Wczoraj, przed wyjściem z domu nie zdążyłam się uczesać. Rozpuściłam więc włosy, a gumkę włożyłam na rękę. Bardzo rzadko chodzę w rozpuszczonych włosach.
Wsiedliśmy wszyscy razem do auta. Podjechaliśmy pod żłobek i tam wysiadłam razem z GP, a M. z Mi. pojechali dalej, do przedszkola. Ostatnio stało się już codziennym zwyczajem, że przed żłobkiem spacerujemy sobie z GP dookoła żłobka i bloku, który jest tuż za posesją, na której stoi żłobek. Szuramy liście, zbieramy kasztany, straszymy ptaki, przyglądamy się psom, etc. Jednak tym razem GP co chwila grzebał w kieszonce swojej kurtki i próbował coś z niej wyciągnąć. Po kilku próbach udało się: GP wyciągnął i tryumfalnie podał mi... gumkę do włosów!!!
Jak on o mnie dba, ten mój mały GP!!!
Gumkę, rzeczywiście kiedyś mi zabrał, wyślinił, a potem zgubił. Tak mi się przynajmniej wydawało. Ale jak widać: w przyrodzie nic nie ginie. ;P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz