Chcieliśmy pójść z Mateuszem na Drogę Krzyżową. Agata chciała iść z nami, chłopcy nie, mimo, że długo ich namawialiśmy. Zostali na dworze. Wystawiłam im makaron z łososiem, na który się rzucili. Zamknęliśmy dom. W końcu pół godziny mogą być na dworze...
***
Wracamy. Już dojeżdżamy. Mateusz ze śmiechem zastanawia się, ze gdyby zachciałoby im się kupę, to nie mieli gdzie pójść i chyba musieliby zrobić w majty.
***
10 min później rozmawiam z Grzesiem. Grześ się chwali, ze zachciało im się kupę i zrobili pod krzakiem. Dzwonię do Mateusza, żeby mu oznajmić, ze sobie poradzili. Mateusz pyta się pod którym krzakiem, żeby nie wdepnąć…
***
Kolejne pół godziny później Mateusz pyta Mikołaja czy on też zrobił kupę pod krzakiem. Mikołaj potwierdza.
- I teraz macie niewytarte pupy - stwierdza Mateusz.
- Wytarłem jak wróciłem do domu - mówi Mikołaj.
W międzyczasie do kuchni przyszedł Grześ. Mateusz też go pyta czy wytarł pupę. Grześ potwierdza.
- Czym? - pyta Mateusz.
- Liściami.
- Nie ma liści!
- Są - upiera się Grześ.
- Suchymi liściami wytarłeś? - coraz bardziej zaskoczony dopytuje Mateusz.
- Mokrymi!
💩
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz