M. z Mi. mieli iść na rower. Byli już praktycznie gotowi, ale przypomniałam sobie, że powinni wziąć jeszcze bidon z piciem. Idę do pokoju - bidonu nie ma, do sypialni - nie ma, do kuchni - też nie ma. Po kolei przebiegłam się po wszystkich pomieszczeniach jeszcze raz, nie omijając łazienki, jednak nie znalazłam. Coś do picia Mi. musi mieć. Wzięłam wiec kubek 360 stopni, wygrzebałam przykrywkę z szuflady w kuchni i dałam chłopakom na wycieczkę.***
Wieczorem ponownie zabrałam się za poszukiwania kubka. Najpierw zapytałam Mi. Niby szukał, ale nie umiał znaleźć. Musiałam wysilić się sama. Zajrzałam pod wszystkie szafy, za fotele, kanapę...
W końcu sobie myślę - gdzie on mógł wsadzić? Co on dziś robił? Przypomniało mi się, że Mi. wyrzucał różne rzeczy z bocznej kieszeni torby wózkowej. Bingo! Bidon włożył na miejsce, gdzie wkładam go na spacer - czyli do dużej kieszeni torby wózkowej.
Porządny ten Mi.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz