poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spacer z niespodzianką

        Zaczęłam więcej wychodzić. Motywuje mnie Paulina P., która ostatnio wprowadza nowy tryb życia zarówno dietetycznie jak i w zakresie regularnego wysiłku fizycznego. Wprawdzie trochę nie chce mi się samej, wiec zwykle czekam na towarzystwo: najczęściej spaceruję z M., ale zdarza się, że z koleżankami, innym razem idę po coś - np. do piekarni (wtedy zawsze mam taki dyskomfort, że cały spacer jest wzdłuż ulicy, a poza tym jak już się wybrałam to wolałabym spacerować nieco dłużej niż 15 minut).

        W ciągu ostatniego tygodnia dwukrotnie spacerowaliśmy z M. późnym wieczorem, po zmroku. Wtedy właśnie mieliśmy ciekawe spotkanie z jeżami. Były to dwa różne jeże, różnej wielkości i znalezione w całkiem różnych miejscach.

        Pierwszego wypatrzyłam na trawniku wzdłuż ruchliwej ulicy, przy której stoi nasze osiedle, tyle, że po drugiej stronie tej ulicy niż nasze bloki. Podczas sesji zdjęciowej jeż trochę się skulił, schował i cofną. A kiedy się oddaliliśmy widać było czarny cień całkiem szybko przemykający przez trawnik w kierunku krzaków. Jakiś kwadrans później wróciliśmy w to miejsce, ale na rozległym trawniku już nie byliśmy w stanie wypatrzeć jeża.

        Drugiego spotkaliśmy dwa dni później na tyłach naszego osiedla, po drugiej stronie kanałku, który płynie zaraz na parkanem, za płotem jednej z posesji po drugiej stronie tego kanałku. Ten albo był odważniejszy albo zdawał sobie sprawę, że parkan dobrze go chroni. Ze stoickim spokojem dał się uwiecznić na fotografii. Wydawał się mniejszy od tego poprzedniego. Kiedy niedługo później wracaliśmy ze spaceru tą samą drogą, widzieliśmy, że jacyś faceci też robią mu zdjęcia. Widać człowiek z błyskającą komórką nie spłoszyło go.

        Byliśmy zaskoczeni spotkaniami z jeżami w takim wielkim mieście jak Warszawa, mimo, że całkiem blisko jest las, niedaleko park, a i dzielnica już dość odległa od centrum. Biorąc pod uwagę, że ostatnio spotykamy jeże z częstotliwością dwa razy na tydzień, a nawet raz na dwa dni mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się uda wypatrzeć owadożercę z kolami. Chociaż może dlatego łatwiej je znaleźć, że dopiero co i nie całkiem do końca wybudziły się ze snu zimowego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz