piątek, 19 maja 2017

Karuzelka nad łóżeczko

        Moja przyjaciółka koniecznie chciała podarować Mi. jakiś fajny prezent. Postanowiła, że będzie to karuzelka nad łóżeczko, taka na wypasie i z bajerami, tańcząca i grająca. Takie karuzelki są jednak dość drogie i ich cena przekracza rozsądną ilość pieniążków, którą przeznacza się na drobny prezent z okazji urodzenia dziecka. Przyjaciółka spytała mnie czy może kupić karuzelkę używaną. Oczywiście się zgodziłam - w końcu to nie jest coś co dziecko nadmiernie niszczy.
        Poszukiwania odpowiedniej karuzelki trwały chwilę, ale dość szybko Przyjaciółka zamówiła tą, którą upatrzyła. Miała odebrać ją z miejsca zamieszkania osoby sprzedającej, a następnie przyjechać do nas w odwiedziny. Oczywiście u pani, która sprzedawała okazało się, że z powodu braku baterii, nie można sprawdzić czy karuzelka działa. Przyjaciółka wzięła wiec karuzelkę, a po drodze kupiła odpowiednie baterie. Dopiero po przyjeździe wymieniała je, żeby sprawdzić czy wszystko gra.
        Gdyby karuzelka była sprawna - nie byłoby tej historii. Po włożeniu baterii okazało się, że zabawka nie działa. Przyjaciółka zadzwoniła wiec do pani sprzedającej, żeby jej powiedzieć, jak wygląda sprawa i anulować transakcję. Jednak nie było po drodze mojej Przyjaciółce nadkładać drogi, żeby oddać karuzelkę, więc umówiły się, że pieniążki zostaną odesłane na konto, a z niedziałającą zabawką Przyjaciółka może zrobić co chce. Karuzelka została wiec u nas, żeby M. do niej zajrzał -  a nóż /widelec/ uda mu się naprawić usterkę.
        Trochę było problemu z otworzeniem zabawki - producent zastosował nietypowe śrubki i M. w całej swojej niemałej kolekcji śrubokrętów nie miał odpowiedniego. Dopiero w pracy z pomocą kolegi ukręcili nietypowe łebki i dostali się do środka. A tam okazało się, że... karuzelka została czymś zalana. M. oczyścił ją i... zaczęła działać.
        Uważam, że Przyjaciółka dokonała transakcji roku - kupiła niby niesprawną, ale jednak łatwą w naprawie karuzelkę w zasadzie w cenie baterii. Dla nas była to również jeden z fajniejszych prezentów w tamtym czasie. Mi. bardzo nie chciał zostawać sam, a grająca i kręcąca się karuzelka była go w stanie zająć na te 20 minut, których ja potrzebowałam np. na zjedzenie śniadania. Od tamtej pory wiele razy dzięki niej mogłam zjeść posiłek, chwilę zająć się sobą, regularnie pomaga nam zainteresować Mi. o 5 nad ranem czy uspać wieczorem w łóżeczku. A baterie, w związku z częstym użytkowaniem, trzeba wymieniać co jakieś 1,5 miesiąca.
        Dziękujemy Przyjaciółko! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz