czwartek, 28 stycznia 2021

Traumatyczny poranek

        Przedwczoraj M. pojechał w delegację. Jak wyjeżdżał w grudniu chłopcy zostawali w domu, bo nie miałam tyle sił i pary, żeby ich odprowadzić do przedszkola i żłobka. Ale tym razem miałam plany: chciałam pójść na Mszę Świętą i wiedziałam, że z nimi może się to nie udać. Postanowiłam wiec chociaż podjąć próbę odprowadzenia ich. Ale na wszelki wypadek spytałam Mi. czy poszedłby ze mną do kościoła i czy zachowywałby się w nim spokojnie. Deklarował, że tak.

        Rzeczonego dnia GP obudził mnie ok 3:15 na kp. On najadł się i poszedł spać. Ja już nie zasnęłam. Wstałam przed 6:00, zjadłam śniadanie, popiłam herbatką, pomodliłam się, ach, całkiem spoko poranek.

        Ok 7:40 zaczęłam budzić chłopaków zapraszając ich na "spacer". Mi. ubrał się całkiem po dobroci. GP trochę nie chciał wstać, ale nie było źle. Przed wyjściem mieli jeszcze czas na chwilę zabawy lego. Miodzio.

        I jak byliśmy w 2/3 drogi do przedszkola, już na ul. Żuromińskiej Mi. uświadomił sobie, że najpierw planuję odprowadzić jego, a nie GP. I się zaczęła histeria, że on nie chce do przedszkola, że najpierw mam odprowadzić GP i w ogóle on chce do kościoła. Kościół jest zaraz za przedszkolem, wiec do przedszkola jeszcze w miarę udało nam się dojść. Ale od furki zaczęła się histeria na całego. Nic nie wyszło z prób przytulenia, przekupstwa. Przychodzące do przedszkola panie namawiały go, żeby poszedł, bo będzie pani Jola i będzie się dobrze bawił. Nawet niektórzy rodzice z dziećmi próbowali go zachęcić. A on stał przedszkolem i krzyczał, że chce do kościoła.

        Jednak powoli przesuwaliśmy się w kierunku drzwi. I jak już tam dotarliśmy i jeszcze trochę postaliśmy próbując namawiać pojawiła się pani Edytka i po prostu go zabrała. Mimo krzyków, płaczów i protestów. 

        Całe zajście trwało prawie 20 minut, wiec potem gnałam z GP w wózku do żłobka, żeby zdążyć. Na szczęście GP chętnie się rozebrał i poszedł na salę.

        Wróciłam do domu cała mokra.

        Traumatyczny poranek.

        ***

        Tak dawno ich nie odprowadzałam, że nie pomyślałam, że cały czas mu zależy na tym, żeby Grzesia odprowadzić pierwszego.

        No i z mamą histeria jest zawsze najgłośniejsza...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz