Mi. uśmiecha się do obcych ludzi i często ich tym uśmiechem zaczepia. To już prawie norma, że w sklepie w kolejce do kasy ktoś nas zagaduje, najczęściej starsza pani, bo złapała kontakt wzrokowy z Mi. i nie mogła się oprzeć, żeby do niego nie zagadać. On co prawda nie odpowie, ale chętnie się uroczo uśmiechnie i dzięki temu szybciej mija czas w kolejce, wiec wszyscy są zadowoleni. Kilka dni temu zdarzyła nam się taka oto sytuacja: idziemy sobie na spacerze. Ja pcham wózek i trzymam drugą ręką za rączkę Mi., który dzielnie drepcze obok mnie. Nagle mijają nas starsi pan i pani. Pani łapie kontakt wzrokowy z Mi. i podaje mu rękę. Ten łapie ją za palec. Pani coś tam mówi do Mi., że śliczny chłopiec i proponuje mu, żeby z nią poszedł. Ja mocniej chwytam go za rękę. W samą porę, bo on mnie puszcza i zaczyna wyrywać się w stronę pani. W końcu pani chce już sobie pójść, ale Mi. wcale nie chce puścić jej palca. W końcu puszcza i państwo odchodzą.
A ja zostaję z takimi myślami, że... poszedłby i nawet by się nie obejrzał. Niby mały, jeszcze nie rozumie. Ale tak zaufać pierwszej napotkanej osobie, która się do niego uśmiechnęła?!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz