Nagle zauważyłam, że nie ma kubka. Już wcześniej, przy pierwszej próbie położenia Mi. spać postawiłam go jak co wieczór na parapecie obok łóżka, żebym mogła mu w nocy zaproponować napicie się wody. A teraz go nie było. Zaczęłam go szukać: może Mi. wrzucił do szuflady łóżeczka, może gdzieś w kuchni lub w salonie... Zglądałam wszystkie pomieszczenia, wszystkie kąty, ale nie mogłam znaleźć rzeczonego kubka.W końcu M. mówi do Mi.:
- Mi., gdzie jest kubek?
Małemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wbiegł do sypialni, wdrapał się za łóżko i zaczął pokazywać szczelinę między ścianą, a łóżkiem. M. zajrzał i wyjął kubek.
***
Mi. ma skończony rok i 3 miesiące. Mówi tylko tata/dada, ale coraz częściej zaskakuje nas jak wiele rozumie!
2 dni po opisanym wydarzeniu miało miejsce kolejne. M. wrócił z pracy i nie znalazł swoich kapci. Spytał mnie, a ja bezradnie rozłożyłam ręce. Nauczony więc doświadczeniem, a także wiedząc, że Mi. ma ciągoty do kapci zwrócił się do syna: Mi., gdzie są moje kapcie? Efekt znów był natychmiastowy - Mi. pobiegł do sypialni i wyciągnął kapcie zza drzwi. Jakbyśmy chcieli ich szukać sami, trochę by to potrwało...
OdpowiedzUsuń