piątek, 2 września 2016

Dron

        Na osiedlowym boisku chłopcy puszczali drona. Wypatrzył ich M. i z równą jak oni radością wpatrywał się jak dron szybuje w powietrze. Początkowo niepewnie, z każdą chwilą odważniej, wreszcie na wysokość bloków (bloki mają 6 pięter). Chłopcy wyglądali na zachwyconych. M. także. Nawet ja zerknęłam, bo trudno mi było uwierzyć, że zabawka może tak wysoko polecieć. I trochę się podśmiewałam, że jak M. z tatą puszczali drona to robili to w salonie, żeby nie uciekł. Nawet jak M. z T. puszczali całkiem już dużego drona to nie odważyli się go posłać zbyt wysoko. A chłopcy proszę...

        Wtem zamieszanie na boisku. Dron poleciał na jakiś balkon i nie udało się nim stamtąd wyfrunąć. Chłopcy polecieli do klatki, żeby odzyskać drona. M. spoglądał jeszcze przez okno co jakiś czas i z nerwowych ruchów na boisku wywnioskował, że póki co drona nie odzyskali.

        ***
        Wieczorem poszłam na spacer. Z powrotem byłam dopiero około godziny 20. Po wejściu do klatki chciałam jeszcze zobaczyć czy czegoś nie ma w skrzynce pocztowej. W międzyczasie do domofonu podeszło dwóch chłopców. Otworzyłam im drzwi - zawsze to szybciej niż wbijać kod.
        - Czy jest pani z 5. piętra? - zagaił jeden. A mi od razu się skojarzyło.
        - Jesteście od tego drona?
        Zrobili krok w moim kierunku, a twarze wyrażały nadzieję. Niestety musiałam przyznać, że nie jestem im w stanie pomóc, bo na 5. piętrze nie mieszkam. Pytali jeszcze czy może kogoś tam znam. Ale nie znam. Polecieli więc do windy, żeby próbować zapukać do drzwi mieszkania, gdzie niechcący zaplątał się ich dron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz