Najpierw bawił się książeczkami /od kilku dni bardzo zajmują go próby przekładania stron i poruszania elementami ruchomymi książeczek/. Potem ileś czasu baraszkował mi pod nogami i wyjmował keksówki z szuflady pod kuchenką. Trochę jeszcze zajął się nową książeczką, ale raczej krótko. W końcu zaczął wstawać przytrzymując się moich nóg i uniemożliwił mi tym sposobem jakikolwiek ruch wzdłuż blatu kuchennego. Postanowiłam włożyć go do krzesełka do karmienia i opowiadać mu co robię: że kroję pomidory, wrzucam do garnka, mieszam...
I tak komentowałam tę swoje czynności kuchenne i sobie pomyślałam, że to tak trochę jak w telewizji gotują na ekranie, jakiś Makłowicz czy inny Okrasa... ***
A co dziś u nas na obiad? Fasolka po bretońsku! Wyszła pycha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz