Zadzwonił telefon. Rozmawiałam długo, jednocześnie zabawiając młodszego. W tym czasie starszy biegał i wynosił zabawki na balkon. Co tam, niech wynosi, dzięki temu mam szanse w miarę spokojnie porozmawiać. Spokojnie, poza tymi momentami, kiedy starszy młodszemu zabiera zabawkę i młodszy zaczyna płakać. Pocieszam, wiec młodszego, podsuwam mu kolejne przedmioty.
Mój rozmówczyni opowiada miedzy innymi o jakiś dzieciach, od których dziadka słyszała, ze zawsze po zabawie sprzątają. Wiecie, troje dzieci, najstarsze 6 lub 7 lat i ZAWSZE po zabawie sprzątają zabawki. Tak ich mama wychowała!
W którymś momencie, zaniepokojona przedłużająca się cisza, wychodzę na balkon. Moim oczom ukazuje się następujący widok:
Po zakończeniu rozmowy pozwoliłam się starszemu bawić dalej. Czy będzie trochę więcej ziemi poza doniczkami czy trochę mniej to już mała różnica. Jakiś czas później zaniosłam go do wanny i umyłam od stop do głów(wszędzie miał tę czarną ziemię), a następnie położyłam na drzemkę. Potem położyłam spać również młodszego. I zaczęłam sprzątać. W pół godziny podłoga zamieciona, ziemia z powrotem w doniczkach, zabawki umyte. Szkoda, ze zaczął padać deszcz, bo resztki ziemi brzydko rozmazały się na płytkach. Będzie trzeba poprawić w terminie późniejszym. Potem zmyłam naczynia. Kiedy zabierałam się za kolejna rzecz z mojej listy rzeczy do zrobienia obudził się młodszy. Także jeśli coś chce jeszcze zrobić to z młodszym na rękach...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz