Wracamy z chłopakami z przedszkola i żłobka. Pierwszego odebrałam Mi., potem GP. Spod żłobka kierujemy się już do domu, ale zaraz przy żłobku jest ogrodzony kawałek chodnika, w środku tego ogrodzenia rozkopane, jakieś rury i jakaś nie za duża maszyna. Mi. mówi:- Ja chce taką maszynę zabawkową.
- Ale co to za maszyna? - pytam.
Nie wie, ale chce.
Rozmawiamy chwilę bezproduktywnie, bo nie wiem co miałabym (przynajmniej hipotetycznie) mu kupić. Ale on właśnie to by chciał. Generalnie z powodu tej maszyny nie możemy ruszyć w dalszą drogę. W końcu zauważam pana robotnika po drugiej strony ulicy i sugeruję, że może go zapytamy. Mi. ochoczo biegnie do pana robotnika. Ja za nim pcham wózek z GP. Mi staje przed panem robotnikiem, zadziera głowę do góry i pyta:
- Co to za maszyna?
Zero jakiejś nieśmiałości, wątpliwości. Poszedł, spytał.
Pan robotnik nieco zdziwiony co to do niego takie małe mówi, nie usłyszał. Powtórzyłam wiec pytanie i pan robotnik powiedział, że to sprężarka, zaczął tłumaczyć, że wtłacza powietrze i gestykulować, żeby to wtłaczanie powietrza lepiej zwizualizować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz