Udało się. Po wielu miesiącach zastanawiania się czy to już czas na kolejną osobę w naszej rodzinie i dosłownie 2 miesiącach starań jest nasza nowa kruszynka. Pomimo karmienia w tandemie.
Mimo wszystko trochę martwiłam się jak M. zareaguje, że to już. Ale on cieszył się jeszcze bardziej niż ja. Moją radość przyćmiło trochę moje samopoczucie, najgorsze ze wszystkich ciąż: różne niedogodności zaczęły się jeszcze przed skończeniem 6-tego tygodnia.
Szybko okazało się, że nawet tylko na ranki nie jestem w stanie pracować, bo co i raz jakieś mdłości mnie ogarniają. Po kilku dniach stało się oczywiste, że przyprowadzenie chłopaków ze żłobka i przedszkola też przekracza moje możliwości. Nawet spacer do piekarni po przysłowiowe bułki powoduje zmęczenie. Nie wiem czy to dlatego, że jednak kilka lat więcej na karku, czy zarywanie nocy związane z pobudkami chłopaków. Powoli wypracowuję plan. Muszę:
- wysypiać się,
- dużo odpoczywać,
- jeść bardzo regularnie,
czasem pomaga tylko coca-cola (wiem, nie jest to optymalny napój dla ciężarnej, ale sok nie działa, a wręcz szkodzi).
Uznałam też, że muszę ograniczyć karmienie z piersi Mi. W końcu ma już 4 lata, wiec chyba już można. Wytłumaczyłam mu, że się źle czuję i nie mogę jeść tyle ile potrzebuje, a w związku z tym nie dam rady mieć tyle mleka co wcześniej i zamiast go karmić wieczorem będę go przytulać i czytać książki. W zasadzie w ciągu kilku dni ( w 8 tyg.) zmniejszyliśmy ilość karmień z 2-4/dobę do 1 razu rano. To karmienie rano jest dla niego ważne, bo pozwala się obudzić i wstać prawą nogą.
Około 13 tyg, w weekend przed świętami, Mi. całkiem zrezygnował z mojego mlek. Przez kilka dni całkiem się nie upominał, a potem zaczął się budzić nad ranem z krzykiem: „ja chcem cycusia”, ale wystarczy go przytulić, coś tam pogadać i zasypia dalej. W ten sposób nie jest już karmiony ponad 2 tygodni.
Ilość karmień, w zasadzie sam, zredukował sobie również GP. Około 12-13 tygodnia coraz więcej pojawili się takich dni, że zasypiał na drzemkę lub na noc bez kp, a i w nocy mniej się budzi. Są takie dni, że zjada 2x na dobę. Czyżby mleko gorzej smakowało? Zadziało się to w czasie przymusowych wakacji od żłobka: M. był w delegacji, a ja nie byłam w stanie odprowadzić chłopaków.
Mamy też sukces jeśli chodzi o odpieluchowanie. Te 1,5 tyg w domu wystarczyło, żeby GP ogarnął korzystanie z nocnika w dzień. Na drzemkę też kładę GP bez pieluchy i już ponad 2 tygodnie jest ok - była tylko jedna wpadka. Bywają też dni, kiedy pielucha po nocy jest sucha. W żłobku pierwszy dzień był potrzebny na adaptacje, ale potem zaczął wołać jak coś chce i sam biec do łazienki. Na razie panie zaproponowały, że będą zakładać mu pieluchę na dwór i na drzemkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz