Ostatnio obserwuję, że Mi. coraz więcej je. Często zaskakuje mnie ile zupy pochłonął lub ile kotleta z kaszą i warzywami pochłonął na II danie. Patrzę, obserwuję... i trochę mi szkoda, że tak się martwiłam kilka miesięcy temu, że nie zjada tyle ile mu zaplanowałam... Widzę teraz wyraźnie, że on po prostu jadł wtedy tyle ile na tamten czas potrzebował. Teraz je więcej, bo więcej potrzebuje. A na koniec i tak dopije moim mlekiem.
Wiem, że się powtarzam. Jednak dla mnie to jego słabe jedzenie było niezwykle frustrujące. Wiem, że jest również frustrujące dla niektórych moich koleżanek, widzę, że wiele jest w tym temacie postów na różnych blogach i wiele zapytań na grupach dyskusyjnych, wiec wnioskuję, że dla wielu mam to trudny temat.
Wnioski:
1. Do końca pierwszego roku podstawą żywnie jest mleko, najlepiej mleko własnej mamy. Co przez to rozumieć? Że dziecko głównie je mleko, a inne rzeczy próbuje, uczy się smaków i nie należy się nadmiernie martwić jeśli mija się to z wyobrażeniem opiekuna /w tym przypadku moim/.
2. Kiedyś zacznie jeść więcej. Tylko trzeba poczekać, aby zapotrzebowanie wzrosło, proporcjonalnie do masy dziecka i jego aktywności.
I jeszcze jeden wniosek. A może marzenie: Mam nadzieję, że kiedy będę kolejnemu mojemu kropeczkowi rozszerzać dietę, będę mądrzejsza o to co wiem dziś i nie dam się poddać tej frustracji!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz