poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Mijają chwile, zostaje pamiętnik ;)

        Pamiętam jak czytałam "Anię z Zielonego Wzgórza" i tak zazdrościłam bohaterce książki i jej przyjaciołom, że ich życie jest takie ciekawe, że mają tyle przygód, że dokoła nich jest tyle wspaniałych miejsc. Szczególnie rzeka i jezioro, w których mogli się kąpać, pływać łódką i wpław tak mnie fascynowały, bo w mojej okolicy byłą tylko brudna Wisła, nad którą strach było iść bez obstawy kogoś starszego, a zamoczyć w niej można było co najwyżej stopy...

        Potem zaczęłam pisać pamiętnik...


        A za jakiś czas przeczytałam to co napisałam i bardzo się zdziwiłam. Okazało się bowiem, że jeśli ominiemy wydarzenia rutynowe (wstałam, zjadłam śniadanie, poszłam do szkoły, etc.), a zapiszemy to co się  wydarzyło ciekawego (spotkałam X i razem zrobiłyśmy to i to, była taka zabawna sytuacja Y, pojechaliśmy w odwiedziny do Z, ktoś tam z kimś drugim mieli zabawną wymianę zdań...) to nagle nasze, zdawałoby się, zwyczajne życie nabiera kolorków!

        Ostatnio nie mogłam sobie przypomnieć kiedy miało miejsce pewne wydarzenie. Zaczęłam wiec czytać swój pamiętnik sprzed 3 czy 4 lat, w nadziei, że znajdę jakieś przydatne informacje. Bardzo sympatyczna lektura! Akurat wtedy byliśmy z M. na dość jeszcze wczesnym etapie znajomości, wiec moje wzdychanie do niego i rozkminianie co z tego wyjdzie było przeurocze. Szczególnie, że teraz już wiem, że to love story zakończyło się happy end'em. Były też zapisane różne myśli, wydarzenia, wymiany zdań, o których już nie pamiętałam. Niektóre fragmenty czytałam nawet na głos, żeby również M. mógł się pocieszyć naszymi perypetiami.

        Trochę szkoda, że już prawie rok nic nie piszę w pamiętniku. A to był taki wyjątkowy rok!
No i byśmy mieli tyle radości za 5-10-20 lat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz