Wniosek nr. 1.
Mimo dodatkowego wysiłku, który jest potrzebny, żebym przygotowała siebie, Mi, dom, ew. prezent dla innego dziecka, takie spotkania... dodają mi energii. Dzięki nim czuję się lepiej: mam lepszy humor, okazję, żeby się wygadać, omówić różne problemy związane z dniem codziennym i wyzwaniami macierzyństwa. Po spotkaniu mam poczucie, że zrobiłam coś dla siebie, że oderwałam się od domowej rutyny.Wniosek nr. 2.
Zwykle w spotkaniach towarzyszy mi Mi. Póki jest jedynym dzieckiem na imprezie - da się jeszcze jakoś w sposób satysfakcjonujący porozmawiać. Jeśli dzieci jest więcej... wiąże się to z koniecznością poświecenia większej uwagi dzieciom. Nawet nie tyle chodzi o pilnowanie szkrabów, ile o... jedzenie. Na niektórych spotkaniach mam wrażenie, że większość czasu zajmuje nam naprzemienne karmienie wszystkich obecnych dzieci /do tego trzeba doliczyć czas konieczny na przygotowanie posiłków, sprzątniecie po nich, również krzesełka, podłogi, etc., zabawianie w trakcie, jak również namawianie na pierś ;P/. Jeżeli dzieci są ciut starsze, dochodzi do tego ciągłe wysadzanie ich na nocnik lub WC /czasem kilka razy bez efektu, żeby na entym razem uzyskać w końcu jakieś siku/. Zwykle kończy się takie spotkanie, a ja mam wrażenie, że jakoś mało było możliwości pogadać. Ale może to znaczy tylko, że warto spotkać się jeszcze raz!
Wniosek nr. 3.
Okazuje się, że z dzieckiem lub dzieckiem w wózku też da się podróżować. Najpierw zaczęłam jeździć komunikacją, ale tylko tam, gdzie mogę dojechać jednym autobusem. Ostatnio okazało się, że przesiadki też nam niestraszne. Potem przemogłam się jeśli chodzi o podróżowanie autem tylko we dwójkę /Mi. i ja/ i zaczęliśmy bez taty jeździć nawet tam gdzie nigdy nie byliśmy. Po kilku takich podróżach stwierdzam, że Mi. świetnie sobie radzi bez kogoś kto stale ma go na oku - zwykle najpierw bawi się zabawką, a potem zasypia w fotelik samochodowym. To taki mały krok do jego samodzielności. I do tego, żebym ja mu na tę samodzielność pozwoliła.
Koleżanki doradzały mi, żebym wychodziła również bez Mi. Ale póki co rzadko się na to decyduję. Może to błąd, ale co tam. Tylko raz Mi. ma kilka miesięcy i tylko dziś jest właśnie taki jaki jest. Wczoraj zaczął tańczyć do śpiewanej przeze mnie skocznej piosenki. Dziś może nauczy się czegoś nowego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz