Kiedy wystartowałam do Mi. z tymi nożyczkami - był bardzo zainteresowany. Najchętniej by te nożyczki po prostu przejął. Powiedziałam mu, że nożyczki nie są dla niego i to ja będę obcinać mu włosy. O dziwo... zajął się zabawą, więc zabrałam się do pracy.
Ciach tu, ciach tam... Szło mi całkiem nieźle. Aż w pewnym momencie Mi. zauważył kłaki pływające w wodzie. Zaczął je wyławiać i mi pokazywać. I rzewne mówić ME-ME. Nic nie pomogła próba wyłowienia złotych pukli, ani przesunięcia ich strumieniem wody w kierunku odpływu! ME-ME było coraz bardziej rozpaczliwe.
W końcu musiałam zakończyć kąpiel.
Szczęśliwie strzyżenie wyszło naprawdę dobrze. Teściowie nawet się nie zorientowali! Musiałam sama im powiedzieć, że podcinałam Mi.
Ciekawe czy moi się zorientują?
***
Dziś rozmawialiśmy z teściem, że Mi. taki porządny po M. Jak przewróci się na dworze - musi strzepać piasek z rączek. Jak ubrudzi się kaszką - koniecznie trzeba mu wytrzeć, bez tego nici z dalszego jedzenia. Jak kapcie są taty, a założy je babcia, to jest źle i musi zostawić kapcie taty.- Ciekawe kiedy zacznie jeść pączki dwoma pacami. - mówię do teście. Już wielokrotnie słuchałam o tym, jak M. w dzieciństwie jedząc pączki trzymał je palcem wskazującym i kciukiem w taki sposób, żeby ubrudzić tylko czubeczki tych palców i nic poza tym.
Teść nie zrozumiał.
- Ciekawe, kiedy zacznie jeść pączki dwoma palcami, tak jak M. - uściśliłam i pokazałam odpowiedni chwyt, żeby zobrazować co mam na myśli.
- A najlepiej widelcem - odpowiedział teść.
Pączki widelcem?!? Widocznie i tak można.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz