Mi. chce spać. Trze oczy, marudzi. Idziemy do łóżeczka, przystawiam go do piersi, chwilę je, potem znów marudzi. Doje mu smoczek, przytulam go, ale dalej marudzi. Daję mu jedną z ulubionych zabawek z metkami, zaczyna się bawić. Niby jest śpiący, ale przecież jeszcze chwilę może poprzebierać w tych metkach... Potem się jeszcze przewróci z pleców na brzuch albo na odwrót... Pobawi się inną zabawką... I tak przez godzinę nim w końcu zaśnie.
Odczekuję jeszcze kilka lub kilkanaście minut, żeby dobrze zasnął. Potem delikatnie się odsuwam i wymykam z pokoju, planując co
zrobię z tym czasem, kiedy on śpi.
***
Jak myślicie ile spał? Całe... 45 minut. Zdążyłam odgrzać wcześniej przygotowany obiad i go zjeść w towarzystwie M., który właśnie wrócił z pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz