Każdy dzień przynosi coś innego. Po tym wczorajszym to szczególnie cenne.
Wyszliśmy na plac zabaw. Było tam jeszcze dwoje dzieci: chłopiec(prawie 4 lata) i dziewczynka. Chłopiec trzymał w rękach samochodzik "pożyczony" od dziewczynki. A mama namawiała go do oddania tego samochodziku. Niebawem zainteresował się naszą koparką, ale Mi. nie miał nic przeciwko. Mama chłopca zaproponowała Mi., żeby wybrał sobie któreś z aut chłopca.
Za kolejną chwilę już naprawdę musiał oddać samochodzik dziewczynce, która razem z babcią zbierała się z placu zabaw. Skończyło się płaczem. Zaczęłam wiec wystawiać nasze traktory i auta, żeby coś sobie wybrał i nie rozpaczał po straconym aucie dziewczynki. Dał się udobruchać. Mi. wyraził zgodę na pożyczenie dźwigu.
Chłopcy zajęli się zabawą, a mama chłopca zaczęła się zachwycać Mi., że się podzielił, że nie bierze cudzych zabawek. Potem Mi., na moją prośbę, żeby usiadł ładnie z siadu "W" wyprostował nogi(pierwszy raz od nie wiem kiedy). Mama chłopca znów pod wrażeniem. Wyjaśniłam, że to różnie bywa. Niech kobietka nie ma przekonania, że ten nasz to takie cud.
Potem chłopiec z mamą poszli do domu. My jeszcze bawiliśmy się kamieniami na zaimprowizowanym parkingu i na boisku. Potem ruszyliśmy poza osiedle. Zaproponowałam Mi., że pójdziemy oglądać koniki, żeby dojść do straganu z warzywami i owocami. A kiedy się okazało, że na straganie są truskawki, ale żeby je zjeść, trzeba wrócić do domu i je umyć. Konieczne jest też zdjęcie butów i umycie rąk. Dzięki temu bez problemu wróciliśmy do domu i wykonaliśmy wszystkie czynności ostatecznie prowadzące do zjedzenia truskawek.
Miło wyjść na spacer, kiedy współpraca się udaje!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz