W II trymestrze mam mniej mdłości, rzadziej wymiotuje. To zdecydowanie poprawia komfort życia.
Z dolegliwości ciążowych bardziej dokucza mi teraz ból jak GP się przysysa. Po pierwszym trudnym momencie ból ustępuje. Karmię teraz 1-3 razy dziennie, wiec jakoś jest to do przeżycia.
Od 15+1 wydaje mi się, że czuję delikatne ruchy. Ale na razie jeszcze rzadko i nie mam pewności czy to na pewno to. Od 17+1 poczułam bardziej. Około 20 tyg. ciąży zrobiły się te kopniaczki wyraźne i wiele razy odczuwalne, a niedługo potem zaczęłam je też czasem widzieć przez powłoki.
Brzuch jakoś tak mi się uwypuklił wyraźnie, że bez szerszych/ciążowych ubrań już nie daje rady. Stało się to nagle: 15+3.
Zabrałam się za fotoksiążkę. Ciekawe ile uda mi się zrobić...
W styczniu zaczęłam chodzić do kościoła w tygodniu. Bardzo mi tego brakowało. Ze względu na pandemię kolęda jest w tym roku organizowana w formie spotkań w kościele dla chętnych. Dzięki temu w sąsiedniej parafii pw. św. Rodziny na Zaciszu są dodatkowe Msze Św. o godzinie 12:00 lub 10:00. Dla mnie to dużo lepsza godzina niż 7:00 rano lub 18:00 wieczorem. W lutym już nie było tyle okazji, a poza tym trochę miałam problem z zatokami i gardłem, wiec stwierdziłam, że nie powinnam chodzić do kościoła, żeby kasłać.
Mamy prawdziwą zimę śnieg zaczął padać we wtorek 12.01.2021, temperatura minusowa i bardzo minusowa jak na Warszawę (17.01.2021 nawet około -13-15 st C.). Sanki, które chłopcy dostali pod choinkę bardzo się przydają, a czasem pożyczamy innym dzieciom. Minęła połowa lutego a zima dalej szaleje. 17.02. w środę popielcową padało cały dzień i znów jest piękniej na świecie!
Mi. przypomniał sobie, że obiecywaliśmy mu, że jak przestanie pić moje mleko to będzie mógł jeździć przodem do kierunku jazdy. (Duzi chłopcy, tacy którzy nie cycają, mogą jeździć przodem do kierunku jazdy.) 17.01.2021 przełożyliśmy fotelik.
W lutym Mi. zachorował na ospę wietrzną (13.02), ale stan ogólny wskazujący na chorobę utrzymywał się tylko 3 dni i uczciwie mówiąc nie był wyraźnie niewyraźny ;P. To pewnie zasługa Heviranu, który dostał jak tylko zorientowałam się o co chodzi.
Przez drugą połowę kwietnia oboje z GP chorowaliśmy na katar i kaszel mokry. GP miał zmiany osłuchowe /dyskretne/ u podstawy płuca, które nie przechodziły mimo leku wykrztuśnego i oklepywania /niezbyt regularnego/, wiec skończyło się na antybiotyku. Ja leczyłam się prawie bez leków /poza wykrztuśnym/, co spowodowało, że zajęło mi to znacznie więcej czasu. W czasie infekcji /kataru/ miałam mniej nasilone mdłości ciążowe. Czasem infekcja też ma dobre aspekty ;P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz