Kilka lat temu, w pewnym mieście w Polsce wydarzyła się taka o to historia: Był piątkowy wieczór. Mama włożyła dziecko do Okna życia i pospiesznie oddaliła się. U sióstr, w których klasztorze Okno się znajdowało, zadzwonił dzwonek informujący, że ktoś pozostawił dziecko. Mały chłopiec słodko spał. Był czysty, zadbany, ubrany trochę sprane ubranka. Siostry natychmiast zadzwoniły na pogotowie, by przyjechało zabrać niemowlę do szpitala.
W szpitalu lekarz zbadał chłopca - wyglądał na zdrowe, kilkudniowe dziecko. Widać było, że urodził się w szpitalu - na skórze były ślady po pobieraniu badań i szczepieniach, kikut pępowiny był suchy, jeszcze nie odpadł, ale był na nim odciśnięty charakterystyczny wzorek od zacisku, jakiego używa się personel medyczny przy porodzie, żeby zamknąć pępowinę. Pobrano badania laboratoryjne - na szczęście i one były prawidłowe. Chłopiec został przekazany na salę obserwacyjną. Za oknem zapadała noc.
Rano do szpitala zgłosiła się młoda dziewczyna, mówiąc, że jest mamą tego chłopca, którego znaleziono wczoraj w Oknie życia u sióstr. Była drobna, skulona, zapłakana. Powiedziała, że nie mogła znieść tego, że go zostawiła, że była to najgorsza decyzja w jej życiu. Wydawało jej się, że nie ma warunków, żeby wychowywać to dziecko. Ale ostatnia noc, pełna przemyśleń, bez niego... Tego nie dało się wymazać! Rósł otoczony przez nią 9 miesięcy, urodziła go, pokochała. Był piękny i był jej najdroższym synkiem. Już nie chciała go oddawać nikomu. Chciała walczyć o jego przyszłość, o ich wspólną przyszłość.
Zawołano doktor. Po krótkiej rozmowie pokazano jej gdzie przebywa jej synek. Przystawiła może nie bardzo głodne, ale spragnione czułości niemowlę do piersi.
***
Pozostawiając dziecko w szpitalu lub w Oknie życia masz możliwość zmienić decyzję. Nawet jeśli jej nie zmienisz, dajesz swojemu dziecku życie, a komuś innemu możliwość pokochania i wychowywania Twojego dziecka.
Poddając się aborcji, stajesz się matką martwego dziecka - tego nie da się już odwrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz