W piątek Mikołaj poprosił Mateusza, żeby kupił serki homogenizowanej "z krówką". Chciał 6 sztuk. Po negocjacjach umówiliśmy się na 4 serki.
W sobotę chłopcy rozrabiali od rana. My jeszcze dosypialiśmy w łóżku. W pewnym momencie usłyszałam ciszę. Poszłam do kuchni i zastałam chłopców siedzących przy stole i każdy zjadał swoją "krówkę". Przystawili krzesło i wyjęli te serki z samego tyłu najwyższej półki w lodówce.
W niedzielę rano usłyszałam przesuwanie krzesła w kuchni. Pobiegłam czym prędzej. Grześ stał na krześle przy szafce. Na pytanie co robi, powiedział, że chce ciastolinę. Po chwili dodał:
- Moja ręka nie sięga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz