Czy zastanawialiście się jak się robi gnocchi?
Ja się zastanawiałam w pewne wakacje, po tym jak mieliśmy okazję skosztować ich w Sorrento. Do tego stopnia mnie to zaciekawiło, że nawet zrobiłam sobie potajemnie, pod stołem zdjęcie menu w restauracji, gdzie je jedliśmy, żeby dziwna nazwa nie wyleciała mi z głowy.
Wakacje się skończyły, człowiek rzucił się w wir pracy, której nie wiedzieć czemu najwięcej jest zwykle właśnie tuż po urlopie /coby szybko o nim zapomnieć/ i jakoś tak zapomniało mi się o gnocchi...
Za to dziś przekonałam się, że nie tylko podróże, ale również literatura otwiera na świat. Podczas lektury 'Miłości w Toskanii' (dzięki Kwolku) zwróciła moją uwagę scena, gdzie gosposia Ginny robi właśnie gnocchi z... ziemniaków, mąki, jaj... Myślę sobie KOPYTKA!
Internet potwierdził moje przypuszczenia.
Jakby tego było mało, jeszcze w tym samym dniu mama zrobiła "nalot" i przywiozła kotlety i ... kopytka!!! (Jak powszechnie wiadomo dorosłe dziecko bez maminych pyszności na pewno zemrze z głodu;) Wiec gnocchi jak znalazł!
Poza tym trochę szlachetniej brzmi niż kopytka.
I dla pamięci - przepis:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz