czwartek, 9 sierpnia 2018

Karmię piersią w ciąży - III trymestr

Przespane noce i nocowanie u dziadków
        Na przełomie II i III trymestru Mi. zaczęły się zdarzać przespane noce. Na początku podchodziłam do tego sceptycznie - ile to już razy zdarzyło mu się przespać przyzwoicie 2 noce pod rząd, a potem klapa. Ale mijał jeden tydzień, drugi... i korzystna tendencja utrzymywała się.
        Na początku III trymestru pojechaliśmy na kilka dni na działkę. Dzięki temu mieliśmy szansę i możliwość codziennie spędzać na dworze dużo czasu i to w super towarzystwie taty i dziadków. Do tego zaplanowaliśmy imprezy towarzyskie. Od tamtej pory ilość przespanych nocy znowu wzrosła. Zaczęłam czuć się wyspana!
        Około miesiąc później postanowiliśmy zrobić próbę sprzedania dziecka dziadkom na noc. Próba była bardzo udana - po kolacji i kąpieli dał się położyć do łóżka ze smokiem i ulubioną podusią. Co prawda zasypianie trwało 3 h, ale w domu zasypianie bez piersi też tak się przeciąga. Rano zjadł śniadanie, a potem świetnie się bawił i wcale nie wydawał się stęskniony jak po niego przyjechaliśmy. Nawet nie chciał mi dać buziaka! A może to dlatego, że on taki mało wylewny...
         Jednak od tego czasu mam wrażenie, że jak zostaje z dziadkami to nie cieszy go to, że my wychodzimy, jakby się jednak obawiał, że go zostawimy. M. twierdzi, że przesadzam.

Nowe łóżeczko Mi.
        Długo zastanawiałam się czy kupować nowe łóżeczko dla Mi. czy pożyczać kołyskę dla młodszego. Na tę drugą opcję namawiała mnie siostra - nawet oferowała pożyczenie łóżeczka turystycznego, a większe łóżko proponowała zamówić sobie w prezencie np. z okazji Chrztu Św.
        Podczas majówki zdarzyło się tak, że położyłam Mi. na drzemkę na dworze, na /nieużywanym/ posłaniu dla psa. I wtedy przyszła refleksja, że jeśli kupimy łóżeczko już teraz to jest szansa, że Mi. się do niego przyzwyczai i jak zdarzy mu się przespać całą noc to już tam. Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby to łóżeczko było wystarczająco duże, żebym mogła w nim się położyć i nakarmić go do snu lub drzemki, wiec kupiliśmy takie o długości 160 cm. Wybraliśmy model z poręczą zabezpieczającą przed wypadnięciem dziecka, ale taką, którą można wyjmować i wkładać z powrotem. Dzięki temu kładę się z Mi., karmię go, a on usypia. Wtedy ja wstaję i zakładam poręcz.
       Mi. polubił nowe łóżeczko od razu. Chętnie sam się układa do usypiania, a jeśli w nocy do nas przyczłapie, to często już rano idzie do swojego łóżeczka jeszcze trochę powtulać się w podusię.
       Miałam nadzieję, że w nowym łóżeczku zmienimy wieczorny rytuał usypiania na czytanie (na razie bardziej oglądanie) książeczek. Miało to być przygotowanie do mojej kilkudniowej /i kilkunocnej/ nieobecności przy okazji porodu, żeby M. miał łatwiej jak zostanie sam. Niestety póki co zasypianie z książką trwa dużo dłużej i najczęściej kończy się piersią. W związku z tym nie opłaca mi się taki rytuał. Mam pierś i nie zawaham się jej użyć! A tata niech się sam martwi jak będzie usypiał dziecko beze mnie.
        Niestety tata od książeczek woli puszczać z komórki "Maszę i niedźwiedzia". Pierwszy i drugi raz zadziałało rewelacyjnie, ale potem tolerancja dziecka się rozwinęła i po kilku odcinkach okazuje się, że z tego spania nic nie będzie. Jako plan B. tata stosuje metodę "pokażę na własnym przykładzie jak się śpi". Polega ona na tym, że M. kładzie się do łóżka w nadziei, że Mi. się przytuli i też zaśnie. Póki jestem w domu, metoda ta nie działa zupełnie. Po 10 minutach M. śpi, a Mi. przychodzi bawić się ze mną.
       
Smok
        W czasie majówki na działce przez kilka dni udało się nie podawać Mi. smoczka. Jednak ostatniego dnia mieliśmy dużo stresujących dla Mi. planów - daleka podróż, 2 spotkania z moją rodziną, którą widzi bardzo rzadko. Efekt - smok przez dużą część dnia w buzi.
        Efekt długotrwały - Mi. nauczył się prosić o smoka w ciągu dnia. I robił to bardzo często. A ja zastanawiam się czy nie trzeba było jednak odstawić go wcześniej...
        Aż pewnego dnia nadarzyła się okazja, żeby ze smokiem się pożegnać. Mi. upuścił go na balkon sąsiadów z dołu. Było to w godzinach pracy, wiec nikogo tam nie było. Jak Mi. się upominał, zaprowadzałam go na balkon i pokazywałam mu, że tam smok leży i tata odbierze go jak wróci z pracy. Ale jak M. wrócił z pracy sąsiadów z dołu dalej nie było. Wiec jak Mi. się upominał, szliśmy na balkon, pokazywałam mu smoka i mówiłam, że nie możemy go odebrać, bo nie ma sąsiadów. A jednocześnie kiełkowała mi myśl, że może po prostu nie "uda" nam się odebrać smoka i to też nie byłoby takie złe... Że to okazja, żeby się go pozbyć.
       W końcu Mi. poszedł spać. A M. jak już nie raz wykazał się zaradnością i wyłowił smoka za pomocą sznurka i haczyka. Jednak ustaliliśmy, że go chowamy. Najwyżej wrócimy do niego jak będę w szpitalu.
       Musiałam się spodziewać, że Mi. będzie teraz wisiał na piersi. Ale tym się nie martwiłam, gdyż dzień wcześniej byłam w poradni K i nic nie zapowiadało, żebym rozwiązanie miało nastąpić niebawem. A z drugiej strony to już przecież kończył się 35 tydzień, wiec nawet jakby, to powinno być ok. Rzeczywiście dwie pierwsze noce domagał się piersi częściej. Potem był niezwykle ciekawy weekend i zaczął spać lepiej. Co prawda za dnia i później chciał ssać częściej, ale tylko jak byliśmy w domu, wiec pewnie trochę z nudów. Żeby było ciekawiej M. nauczył Mi. mówić "cycy", co spowodowało, że nie można było mieć wątpliwości czego się domaga. (Tata zawsze uczy przydatnych życiowo umiejętności! ;P ) I tak do końca ciąży zostało nam 4-6 karmień dziennie w przeciętnym nieciekawym dniu.

Nocnik
        Nocnik dostaliśmy w prezencie od kuzyna. Oni potrzebowali się pozbyć. Nam niby bardzo nie było potrzebny, ale im pomogliśmy. Jednak ich nocnik okazał się magiczny /a może to dlatego, że go dostał w prezencie?/ i od razu Mi. zechciał na nim siedzieć i od tej pory codziennie przy zmianie pieluchy wysadzaliśmy się, oglądaliśmy książeczki /dla uprzyjemnienia czasu/ i coś łapaliśmy. Albo kilka cosiów. Niestety tylko przy wysadzaniu - jeśli Mi. poszedł się bawić, to było pewne, że w którymś momencie zrobi siku na podłogę. Tylko kwestia, czy koniecznie chcemy wymagać, żeby nie było wpadek od dziecka zaledwie nieco ponad półtorarocznego...
        W miarę upływu czasu zaczęło być widoczne, że bardzo mokra pielucha, a tym bardziej pielucha z grubszą zawartością sprawiają Mi. dyskomfort. Z drugiej strony po jakimś miesiącu zabrakło mu cierpliwości, żeby tak siedzieć nie wiadomo ile na nocniku. Ale zaczęło się zdarzać, że chciał żeby mu zdjąć pieluchę, a jak ją zdjęłam - robił siusiu na nocnik. A pod koniec ciąży również siadając na nakładce na sedes. Jeszcze to trochę potrwa nim pożegnamy się z pieluchą, ale zawsze to jakieś drobne sukcesy!

Ja (34/35 tydz. ciąży) i Mi. (84/85 tydz. życia)
        A ja trafiłam na coś takiego jak majtki treningowe. Ale cały czas nie mogę wybrać i kupić. Chyba to zabawka na nieco późniejszy okres. I dobrze by było jakbym była dyspozycyjna, co po narodzinach młodszego może być problematyczne.

        Pewnego dnia zdarzyła się też bardziej sucha pieluszka po nocy? Ale tylko 1 raz. Może nie dopił?

Karmienie piersią, a ciąża
        Około końca 32 tyg. ciąży pojawiły się skurcze, zaczęłam je czuć nad ranem, przy karmieniu. Trochę martwiło mnie to, że działo się tak kolejny dzień. Odstawiałam wtedy Mi. od piersi, żeby macica nie kurczyła się za bardzo. Ale przez to, że zwykle miało to miejsce tylko raz dziennie nie poszłam nigdzie, żeby się skontrolować. Dopiero po prawie 3 tygodniach miałam wizytę u ginekologa i nic nie wskazywało na to, żeby te skurcze miały jakiś wpływ na przygotowywanie się do porodu. Intuicja mnie nie zawiodła.
        Od około końca 35 tygodnia ciąży zaczęłam pić napar z liści malin, a Mi. zaczął więcej razy przystawiać się do piersi /odstawienie smoka/, ale jakoś szczególnie nie spowodowało to nasilenia się skurczy. Suszone liście malin skończyły się w trakcie 39 tygodnia ciąży...
        Po skończonym 38 tygodniu ciąży zaczęłam odczuwać więcej skurczy, niekoniecznie związanych z karmieniem, ale wciąż niebolesnych.
        Pod koniec 38 tygodnia w USG młody ważył około 3,4 kg, równo w 39 tygodniu - około 3,7 kg... Siedzi w brzuchu dłużej... Wygląda, że będzie większy od Mi. Niby to nie zaskoczenie, bo zwykle kolejne dzieci są większe... Tylko, żeby za bardzo nie urósł...
        W zasadzie coś zaczęło się dziać dopiero w dniu terminu porodu... Ale o tym może następnym razem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz