poniedziałek, 25 września 2017

Mi. "mówi"

        Kilka dni temu odwiedzili nas teściowie. Ich wizyta miała na celu wsparcie mnie w opiece nad Mi., jego kolacji i wieczornej kąpieli pod nieobecność M., który tego dnia miał wrócić bardzo późno.
        Tak się złożyło, że dziadkowie przyjechali akurat tuż po tym, jak Mi. się obudził z drugiej drzemki. Najpierw była więc zabawa - najfajniejsza, bo dziadkowie zawsze schodzą do poziomu Mi., czyli na podłogę, razem z nim raczkują, ganiają między pokojami, dookoła stołu, etc., a Mi. jest wtedy bardzo szczęśliwy. Potem razem karmiliśmy - babcia kaszą, ja jogurtem, a dziadek zabawiał. Potem była wspólna kąpiel - tj. kąpał się tylko Mi., ja go myłam, ale zabawialiśmy go wszyscy. Następnie wróciliśmy do wygłupów na podłodze.
       Zabawa trwała już jakiś czas, kiedy Mi. postanowił nam powiedzieć, że jest już zmęczony. Przeraczkował więc z salonu do sypialni, usiadł na podłodze patrząc na mnie i zaczął mlaskać. Wobec braku reakcji poraczkował do łóżka, stanął przy nim i dalej mlaskając znacząco na mnie patrzył. Dalej nie spełniałam jego oczekiwań, wiec wciąż mlaskając, przyraczkował do mnie.
        Wszyscy mieliśmy ubaw, że tak wyraźnie pokazuje, jakby chciał powiedzieć: Mama, choć do łóżeczka, bo ja bym possał cycusia.
        Dziadkowie szybko się zebrali, ale żegnaliśmy się niespiesznie (w końcu obowiązkowe "pa, pa" musi być!) i poszliśmy do łóżeczka. Mi. ssał długo i spokojnie, a nim się nasycił, zasnął.

        ***
        Następnego dnia w końcu zaczął mówić moje upragnione sylaby:
mama...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz