wtorek, 22 sierpnia 2017

Kulinarnie

        Dziś Mi. poskąpił mi swoich drzemek. Pierwsza trwała tylko z pół godzinki - nawet nie zdążyłam posprzątać i pozmywać po śniadaniu, druga była na spacerze - obudził się jak wchodziliśmy do windy. A tu trzeba zrobić obiad.
        Najpierw bawił się książeczkami /od kilku dni bardzo zajmują go próby przekładania stron i poruszania elementami ruchomymi książeczek/. Potem ileś czasu baraszkował mi pod nogami i wyjmował keksówki z szuflady pod kuchenką. Trochę jeszcze zajął się nową książeczką, ale raczej krótko. W końcu zaczął wstawać przytrzymując się moich nóg i uniemożliwił mi tym sposobem jakikolwiek ruch wzdłuż blatu kuchennego. Postanowiłam włożyć go do krzesełka do karmienia i opowiadać mu co robię: że kroję pomidory, wrzucam do garnka, mieszam...
        I tak komentowałam tę swoje czynności kuchenne i sobie pomyślałam, że to tak trochę jak w telewizji gotują na ekranie, jakiś Makłowicz czy inny Okrasa...




        ***
        A co dziś u nas na obiad? Fasolka po bretońsku! Wyszła pycha!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz