam go do wanny i umyłam od stop do głów(wszędzie miał tę czarną ziemię), a następnie położyłam na drzemkę. Potem położyłam spać również młodszego. I zaczęłam sprzątać. W pół godziny podłoga zamieciona, ziemia z powrotem w doniczkach, zabawki umyte. Szkoda, ze zaczął padać deszcz, bo resztki ziemi brzydko rozmazały się na płytkach. Będzie trzeba poprawić w terminie późniejszym. Potem zmyłam naczynia. Kiedy zabierałam się za kolejna rzecz z mojej listy rzeczy do zrobienia obudził się młodszy. Także jeśli coś chce jeszcze zrobić to z młodszym na rękach...
Mój rozmówczyni opowiada miedzy innymi o jakiś dzieciach, od których dziadka słyszała, ze zawsze po zabawie sprzątają. Wiecie, troje dzieci, najstarsze 6 lub 7 lat i ZAWSZE po zabawie sprzątają zabawki. Tak ich mama wychowała!
W którymś momencie, zaniepokojona przedłużająca się cisza, wychodzę na balkon. Moim oczom ukazuje się następujący widok:
Po zakończeniu rozmowy pozwoliłam się starszemu bawić dalej. Czy będzie trochę więcej ziemi poza doniczkami czy trochę mniej to już mała różnica. Jakiś czas później zaniosłam go do wanny i umyłam od stop do głów(wszędzie miał tę czarną ziemię), a następnie położyłam na drzemkę. Potem położyłam spać również młodszego. I zaczęłam sprzątać. W pół godziny podłoga zamieciona, ziemia z powrotem w doniczkach, zabawki umyte. Szkoda, ze zaczął padać deszcz, bo resztki ziemi brzydko rozmazały się na płytkach. Będzie trzeba poprawić w terminie późniejszym. Potem zmyłam naczynia. Kiedy zabierałam się za kolejna rzecz z mojej listy rzeczy do zrobienia obudził się młodszy. Także jeśli coś chce jeszcze zrobić to z młodszym na rękach...
piątek, 17 maja 2019
Rewa 2019
Od kilku dni jesteśmy w Rewie. Ja, M. i chłopaki. To nasz pierwszy wyjazd we czworo. Trochę się go obawiałam. Przede wszystkim tego, ze w obcej przestrzeni trudno będzie ogarnąć chłopków i zadbać o sensowne jedzenie dla każdego. A co jak pogoda zawiedzie? Czy uda nam się zorganizować coś fajnego? Wydaje się jednak, ze wyszliśmy obronną ręką.
Mieszkamy w domku z ogródkiem i placem zabaw. Nasz domek to salon z aneksem kuchennym, w którym wszyscy spędzamy większość czasu i pokoik na 2 osoby, gdzie nocuje Mi. Na ogrodzonym podwórku jest zjeżdżalnia, dwie huśtawki jedna równoważnia i druga ławka, na której mogą usiąść 2 lub 3 osoby. Jest tez stolik pod daszkiem i grill. W tym gospodarstwie, choć w różnych domkach na jego terenie jesteśmy już trzeci raz.
Zgodnie z założeniami plaża okazała się dużą piaskownicą i Mi. jest w stanie bawić się w niej dowolnie długo i raczej jest problem, żeby go wyciągnąć. GP również podoba się taka zabawa, chociaż jest za mały, żeby w pełni skorzystać z tej atrakcji. Ja plażowania nigdy nie lubiłam, ale w obecnej sytuacji to, ze mogę siedzieć i tylko patrzeć jest prawie odpoczynkiem. Poza tym spacerujemy po deptaku, a Mi. drepce z nami, opóźnia nasz marsz zabawami w piasku lub jeździ na rowerku biegowym.
Przyjechaliśmy z zapasem jedzenia w sloikach dla dzieci. Trzeba tylko w porze około obiadowej pogrzać GP. Mi. trochę zjada od nas, trochę zagryza tym czym chce: parówka, jogurtem lub jajem, zależnie od dnia. My obiady zawsze kupujemy, w końcu wakacje to kilka dni w roku.
Przedwczoraj byliśmy w Gdyni. Wczoraj zrobiliśmy wieczór filmowy, ale chyba był to błąd. Przez chwile Mi. oglądał „Byczka Fernando”, nawet się pośmiał, ale szybko się znudził i zaczął rozrabiać. Po filmie M. puścił mu paradę traktorów i to przykuło jego uwagę na conajmniej pół godziny, a potem mieliśmy trudność, żeby wyłączyć komputer. A dziś znów chciał traktory oglądać. Wniosek? Mi. nie powinien oglądać filmów poza wyjątkowymi sytuacjami.
Przedwczoraj byliśmy w Gdyni. Wczoraj zrobiliśmy wieczór filmowy, ale chyba był to błąd. Przez chwile Mi. oglądał „Byczka Fernando”, nawet się pośmiał, ale szybko się znudził i zaczął rozrabiać. Po filmie M. puścił mu paradę traktorów i to przykuło jego uwagę na conajmniej pół godziny, a potem mieliśmy trudność, żeby wyłączyć komputer. A dziś znów chciał traktory oglądać. Wniosek? Mi. nie powinien oglądać filmów poza wyjątkowymi sytuacjami.
Pogoda jest może nie wymarzona, bo zwykle rano jest Ok 12-13 st C, słońce jest albo go nie ma, często pada i przeważnie wieje silny wiatr. Jak to nad polskim morzem. Mimo to udało nam się nieco spiec.
M. właśnie powiedział, ze chyba wszyscy mamy już dosyć tych wakacji. A dla mnie jest super i żal mi, ze jutro wracamy. To chyba kwestia perspektywy. Mi jest dużo łatwiej jak jesteśmy wszyscy, w stosunku do codzienności, kiedy przez wiele godzin każdego dnia jestem sama z dwoma maluchami.
niedziela, 12 maja 2019
Niedzielne perypetie
Co za dzień! Jutro wyjeżdżamy nad morze, a pakowanie w proszku! I jeszcze perypetie z dotarciem na Eucharystie!
PODEJŚCIE 1
Dziś mieliśmy w planie iść na 9:00 do Świętej Rodziny. Już jak obudziłam się o 8:00 wiedziałam, ze nie będzie łatwo zdarzyć. M. obudził się wcześniej, zrobił porządek w komórce, oglądał filmiki, ale o tym, ze trzeba odpowiednio wcześnie zacząć szykować się do kościoła nie pomyślał. Szybko zdecydowaliśmy, ze na 9:00 nie ma szans, wiec idziemy na 9:30 do Faustyny.
I tu się trochę nie wyrobiliśmy, ale bywa, z dziećmi nie zawsze jest łatwo! I tak idziemy spóźnieni, aż nagle M. zauważa, ze jakoś pusto. Zwykle o tej porze widać jakieś inne osoby, które idą do kościoła. Może jest Komunia, tj. Uroczysta Msza z okazji Pierwszej Konunii Świętej? Sprawdza ogłoszenia... No niestety... i to rozpoczęła się o 9:00...
Sprawdza Parafie Św. Rodziny: najbliższa Msza rozpoczyna się o 10:30 i tez podczas niej będzie udzielana dzieciom Komunia Św. po raz pierwszy.
Ostatnia szansa: Parafia Marii Magdaleny i ... to samo! 3 najbliższe nas parafie maja dziś „komunistów”.
A M. Na 11:15 na uczelnie. Trudno, wracamy, pójdziemy wieczorem.
W drodze powrotnej zaszliśmy na płac zabaw z trampolinami. To była dobra decyzja. Spotkaliśmy tam kota, który nie bal się Mi., wiec dał się wyglaskać. Potem Mi. Bawił się z młodsza od siebie dziewczynką i jej mamą. GP siedział na trampolinie, a ja go bujałam. Było ciepło, słonecznie. Słowem super spacer!
PODEJŚCIE 2
M. Wrócił z uczelni, a ja poszłam do kaplicy na 15:00. Niestety okazało się, ze... Msza jest o 14:30. Fakt: dawno tam nie byłam. 🤔 Ale i tak miałam ochote się rozpłakać. A w perspektywie jeszcze dużo pakowania przede mną.
PODEJŚCIE 3
Podejście nr 3 będzie teraz. Na 18:30. Cała rodzina. Mam nadzieje, ze jakiś w miarę się uda i dotrzeć na czas i nie biegać całej Mszy za Mi.
PODEJŚCIE 1
Dziś mieliśmy w planie iść na 9:00 do Świętej Rodziny. Już jak obudziłam się o 8:00 wiedziałam, ze nie będzie łatwo zdarzyć. M. obudził się wcześniej, zrobił porządek w komórce, oglądał filmiki, ale o tym, ze trzeba odpowiednio wcześnie zacząć szykować się do kościoła nie pomyślał. Szybko zdecydowaliśmy, ze na 9:00 nie ma szans, wiec idziemy na 9:30 do Faustyny.
I tu się trochę nie wyrobiliśmy, ale bywa, z dziećmi nie zawsze jest łatwo! I tak idziemy spóźnieni, aż nagle M. zauważa, ze jakoś pusto. Zwykle o tej porze widać jakieś inne osoby, które idą do kościoła. Może jest Komunia, tj. Uroczysta Msza z okazji Pierwszej Konunii Świętej? Sprawdza ogłoszenia... No niestety... i to rozpoczęła się o 9:00...
Sprawdza Parafie Św. Rodziny: najbliższa Msza rozpoczyna się o 10:30 i tez podczas niej będzie udzielana dzieciom Komunia Św. po raz pierwszy.
Ostatnia szansa: Parafia Marii Magdaleny i ... to samo! 3 najbliższe nas parafie maja dziś „komunistów”.
A M. Na 11:15 na uczelnie. Trudno, wracamy, pójdziemy wieczorem.
W drodze powrotnej zaszliśmy na płac zabaw z trampolinami. To była dobra decyzja. Spotkaliśmy tam kota, który nie bal się Mi., wiec dał się wyglaskać. Potem Mi. Bawił się z młodsza od siebie dziewczynką i jej mamą. GP siedział na trampolinie, a ja go bujałam. Było ciepło, słonecznie. Słowem super spacer!
PODEJŚCIE 2
M. Wrócił z uczelni, a ja poszłam do kaplicy na 15:00. Niestety okazało się, ze... Msza jest o 14:30. Fakt: dawno tam nie byłam. 🤔 Ale i tak miałam ochote się rozpłakać. A w perspektywie jeszcze dużo pakowania przede mną.
PODEJŚCIE 3
Podejście nr 3 będzie teraz. Na 18:30. Cała rodzina. Mam nadzieje, ze jakiś w miarę się uda i dotrzeć na czas i nie biegać całej Mszy za Mi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





