Minął już ponad miesiąc odkąd urodziłam A. W dalszym ciągu jestem na oksytocynowym haju. Zachwyca mnie. Nie spodziewałam się, ze tyle radości będę mieć z samego faktu, ze mamy córkę.
M. tez zachwycony. Nosi, przewija. Szczególnie na początku było to widoczne. Wakacje na działce trochę to popsuły. Odzwyczaił się od zajmowania się A.
Mi. okazuje uprzejmą życzliwość. Nie jest często zainteresowany A., ale jak już jest to jest radosny i pomocny. Na początku zdarzało mu się nazwać ją Wandzia. Wprawdzie często wpada w histerie, do upadłego broni swojego zdania i kłóci się z każdym, ale zaczęło się to kilka miesięcy temu, wiec mamy nadzieje, ze to etap i za jakiś czas złagodnieje.
GP początkowo okazywał A. wiele serdeczności, całował, głaskał po główce. Urocze to jest. Niestety po miesiącu pojawiła się zazdrość. (Czyżby skończył się miesiąc miodowy?) Od 2 dni kradnie jej smoka. Dziś włożył jej palec w ciemię, a trochę później pociągnął za nogę. Potem zakrywa rączkami oczy i większość twarzy, wiec widać, ze się wstydzi i wie, ze robi źle. Ciekawe jak będzie zachowywał się dalej. Ale trzeba go bardzo pilnować.
Nasze wakacje są w tym roku mało urozmaicone. Drugą polowe lipca chłopcy spędzili u dziadków A&A, którzy dawali im maksimum uwagi. Ja w tym czasie mieszkałam z A. na działce i widziałam się z chłopcami codziennie. M. został w wawie, pracował i miał pisać prace dyplomową.
Chciałabym, żebyśmy jeszcze gdzieś pojechali, ale nie wiem czy się to uda w te wakacje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz