Od kilku dni jesteśmy w Rewie. Ja, M. i chłopaki. To nasz pierwszy wyjazd we czworo. Trochę się go obawiałam. Przede wszystkim tego, ze w obcej przestrzeni trudno będzie ogarnąć chłopków i zadbać o sensowne jedzenie dla każdego. A co jak pogoda zawiedzie? Czy uda nam się zorganizować coś fajnego? Wydaje się jednak, ze wyszliśmy obronną ręką.
Mieszkamy w domku z ogródkiem i placem zabaw. Nasz domek to salon z aneksem kuchennym, w którym wszyscy spędzamy większość czasu i pokoik na 2 osoby, gdzie nocuje Mi. Na ogrodzonym podwórku jest zjeżdżalnia, dwie huśtawki jedna równoważnia i druga ławka, na której mogą usiąść 2 lub 3 osoby. Jest tez stolik pod daszkiem i grill. W tym gospodarstwie, choć w różnych domkach na jego terenie jesteśmy już trzeci raz.
Zgodnie z założeniami plaża okazała się dużą piaskownicą i Mi. jest w stanie bawić się w niej dowolnie długo i raczej jest problem, żeby go wyciągnąć. GP również podoba się taka zabawa, chociaż jest za mały, żeby w pełni skorzystać z tej atrakcji. Ja plażowania nigdy nie lubiłam, ale w obecnej sytuacji to, ze mogę siedzieć i tylko patrzeć jest prawie odpoczynkiem. Poza tym spacerujemy po deptaku, a Mi. drepce z nami, opóźnia nasz marsz zabawami w piasku lub jeździ na rowerku biegowym.
Przyjechaliśmy z zapasem jedzenia w sloikach dla dzieci. Trzeba tylko w porze około obiadowej pogrzać GP. Mi. trochę zjada od nas, trochę zagryza tym czym chce: parówka, jogurtem lub jajem, zależnie od dnia. My obiady zawsze kupujemy, w końcu wakacje to kilka dni w roku.
Przedwczoraj byliśmy w Gdyni. Wczoraj zrobiliśmy wieczór filmowy, ale chyba był to błąd. Przez chwile Mi. oglądał „Byczka Fernando”, nawet się pośmiał, ale szybko się znudził i zaczął rozrabiać. Po filmie M. puścił mu paradę traktorów i to przykuło jego uwagę na conajmniej pół godziny, a potem mieliśmy trudność, żeby wyłączyć komputer. A dziś znów chciał traktory oglądać. Wniosek? Mi. nie powinien oglądać filmów poza wyjątkowymi sytuacjami.
Przedwczoraj byliśmy w Gdyni. Wczoraj zrobiliśmy wieczór filmowy, ale chyba był to błąd. Przez chwile Mi. oglądał „Byczka Fernando”, nawet się pośmiał, ale szybko się znudził i zaczął rozrabiać. Po filmie M. puścił mu paradę traktorów i to przykuło jego uwagę na conajmniej pół godziny, a potem mieliśmy trudność, żeby wyłączyć komputer. A dziś znów chciał traktory oglądać. Wniosek? Mi. nie powinien oglądać filmów poza wyjątkowymi sytuacjami.
Pogoda jest może nie wymarzona, bo zwykle rano jest Ok 12-13 st C, słońce jest albo go nie ma, często pada i przeważnie wieje silny wiatr. Jak to nad polskim morzem. Mimo to udało nam się nieco spiec.
M. właśnie powiedział, ze chyba wszyscy mamy już dosyć tych wakacji. A dla mnie jest super i żal mi, ze jutro wracamy. To chyba kwestia perspektywy. Mi jest dużo łatwiej jak jesteśmy wszyscy, w stosunku do codzienności, kiedy przez wiele godzin każdego dnia jestem sama z dwoma maluchami.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz