czwartek, 25 stycznia 2018

Karmię piersią w ciąży - I tyrmestr

        Nie będę rozkminiać czy w ciąży można karmić piersią - bo można, o ile ciąża jest zdrowa. Dziecko karmione piersią nie zabiera temu w brzuchu składników odżywczych. Najbardziej prawdopodobne jest to, że straci na tym mama, jeśli nie będzie się dobrze odżywiać. Ważne jest zdrowa, pełnowartościowa i urozmaicona dieta.

        Ostatnio przeczytałam jednak, że karmienie w ciąży, a tym bardziej w tandemie jest przedstawiane w wyidealizowany sposób, wiec postanowiłam usystematyzować sobie czego mogę się spodziewać, żeby wiedzieć na co (jakby co) się decyduję.

        Póki co napiszę o tym jak przebiegało karmienie piersią Mi. w pierwszym trymestrze, bo ten właśnie niedawno dobiegł końca.


NASZE KARMIENIE W I TRYMESTRZE CIĄŻY

Dolegliwości:
1. Bolesność brodawek sutkowych - niewielka, nie była bardziej nasilona niż zdarzało się to wcześniej, kiedy więcej ssał z jakiejkolwiek przyczyny /np. z powodu dyskomfortu przy przeziębieniu/, ale trwała dłużej - w zasadzie przez większość czasu. Pod koniec I trymestru bolesność brodawek się zmniejszyła, prawie zniknęła. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie.
2. Nasilenie mdłości - czasem miałam wręcz wrażenie, że jak się przysysa to czuję się jakby mi cukier we krwi spadał. A tu brak możliwości ruszenia się po cokolwiek. Jeśli z jakiegoś powodu nie zjadłam kolacji - nasilenie mdłości w nocy było wręcz pewne. Mdłości miałam w pierwszym trymestrze bardzo często, prawie codziennie, wiec wprawdzie nie było to fajne, ale dało się przeżyć.
3. Denerwowało mnie, że Mi. znowu chce jeść. Nie było to bardzo częste, ale jeśli budził się kolejny raz w nocy, to czasem miałam dość tego jego jedzenia. No rzesz, naprawdę nie jest w stanie wytrzymać więcej niż 3 godziny między karmieniami?

Zalety:
1. Łatwiejsze ogarnięcie Mi. - dziecko niezadowolona? marudne? Przystawia do piersi i już! Nie wyobrażam sobie, żeby go uspokajać nosząc - wydaje mi się, że nie dałabym rady, szczególnie nocą. To chyba jeden z ważniejszych powódów, dla którego nie chcę go na razie odstawiać.
Zdarzały się nawet takie sytuacje, kiedy było mi niedobrze i próbowałam ten moment przetrwać. Nagle budził się Mi. i zaczynał płakać. I to powodowało, że moje zen rozpryskało się i musiałam w trybie pilnym zająć z góry ustaloną pozycję nad WC, żeby zwrócić zawartość żołądka. Jednak dużo więcej razy się zdarzyło, że Mi. zaczynał płakać, a ja czułam się w miarę i przystawiałam go, co powodowało, że uciszał się i moje uszy mogły odpocząć, a żołądek nie wywracał się na drugą stronę.

        Najważniejszym argumentem "za" jest to, że ja po prostu chcę jeszcze karmić Mi. Widzę też, że on tego potrzebuje. Z powodu ciąży próbowałam ograniczyć nieco ilość karmień. I muszę powiedzieć, że póki co poległam na całej linii! Wydawało mi się, że łatwiej będzie w dzień, trzeba go tylko dobrze nakarmić i zająć wystarczająco intensywnie. Są nawet dni, że się to udaje! Jednak ostatnio coraz więcej jest takich, gdzie bez 2-3 karmień w ciągu dnia się po prostu nie obejdzie. Na dodatek na początku stycznia Mi. nauczył się sygnalizować, że on chce cyca - idzie do sypialni, pokazuje na łóżko lub wdrapuje się na łóżko i siada na nim, po czym zaczyna krzyczeć. Nie ma, że za chwilę będzie zupka lub coś innego do jedzenia. Cyc i nic innego go nie zastąpi! Raz się udało przetrzymać go do kolacji, ale zajęły się nim wtedy inne osoby niż ja. Jeśli jesteśmy we dwoje jestem prawie bez szans.
        Próbowałam ograniczyć też karmienia nocne. Również bez wyraźnego sukcesu. Jeśli nie dam mu piersi - płacze do skutku, zaczyna się zanosić i wtedy ja kapituluję. Czasem uda się uśpić go ze smokiem, ale w nocy i tak upomni się. Czasem udaje się dać mu smoka nad ranem. Pytanie jest tylko jedno - czy chcę pierś zastępować smokiem, żeby za niedługo odstawiać smoka?
        Na pewno błędem jest to, że nie angażuję zbytnio M. do zajmowania Mi., kiedy nie chcę go karmić. To na pewno można by poprawić. Ale weekend trwa tylko 2 dni /bardziej kluczowe, że 2 noce/, a w pozostałe M. idzie do pracy, gdzie wolałabym, żeby nie był niedospany, czasem jeździ też w delegacje, wiec wcale go nie ma. Z tych powodów nawet nie proponowałam. Może muszę to przemyśleć i coś wspólnie ustalimy...
       Ostatecznie skończyło się póki co na tym, że Mi. złapał katar i... wróciliśmy do stanu sprzed tych wszystkich prób redukowania karmienia. Jak się wyleczył /i ja się wyleczyłam - to trwało dłużej/, zaczęły się delegacje M., a potem jeszcze ząbkowanie, wiec jakoś nie mam ani sił na pomyślenie, ani sił na wdrożenie kolejnego genialnego planu.
       Jednak w dłuższej perspektywie mam wrażenie, że jednak karmimy się nieco rzadziej. Przypisywanie sobie tego "sukcesu" chyba byłoby nieuczciwe. Myślę, że to bardziej kwestia upływu czasu - Mi. jest trochę starszy, toteż więcej je "normalnego" jedzenia, a zatem potrzebuje mniej mleka. Ponadto są różne dni - czasem potrzebuje ukojenia przy piersi częściej - wtedy przysysa się 6-8 razy, czasem dzień jest tak ciekawy, że jestem jakby mniej potrzebna i 4 karmienia w ciągu doby w zupełności wystarczą.

KARMIENIE PIERSIĄ W CIĄŻY W TEORII

Dolegliwości u mamy:
1. Bolesność brodawek
2. Trudność w znalezieniu odpowiedniej pozycji /rosnący brzuszek/ - to raczej w III trymestrze ciąży.
3. Zmęczenie spowodowane ciążą, deprawacją snu związaną z karmieniem nocy i/lub licznymi karmieniami w ciągu dnia.

"Problemy" z dzieckiem:
1. Samoodstawienie się dziecka.
2. "Wiszenie" na piersi.
Mleko w ciąży może zmienić smak. Niektóre dzieci w tym czasie odstawiają się /ok. 25% dzieci/.
Ilość mleka około połowy ciąży może się zmniejszyć nawet o 70%, ale do widocznego zmniejszenia jego ilości może dojść już wcześniej, nawet na samym początku ciąży. Może to spowodować odstawienie dziecka lub... długotrwałe wiszenie na piersi.
3. Kiedy piersi zaczynają produkować siarę dla noworodka kupy starszego dziecka stają się luźniejsze.


ŹRÓDŁA:
https://www.hafija.pl/2013/11/karmienie-piersia-w-ciazy.html

wtorek, 16 stycznia 2018

Smok dla mamy

        Dziś rano Mi. uderzył mnie dziś kubkiem w łuk brwiowy. Zabolało. Zaczęłam piszczeć, żeby dać mu znać, że mnie boli i że zrobił niefajnie.
        Mi. chyba zrozumiał i na pocieszenie... chciał mi wetknąć do buzi smoka. ;)

środa, 10 stycznia 2018

Rozszerzanie diety - wnioski

        Ostatnio obserwuję, że Mi. coraz więcej je. Często zaskakuje mnie ile zupy pochłonął lub ile kotleta z kaszą i warzywami pochłonął na II danie. Patrzę, obserwuję... i trochę mi szkoda, że tak się martwiłam kilka miesięcy temu, że nie zjada tyle ile mu zaplanowałam... Widzę teraz wyraźnie, że on po prostu jadł wtedy tyle ile na tamten czas potrzebował. Teraz je więcej, bo więcej potrzebuje. A na koniec i tak dopije moim mlekiem.
        Wiem, że się powtarzam. Jednak dla mnie to jego słabe jedzenie było niezwykle frustrujące. Wiem, że jest również frustrujące dla niektórych moich koleżanek, widzę, że wiele jest w tym temacie postów na różnych blogach i wiele zapytań na grupach dyskusyjnych, wiec wnioskuję, że dla wielu mam to trudny temat.

Wnioski:
1. Do końca pierwszego roku podstawą żywnie jest mleko, najlepiej mleko własnej mamy. Co przez to rozumieć? Że dziecko głównie je mleko, a inne rzeczy próbuje, uczy się smaków i nie należy się nadmiernie martwić jeśli mija się to z wyobrażeniem opiekuna /w tym przypadku moim/.
2. Kiedyś zacznie jeść więcej. Tylko trzeba poczekać, aby zapotrzebowanie wzrosło, proporcjonalnie do masy dziecka i jego aktywności.

         I jeszcze jeden wniosek. A może marzenie: Mam nadzieję, że kiedy będę kolejnemu mojemu kropeczkowi rozszerzać dietę, będę mądrzejsza o to co wiem dziś i nie dam się poddać tej frustracji!