Macierzyństwo to taka sytuacja w życiu, kiedy za sukces uważasz to, że dziecię zjadło (prawie) cała porcje przygotowanej przez Ciebie z zaangażowaniem, a nawet pietyzmem zupy, która w poprzednich dniach (podejściach) wzgardziło.
To a propos zupy domowej z kawałkami, tym razem z soczewicą i kaszą gryczana, którą wczoraj podałam Mi. na obiad. Postanowiłam jej nie miksować, ponieważ moja kruszynka jest juz na tyle dużym bobasem, że trzeba go zacząć przygotowywać na "dorosłe" zupy. Zresztą te z kawałkami ze słoiczka całkiem nieźle zjada...
Mimo to pierwszą porcję mojej zupy jadł 4 dni (pierwszego dnia ok. 100 ml, drugiego i trzeciego prawie nic i czwartego dnia prawie 100 ml, czyli do końca). Teraz było drugie podejście do tej samej zupy (z zamrażarki). Pierwszego dnia zjadł tyle co nic, może z 10 ml. Już myślałam, że będziemy z tą zupą męczyć się kolejnych kilka dni. A tu niespodzianka! Sukces! Drugiego dnia zjadł prawie do końca, czyli ok. 160 ml!
I staram się nie myśleć o tym, że może był bardzo głodny, bo za obiad zabraliśmy się po spacerze z wizytą na placu zabaw i w sklepach, a przed wyjściem jeszcze nie był głodny i nawet piersi nie chciał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz