wtorek, 8 sierpnia 2017

Mleczna droga - Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią

        Moja mleczna droga była /i dalej jest/ raczej sielska-anielska. Zdarzały się na niej tylko drobne incydenty. W 2. dobie życia Mi. byłam przekonana, że teraz już powinien jeść nie rzadziej niż co 3 godziny, on natomiast spał w najlepsze, a ja martwiłam się, że schudnie. Jednak pod wieczór obudził się i od tamtej pory jadł już z piersi regularnie. Po prostu potrzebował więcej czasu na regenerację sił niż ja. W 3. dobie po porodzie pojawił się nawał, ale z pomocą muszli laktacyjnych, ciepłych i zimnych okładów /zależnie od tego, czy chciałam zciągnąć /ręcznie/ nadmiar pokarmu czy spowodować, żeby produkowało się go mniej/ przetrwaliśmy kolejne 2 dni, potem było już tylko lepiej.   
        Nie znam czegoś takiego jak kryzys laktacyjny - mam albo dużo pokarmu, albo jeszcze więcej. Mi. cały czas przybierał bardzo dobrze, teraz trochę zwolnił /raczkowanie i wstawanie są bardzo wyczerpujące, a do tego poznawanie świata zajmuje tyle czasu, że nie zostaje go dużo na kp/. Śmiałam się nawet, że dałabym radę wykarmić drugie dziecko! Problem z bólem brodawek w pierwszych tygodniach po porodzie mnie nie dotyczył. Czasem zdarza się w ostatnich tygodniach, kiedy mój ssak nadrabia w nocy po ekscytującym dniu, w którym nie miał czasu na kp, ale zwykle czuję bolesność brodawek dość krótko /1-2 dni/ i nie wymaga ona specjalnych interwencji. Do dziś nie zdarzyło się, żeby Mi. jadł mleko modyfikowane, nawet nie miałam pokusy, aby mu je podać.
        Jedyny dyskomfort to liczne pobudki w nocy celem napełnienia wygłodniałego brzuszka - zwykle 3 od położenia Mi. spać ok 20-21 do godziny 6, którą uważamy, za koniec ciszy nocnej. Do tego dochodzi jeszcze kilka pobudek, kiedy Mi. potrzebuje pogłaskania lub wetknięcia smoka, wiec nie sądzę, żebym karmiąc inaczej niż piersią dużo lepiej przesypiała noce... Chociaż zdarzało się, że przespał 7 godzin pod rząd. Niestety ja zwykle idę spać 2-3 godziny później niż on, wiec i w takie noce nie zawsze udaje się wyspać. Bywa też, że on śpi tak długo, a ja budzę się, bo przecież zwykle o tej porze się budził na karmienie.... Znów okazja na wyspanie się nie zostaje wykorzystana... ;P I tak już ponad 9 miesięcy!
        Jakie mam plany jeśli chodzi o karmienie piersią? Chciałabym karmić Mi. co najmniej rok, a jakby się udało 2 lata. Potem zobaczymy jak się będzie wyglądać sytuacja. Zobaczymy jak wyjdzie po powrocie do pracy - gdybym pracowała tylko na ranki już teraz nie byłoby problemu, ale nocne dyżury mogą wszystko popsuć.

        Wiem, że jestem w zupełnie innej sytuacji niż większość kobiet. Po prostu mam "warunki" i przystawienie dziecka od początku nie było większym problemem. Mi. był donoszony i silny, a ja wiedziałam w praktyce jak przystawić dziecko i umiałam mniej więcej ocenić czy udało się to prawidłowo /chociaż łatwiej jak się stoi obok, bo jak się patrzy na swoje dziecko, to trochę biust przysłania całość obrazu/. Nie miałam powodu, żeby martwić się, czy nie zjadł za mało, gdyż wiedziałam, co świadczy o tym, że brzuch jest pełny. Wiedziałam, gdzie zgłosić się po pomoc, gdybym takowej potrzebowała - to też daje dużo spokoju.

        Wśród moich znajomych i w rodzinie można zaobserwować babyboom. Wszystkie moje koleżanki i kuzynki karmią piersią, większość z nich wyłącznie piersią. Zarówno te po porodach naturalnych jak i te po cięciach cesarskich, te z wykształceniem medycznym i te, które zajmują się całkiem czymś innym, mamy dzieci donoszonych, jak i wcześniaków. Niektóre karmią w sposób mieszany/ale mniejszość/ i bardzo dużo wysiłku wkładają, aby ich dzieci jak najdłużej dostawały chociaż trochę ich mleka.
        Dlatego aż trudno uwierzyć w statystyki, które mówią, że 2 miesiące po porodzie zaledwie 43% mam karmi swoje dzieci wyłącznie piersią, a w wieku miesięcy zaledwie 4%.

         Może mam jakiś dziwnych /wyjątkowych/ znajomych. Pewnie tak - wszystkie mieszkamy w dużych miastach, albo w pobliżu dużych miast /głównie Warszawy/, a zatem dostęp do wiedzy i pomocy jest lepszy niż dla ogółu mieszkańców Polski. Wszystkie mamy wykształcenie wyższe, a jak wiadomo, to sprzyja karmieniu piersią i innym zachowaniom prozdrowotnym. Wszystkie nakręcamy się wzajemnie na karmienie piersią.
        Nawet zastanawiam się, czy nie zrobić takiej ankiety wśród znajomych mam, które urodziły w 2016 i 2017 roku jak to u nich wyglądało. Ankiety bardzo niereprezentatywnej, ale jednak...
      
        Właśnie dlatego, że generalnie statystyki są takie niepomyślne, bardzo ważna jest promocja karmienia piersią wszędzie gdzie tylko się da. Wczoraj skończył się Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią, który przypada w dniach 1-7 sierpnia. Z tej okazji odbyła się kampania edukacyjna na stacjach warszawskiego metra zorganizowana przez Fundację Promocji Karmienia Piersią. Oto mój subiektywny wybór najważniejszych plansz informacyjnych prezentowanych w tej kampanii:









Więcej o korzyściach z karmienia piersią moża przeczytać na stronie: http://mleko.fpkp.pl/.


       





















        I jeszcze takie moje marzenie: chciałabym mieć kilka ładnych zdjęć jak karmię piersią Mi. Ale chyba przegapiłam dobry moment, ponieważ w tej chwili jedynym momentem, kiedy Mi. na pewno przyssie się do piersi jest noc. W ciągu dnia, w innym miejscy niż własne mieszkanie, przy obecności innych osób jest to baaaardzo utrudnione. Prawie niemożliwe. W końcu świat jest zbyt ciekawy, żeby zasłaniać go sobie piersią ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz